A jaki jest twój powód?

Dokonała aborcji po tym, jak została zgwałcona. Później dowiedziała się, że sama poczęła się w wyniku gwałtu...

Reklama

Mało brakowało, a wzruszającego świadectwa holenderskiej proliferki wrocławianie by nie wysłuchali. Władze Uniwersytetu Medycznego pod naciskiem odwołały bowiem w ostatniej chwili jej wykład, zarzucając mu „pseudonaukowość”. Nieformalna Katolicka Wspólnota Studentów Medycyny zorganizowała jednak spotkanie na terenie byłego szpitala bonifratrów.

– Przynajmniej raz w roku to wszystko wracało. W Dzień Matki. Nie mogłam uniknąć myśli, że moje dziecko nie żyje, że trafiło w kawałkach do kosza z odpadkami – opowiadała Irene van der Wende. Swoją historią chce przekonać o istnieniu bardzo silnego syndromu poaborcyjnego, który wciąż wielu traktuje jako wymysł Kościoła i organizacji pro life. Konsekwencja aborcji została opisana naukowo i jest uwzględniana także w podręcznikach psychiatrii.

Opowiadanie Holenderki rozpoczyna się od gwałtu, który przeżyła w wieku dwudziestu paru lat. Młoda kobieta po tragicznym wydarzeniu udawała przed sobą i otoczeniem, że nic się nie stało. Sześć tygodni później udała się do lekarza, ponieważ zauważyła, że sukienki są za małe. – Kiedy doktor powiedział mi, że jestem w ciąży, poczułam, jakbym się zapadała w przepaść – wspomina proliferka. Od razu skierowała swoje kroki do kliniki aborcyjnej. Działała pod presją czasu, bo ciąża była już w stopniu zaawansowanym i lada moment mijał termin „rozwiązania problemu” (jak wówczas o tym myślała).

– Do dziś wszystko dokładnie pamiętam. Każdy detal sali. To budzi we mnie wspomnienia, a co za tym idzie, traumę. Ostatnio w Polsce widziałam czarno-białe kafelki w restauracji. Szybko odwróciłam wzrok, bo obraz sprzed lat wracał – mówiła prelegentka.

Szokująco brzmi jej relacja z poczekalni tuż przed usunięciem ciąży, w której siedziała razem z sześcioma innymi kobietami.– Żartowały, śmiały się, swobodnie dyskutowały o powodach aborcji. Jedna mówiła, że ma już dwoje dzieci, więc trzecie będzie za dużym obciążeniem, inną męczyły ciążowe mdłości i chciała jak najszybciej się ich pozbyć. Byłam ostatnia w kolejce. Słysząc te wszystkie wymówki, zaczęłam się zastanawiać, jaki jest mój powód? – opowiadała Irene van der Wende. W windzie zwróciła się do pielęgniarki: „Przecież jestem matką”. Ta jakby zupełnie rutynowo odpowiedziała spokojnie: „Wszystkie tak mówicie w ostatnim momencie”.

– Przeżyłam najczarniejszy dzień mojego życia. Okazało się, że ta trauma odezwała się później w zupełnie nieoczekiwanym momencie: kiedy urodziłam córkę. Wróciły wspomnienia, choć był to pozytywny czas, który na pierwszy rzut oka mógłby pozwolić zapomnieć o aborcji. Ale nie. Podczas narodzin dręczyła mnie myśl o chwili, kiedy zabiłam swoje pierwsze dziecko – stwierdziła Holenderka. Tłumaczyła, że o aborcji nie da się zapomnieć i wrócić do normalności, ponieważ wraz ze śmiercią dziecka ucina się na zawsze kawałek serca. Przełom przyszedł, gdy na zdjęciu zobaczyła, jak rozwinięte są 8-tygodniowe dzieci w łonie matki. Malutkie uformowane stopy, rączki, główka, oczy. Niestety, była to fotografia dziecka po aborcji, a więc dosłownie w strzępach. To wstrząsnęło Irene.

– Nie mogłam tego przeżyć. Płakałam przez kilka dni i wtedy przyrzekłam sobie, że resztę życia spędzę na tym, by mówić, co naprawdę dzieje się w klinikach aborcyjnych. Wielu twierdzi, że te dzieci to tylko zlepek komórek, ale nie możemy im zabrać godności, bo tak naprawdę siebie z tej godności odzieramy – podsumowała Irene van der Wende.

Wiele lat po aborcji Irene powiedziała wszystko swojej mamie. Nie do końca zrozumiała jej ówczesną reakcję – mocne długie przytulenie. Po jakimś czasie, przy zupełnie innej okazji, spotkała się z mamą, a ta zwierzyła się córce z wielkiego sekretu rodzinnego: otóż Irene sama także poczęła się w wyniku gwałtu. – Pomyślałam, to straszne, ale zaraz… Fajniej byłoby być poczętym w kochającym się związku po romantycznej kolacji z winem, a nie wskutek przemocy. Ale czy to odbiera mi jakoś wartość? Absolutnie. Mama po gwałcie miała myśli samobójcze. Udało jej się przetrwać trudny moment i postanowiła mnie wychować, dlatego uważam ją za wielką bohaterkę – skomentowała Holenderka.

Odwołała się także w swoim wystąpieniu do znanego hasła zwolenników aborcji: „Moje ciało – moja sprawa”. – Gdzie tu logika? Nie słyszą, że dziecko też mówi: to jest moje ciało! Twoje ciało, twoja sprawa? To znaczy, że masz 4 ręce, 4 nogi, 2 głowy… a to trochę dziwne. Zaś w przypadku aborcji w wyniku gwałtu, w tym są nawet trzy osoby – jest gwałciciel, kobieta i dziecko. Owszem, mężczyzna ją skrzywdził, ale to jej decyzja i jej odpowiedzialność, czy za ten fakt ukarze dziecko i zabierze mu życie. Żadna w tym sprawiedliwość – tłumaczyła Holenderka.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama