Czuję swąd jak z wędzarni

O oponach w piecu, smole w kominie i smogu w miastach mówi Rafał Dydak, prezes katowickiego oddziału Korporacji Kominiarzy Polskich.

Reklama

Barbara Jaworska: Słyszałam, że pracuje Pan na czarno.

Rafał Dydak: Nie tylko ja, moi koledzy też. (śmiech) Mniej więcej od połowy września zaczyna się okres grzewczy i od tego momentu mamy więcej „czarnej roboty”. W mojej chorzowskiej Spółdzielni Pracy Kominiarzy „na czarno”, czyli bezpośrednio przy czyszczeniu przewodów kominowych, pracuje 8 kominiarzy.

Dużo macie tej czarnej roboty?

Mnóstwo. Jedna osoba obsługuje od 6 do 12 zgłoszeń dziennie.

Dlaczego aż tyle?

Bo nie wszyscy pamiętają, że do sezonu grzewczego trzeba się przygotować. To dziwne, bo na przykład wiedzą, że samochód przed zimą trzeba przystosować – wymienić opony, płyny... Tak samo powinno się pomyśleć o kominach, piecach, kotłach. A tymczasem już we wrześniu pojawiają się pierwsze problemy z paleniskami i przewodami kominowymi.

Bo ktoś zapomniał ich przeczyścić?

Nie tylko. Także dlatego, że zapomniał kupić wcześniej opału, a gdy się zrobi nieco zimniej, zaczyna palić czym się da – sklejkami z rozebranych szaf, płytami meblowymi, starymi butami, butelkami PET, dętkami, oponami, szmatami i Bóg raczy wiedzieć, czym jeszcze... „Mądry” sąsiad podpowie w dodatku, że szybciej się rozpali szmatą nasączoną naftą albo benzyną...

No i mamy piękny smog.

Nie dość, że trujemy siebie i wszystkich dookoła (nawet mieszkańców sąsiednich miast), to możemy doprowadzić też do wybuchu urządzenia, poparzeń, pożaru przewodu kominowego i jego przysmołowania.

Gdzie jest najwięcej roboty?

Prawdę mówiąc, mniejszy problem jest w budynkach wielorodzinnych, bo te najczęściej mają swoich zarządców, którzy dbają przynajmniej o przeglądy przewodów kominowych i urządzeń w kotłowniach, a także starają się pilnować jakości opału. Gorzej jest w domach jednorodzinnych, które ogrzewane są starymi lub nowszymi kotłami centralnego ogrzewania. W tych kotłach ląduje wszystko – drewno iglaste z trującymi żywicami, mokre drewno, flot, muły i inne dziadostwo.

Umie Pan rozpoznać, np. po wyglądzie komina, czym kto w nim palił?

Może nie tyle po wyglądzie, choć jeśli jest dużo smoły, to wiadomo... Ale kiedy wchodzi się do takiego budynku, już na wstępie można wyczuć, czym było palone. Jest taki charakterystyczny zapach, trochę jak z wędzarni. Przeważnie w takiej sytuacji stwierdzamy tu od razu problemy i w piecu, i w kominie.

A czym wyczyścić smołę z komina?

Nie ma innego wyjścia – trzeba ją wypalić w wysokiej temperaturze i resztę zdrapać. Najpierw wysyłamy więc w powietrze trujące substancje, a przy czyszczeniu podtruwamy i kominiarza, i osobę, która musi pilnować tego procesu w kotłowni. Nie wspominam o tym, że to wszystko grozi też rozszczelnieniem pieca.

A gdy kominiarz wyczuje ten charakterystyczny swąd „wędzarni”, to co mówi lokatorom?

Za każdym razem, gdy jedziemy czyścić przewody kominowe, udzielamy też wszelkich porad. W ubiegłym roku razem ze strażnikami miejskimi przeprowadzaliśmy kontrole na Giszowcu – sprawdzaliśmy przewody kominowe, pobieraliśmy próbki popiołu. Niektórzy nas okłamywali, że kominiarze regularnie przeprowadzają u nich oględziny, a my natrafialiśmy na dziury w rurach pozatykane folią aluminiową, braki kratek nawiewnych czy drzwiczek rewizyjnych... Ludzie naprawdę nie patrzą realnie na swoje bezpieczeństwo.

Gdzie z powietrzem jest najgorzej?

Nie da się wymienić jakiegoś miasta, bo sytuacja zależy od zbyt wielu czynników, m.in. pogody, wiatru itp. My śmiejemy się czasem, że Ruda Śląska jest najczystsza, bo tam... nie ma czujników pomiarowych. Ale fakt, że gorzej jest w starych miastach – Świętochłowicach, Chorzowie, Rudzie Śląskiej, Bytomiu, części Katowic... Niby wymiana kotłów, modernizacja trwa, ale też więcej jest dodatkowych przeszkód. Zauważamy, że na przykład budynek stoi 60 lat, a od dwóch lat pojawiają się problemy. Dlaczego? Bo niedaleko wycięto kawałek lasu i postawiono nowe wieżowce. Zabudowanie przestrzeni powoduje, że powstają nowe korytarze powietrzne (nie takie, dla jakich zabudowywano daną przestrzeń miejską), i nie ma przewietrzania miast! Pojawiają się nowe niecki, gdzie zbiera się smog, gdzie powietrze „można zobaczyć”.

Będzie kiedyś lepiej?

Wierzę, że wzmożone obecnie wszelkimi kampaniami antysmogowymi działania kiedyś przyniosą skutek. A póki co, potrzebne są profilaktyka, edukacja i... dobra wola mieszkańców.

Za tydzień w „Gościu Katowickim” ukaże się specjalny dodatek „Mogę! #Zatrzymać smog”, który przygotowaliśmy wspólnie z Urzędem Marszałkowskim Województwa Śląskiego.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama