Calineczka nie pozna księcia

A jeśli nawet pozna, nie zechce go na męża. Bo to nie książę z bajki.

Reklama

O syndromie Piotrusia Pana wiadomo sporo: zjawisko polega na braku chęci niektórych mężczyzn do dojrzałości i dorosłości. Przyczyną są m.in. złe relacje rodzinne, moda na miłość bez zobowiązań i lansowana zewsząd chęć wiecznej zabawy. Piotruś Pan realizuje własne cele, nie chce zakładać rodziny, lubi wygodę i styl bycia podporządkowany wybujałemu nieco ego. Syndrom ten ma też kobiecą wersję, o której mówi się jednak mniej lub nie wspomina się wcale. To syndrom Calineczki. Dlaczego niektóre kobiety, przyjmując pozy „słodkiej dziewczynki”, wolą zabawę od tzw. ustatkowanego życia? Jaka jest skala zjawiska i jakie może mieć konsekwencje zarówno dla jednostki, jak i dla całego społeczeństwa?

Radocha z życia

Ilona ma 35 lat, wyższe wykształcenie, dobrą pracę i własne – choć niewielkie – mieszkanie. Drobna, zgrabna, zadbana. Wygląda na dużo mniej lat i bardzo jej to odpowiada. Jak mówi, dawne koleżanki w jej wieku to już „stare i dzieciate”, a ona „cieszy się życiem”. Ta życiowa uciecha to kino dwa razy w tygodniu, imprezy w weekend, ciuchy ze sklepów dla nastolatek i regularne wyjazdy. Mąż, dzieci? Jeszcze nie teraz. To za wcześnie. Może za lat trzy, może za siedem, może wcale?

– Czy naprawdę wartość kobiety mierzy się w mężu i dzieciach? – pyta nieco buńczucznie, złośliwie dodając, że ona swoją wartość mierzy liczbą zagranicznych wycieczek i nowych butów. Jeśli natomiast chodzi o facetów, to owszem, są. Na krótko i tacy, którzy od początku deklarują „brak angażowania na całe życie”. I tacy, którzy zamiast pierścionka w prezencie przynoszą maskotki. Wygodne to dla obu stron. Można wspólnie pobujać w obłokach, dobrze się pobawić.

„Bujanie w obłokach” jest tu adekwatnym określeniem. Jak mówi dr Sabina Zalewska, psycholog rodziny z UKSW, syndrom Calineczki to jakby „latanie” (nawiązując do nazwy), unoszenie się nad życiem przyziemnym, bujanie w chmurach, brak zakotwiczenia w sprawach codziennych i przyziemnych. Calineczka zawsze była „słodka”, śliczna i malutka.

Jakie są tak naprawdę przyczyny tego syndromu?

– Może on wynikać z różnych czynników. Z niechęci do założenia rodziny, ustatkowania się, rodzenia dzieci. Calineczki nie chcą się ograniczać takimi zadaniami. Wolą być spontaniczne i mieć „wolność” w wyborach życiowych – mówi dr Zalewska.

– I co w tym złego? To jest infantylne? – pyta Ilona. – Jeśli kiedykolwiek dojdę do wniosku, że moje życie mi się nie podoba, po prostu je zmienię. Teraz sama czuję się jak dziecko, więc poważne wybory nie są dla mnie.

Psycholodzy jednak twierdzą, że za wyborami Calineczek mogą się kryć poważne problemy. Choćby paniczny strach przed poważnymi decyzjami lub brak umiejętności przejęcia odpowiedzialności. Skąd taki (również nieuświadomiony) lęk?

– Te kobiety boją się dorosłości. Odpowiedzialność zabrali im nadopiekuńczy rodzice. Nie nauczyli córek odpowiedzialności.

Pani Alina, 60-latka, o swojej córce, 34-letniej Kindze: – Być może gdzieś rzeczywiście popełniłam błąd. Córka była moim oczkiem w głowie, wychowywałam ją sama. Miała wszystko, co mogłam jej dać. Chciałam, by była szczęśliwa. Teraz widzę, że jej życie przypomina wieczną zabawę. Kinga zachowuje się jak 15-latka: imprezki, koledzy, ciuszki. Gdy pytam o stałego chłopaka, wzrusza ramionami. Gdy zapytałam o wnuki, po prostu mnie wyśmiała. Córka niby mieszka sama, ale mam wrażenie, jakbym nadal miała do opieki malutką dziewczynkę, która nie chce się przyznać do własnego wieku. Tak naprawdę fizycznie jest dorosła, psychicznie – jak dzieciak.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama