Święty zarządca

Nad pianinem Święta Rodzina, na oknie św. Józef. A mały Józek wybiera pulchnymi paluszkami ciasteczka.

Reklama

Dom od Józefa

Mieszkali w trzech pokojach na piętrze. Najpierw, gdy byli sami, mieszkanie było w sam raz. Gdy zaczęły rodzić się dzieci, jakby się kurczyło. – Najtrudniejsze dla mnie było wdrapywanie się po schodach z dziećmi. Zaczęliśmy myśleć o zamianie mieszkania. O domu nawet nie pomyśleliśmy, ze względów ekonomicznych i logistycznych – jesteśmy realistami. Szczytem marzeń było mieszkanie czteropokojowe na parterze… – opowiada Marta.

I przypomina sobie jeszcze jedno wydarzenie. – Kilka lat temu w „Gościu Niedzielnym” przeczytałam reportaż o pewnej rodzinie, której św. Józef „załatwił” dom. Westchnęłam w duchu: „Może i nam byś pomógł, św. Józefie?”. Widocznie święty wziął to bardzo na serio, bo po ludzku wszystko, co się potem zdarzyło, nie ułożyłoby się tak dobrze.

Otrząskowie zaczęli rozglądać się za mieszkaniem, gdy mały Józek był już na świecie. – Któregoś dnia kolega z pracy powiedział, że niedaleko jest dom na sprzedaż. Mówił, że ładny i z ogródkiem. Postanowiłem obejrzeć – opowiada Andrzej. – Pojechałem tam i faktycznie: świetna lokalizacja, dom w sam raz dla rodziny z dziećmi. Zacząłem się nim interesować…

I wtedy okazało się, że sytuacja prawna budynku jest skomplikowana: dom przejął syndyk. Miał być licytowany. – Posiadaliśmy oszczędności, które wystarczyły na wadium. Zaryzykowaliśmy. I wtedy nastąpił cały szereg niesprzyjających „zbiegów okoliczności”, z których wyjście zawdzięczamy św. Józefowi.

Otrząskowie dom wylicytowali. Ale żeby go kupić, musieli wziąć pożyczkę. Jednak bank nie mógł porozumieć się z syndykiem. – Był Adwent, chcieliśmy spokojnie przygotować się do Bożego Narodzenia, a musieliśmy walczyć o dom – wspomina Andrzej.

– Marzyłam, że w Boże Narodzenie pokażemy dzieciom klucze do nowego domu. Jednak na marzeniach się skończyło… – dodaje Marta.

Nowenny

Ale gdy było już naprawdę źle i oboje byli zmęczeni i przestawali wierzyć w powodzenie całego przedsięwzięcia, postanowili modlić się do św. Józefa. Nowenną. – Zacząłem prosić go o pomoc. Jeden dzień, drugi, trzeci. Nic się nie zmieniało. Czwarty – nic. Piąty i… przełom. Bank i syndyk doszli do porozumienia. Skończyłem nowennę i było już pewne, że dom będzie nasz.

Otrząskowie dostali klucze do nowego domu. Szczęśliwi planowali przeprowadzkę. – Wtedy nastały wielkie mrozy. Razem ze specjalistami od remontów weszliśmy do domu. Panowie orzekli, że to zamarznięta ruina i wszystko jest do wymiany. Mówili, że remont będzie kosztował… 100 tys. zł.

Dla rodziny byłoby to już nie do uniesienia. – Postanowiliśmy szybko prosić św. Józefa o ratunek. Podjęliśmy nowennę drugi raz. Skoro dostaliśmy od niego dom, to przecież musiał – jako cieśla i ojciec rodziny – znaleźć jakieś wyjście.

I święty znalazł

Weszła ekipa remontowa. Skuła część kafelków, sprawdziła dokładnie potencjalne zniszczenia. I jeden z fachowców powiedział wprost: „To cud. To po prostu niemożliwe!”. Cały system grzewczy był sprawny, była tylko jedna usterka. A Marcie i Andrzejowi przypomniały się słowa: „Ustanowił Go panem domu swego. I zarządcą wszystkich posiadłości swoich”. – On jest troskliwym gospodarzem. Warto powierzyć mu swoje domy – mówią zgodnie Otrząskowie.

Po przeprowadzce (w marcu, w okolicy wspomnienia św. Józefa) zamówili Mszę św. przez wstawiennictwo św. Józefa. A Marta, organistka i dyrygentka chóru, wprowadziła do repertuaru Akatyst do św. Józefa. Takie śpiewane i piękne podziękowanie za opiekę… – Mocne są te teksty w Akatyście. Śpiewałam, czytałam i czułam: pięknie nam się wpasował ten św. Józef w dom, pracę i muzyczne działania. Niech nadal prowadzi.

Mały Józek obraca figurkę swojego patrona. I zamaszyście całuje go w nos.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama