Drogami prowincji

Bogdan Myśliwiec, fotoreporter, opowiada o swojej pierwszej wyprawie do Indii.

Reklama

Marta Woynarowska: Jakie było pierwsze wrażenie po wyjściu z samolotu?

Bogdan Myśliwiec: Gorąco i duszno. (śmiech) Przez cały czas naszego pobytu w Indiach towarzyszyły nam temperatury mocno przekraczające 30 stopni oraz duża wilgotność, panuje tam bowiem klimat tropikalny. Byliśmy na przełomie marca i kwietnia, czyli tuż przed porą monsunową.

Termin był przypadkowy?

Nie. Jan Skwara, który organizował całą wyprawę, wybrał ten czas z powodu świąt, jakie wówczas obchodzone są w stanie Kerala, który zwiedzaliśmy. Dla osób takich jak ja, czyli mających po raz pierwszy styczność z Indiami, stanowiły niezwykłe widowisko. W dodatku kiedy jest się fotografikiem, patrzy się na nie z perspektywy obrazów, a te były niezwykłe – prawdziwe szaleństwo barw. Takiego różnokolorowego tłumu jeszcze nigdy nie widziałem.

Jakie to były święta?

Obejrzeliśmy obchody Kodungallur Bharani, święta poświęconego jednej z najgroźniejszych indyjskich bogiń – Kali, obchodzonego przez hinduistów. Wyznawcy tańcem, często wręcz hipnotycznym, śpiewem oraz ofiarą z krwi, składaną przez religijnych guru, którzy nacinają sobie skórę głowy, starają się przebłagać boginię. Mieliśmy również okazję do obejrzenia bardzo radosnego i dla nas, Europejczyków, zaskakującego festiwalu Chamayavilakku, obchodzonego w świątyni Kottankulangara Devi. Podczas obchodów chłopcy oraz mężczyźni przebierają się za dziewczęta i kobiety. Ich przebranie nie ogranicza się jednak tylko do stroju, nakładają na twarz pełny makijaż, nawet doklejają sztuczne rzęsy oraz biust, tak że trudno ich odróżnić od kobiet.

Zwyczaj ten ma swoją genezę w legendzie, opowiadającej, że w zamierzchłych czasach pastuszkowie znaleźli kokos, który po próbie rozłupania go kamieniem zaczął krwawić. Mędrcy uznali to za znak objawienia się bogini Bhagavathi. Wierni zaczęli więc składać ofiary, ale zwyczaj ten był wówczas zarezerwowany wyłącznie dla kobiet, dlatego mężczyźni, chcąc w nim uczestniczyć, postanowili przebierać się w damskie stroje. I tak do dzisiaj obyczaj ten jest kultywowany.

Co najbardziej ujęło lub zaskoczyło Pana w Indiach?

Bez wątpienia niezwykła życzliwość i gościnność Hindusów oraz widok chrześcijańskich kapliczek, przypominających nasze, stojących w różnych miejscach. Podróżowaliśmy po Kerali, stanie położonym w południowo-zachodnich rejonach kraju, na Wybrzeżu Malabarskim. Jest to bardzo specyficzny rejon, gdzie znaczny odsetek ludności, bo ok. 19 proc., stanowią chrześcijanie, którzy zgodnie żyją z hinduistami, muzułmanami i liczną diasporą żydowską. W Koczin, około milionowym mieście, zwiedziliśmy m.in. najstarszy kościół pw. św. Franciszka, w którym w 1524 r. został pochowany Vasco da Gama, później jednak trumna z jego ciałem została przewieziona do Portugalii.

A wracając do mieszkańców, to mimo iż wielu żyje dość ubogo, to jednak nie widać u nich jakiejś frustracji z tego powodu. Nie ma w nich tej częstej u nas żądzy posiadania coraz więcej i więcej. Bardzo chętnie dzielą się tym, co mają. Zwiedzaliśmy rejony położone z dala od szlaków turystycznych, przede wszystkim prowincję, w tym wioski, małe miejscowości. Nie było dnia, abyśmy nie zostali zaproszeni przez zupełnie obcych ludzi na kawę czy mały poczęstunek. Sytuacja w polskich realiach wręcz nieprawdopodobna.

Mimo skromnego życia nie stronią od elektroniki – posiadanie telefonu komórkowego, smartfonu jest niemal tak samo powszechne jak u nas. Bardzo lubią też robić sobie selfie, zwłaszcza z turystami. I jeszcze jedna charakterystyczna rzecz – duża religijność. Wieczorami, kiedy chodziłem po miejscowościach, w których przebywaliśmy, widać było ludzi skupionych na modlitwie przy zapalonych lampkach.

Z wyprawy przywieźliście pamiątki i zdjęcia.

Tysiące fotografii, sam zrobiłem ich parę tysięcy. Cząstkę z nich można zobaczyć na wystawie „Mistyczne Indie” w Tarnobrzeskim Domu Kultury. Oprócz moich fotogramów znajdują się prace współtowarzyszy wyprawy: Justyny Machel, Waldemara Lipińskiego, Pawła Putały oraz Jana Skwary. Mam nadzieję, że udało się nam uchwycić i oddać klimat i barwność Indii. Są święta, codzienne życie, m.in. praca na plantacjach herbaty, targi rybne, ulice miast, przepiękne widoki, w tym zachwycającego krajobrazami rezerwatu przyrody Wayanad.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama