Coś więcej niż trzeci wiek

Może w tych dniach warto odkryć serdeczne oblicze babci i dziadka, a nie tylko oblicze starzejącego się Kościoła.

Maria Owsik z Płocka jest szczęśliwą i spełnioną babcią: ma cztery wnuczki i dwoje prawnucząt. Nie spieszno jej na emeryturę, bo jako psycholog wychowawczy wciąż służy pomocą i jest wolontariuszką w Katolickim Stowarzyszeniu Pomocy im. św. Brata Alberta w Płocku. Służy pomocą w Sądzie Biskupim Płockim jako biegła sądowa i wciąż ma czas, aby uczestniczyć w spotkaniach Klubu Inteligencji Katolickiej.

– Byłam młodą babcią. Zostałam nią, gdy miałam 45 lat. Zrozumiałam wtedy, że wchodzę w nowy etap mojego życia i byłam z tego dumna. Takie są koleje życia, coś naturalnego – opowiada pani Maria. – Zawsze mnie wzrusza, gdy wnuki chcą ze mną być, gdy do mnie lgną, bo mamy między sobą sekrety, o których nawet nie wiedzą rodzice, a ja staję się ich powiernikiem.

Zauważa, że dziś w psychologii i polityce wiele miejsca poświęca się roli rodziców w wychowaniu dzieci, natomiast niewiele roli dziadków. A przecież tak jak rodzice pracują od rana do wieczora w ciągłym biegu, tak samo zabiegani są dziadkowie, opiekujący się wnukami.

– To jest tak, że z życiowego doświadczenia dziadków bierze się ich dystans do rzeczy i spraw, którego młodsi nie mają, a ze świadomości tego, co jest naprawdę ważne w życiu, bierze się gotowość do poświęcenia dla bliskich. Jako babcia wiem, że żyję dla rodziny, ale to nie oznacza, że ma mnie ona wyeksploatować. Niemniej rodzina jest celem nadrzędnym – zaznacza płocka psycholog.

Należy jednak brać po uwagę własne potrzeby życiowe. – Trzeba postawić pewne granice, aby mieć czas również dla siebie. Dorosłe dzieci powinny pamiętać, że ich rodzice też mają swoje własne życie i potrzeby. Bycie dyspozycyjnym na każde skinienie palca bardzo wykańcza. Myślę, że trzeba uświadamiać młodym rodzicom, że ich rodzice nie tylko chcą wielkodusznie dawać siebie, ale przyjdzie też czas, gdy oni będą potrzebowali pomocy, wsparcia, towarzyszenia, zwłaszcza w chorobie i dolegliwościach wieku. Że to bycie babcią i dziadkiem w pewnym sensie też boli, bo wiek i choroby, ale też trudności rodzinne. Nie jest się „cukrową” babcią – przyznaje pani Maria.

Przypomina, że zadaniem dziadków jest też zwracanie uwagi: – To prawda, rozpieszczam wnuki, ale też – kiedy trzeba – upominam, lecz nie potępiająco. Trzeba pochwalić i pouczyć, ale robić to dyskretnie. Dziecko z pewnością zrekompensuje zaufaniem.

Zadaniem dziadków jest pokazywanie dalszej perspektywy i konsekwencji postępowania. Czasami trudno mi przychodzi pogodzić się z niektórymi modami młodzieży. Delikatnie mówię im i tłumaczę moje zdanie. Wtedy rozmawiamy też o sprawach trudnych. Nawet o sprawach tak bolesnych, jak moja śmierć. To ważne, żeby rozmawiać – dodaje pani Maria.

Jakie są jej metody wychowawcze i sposób na zajęcie właściwego miejsca w rodzinie? – To rodzice są na pierwszej linii frontu, a dziadkowie są rodzinnymi doradcami, czasami muszą być „dyplomatami w domu”, zwłaszcza w trudnych kwestiach. Trzeba być trochę psychologiem, często korepetytorem, pierwszym lekarzem, organizatorem spotkań rodzinnych, a przede wszystkim umieć słuchać jak nikt inny w rodzinie. Myślę, że to właśnie dziadkowie powinni przekazywać wnukom kindersztubę, czyli zasady dobrego wychowania. I niech rodzice pamiętają, że rolą dziadków jest wspieranie i pomaganie, a nie wyręczanie rodziców. Babcia nie jest „do wynajęcia”. Niech młodzi mają też wyczucie, aby dać dziadkom wytchnienie – stwierdza pani Maria.

Wytchnienie do czego? A choćby na spotkanie swoich znajomych, czas na dłuższą modlitwę, na ciszę... – Gdy modlę się z moimi wnukami, nie wystarczy im zwykłe: „Pomódlmy się”. Trzeba je umotywować, powiedzieć, zapytać ich: „Za kogo się pomodlimy?”. Albo wręcz powiedzieć: „Chodźcie, porozmawiajmy z Bogiem”, bo to dla dziecka będzie konkretniejsze.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja