Poczytać, by polubić

Jak zabrać się do lektury, gdy sił brak, a księgozbiór nie zachęca? Terminalnie chorym pomocą służą wolontariusze. Ci z darłowskiego hospicjum zadbali o to, by miejscowa biblioteczka była wciągająca.

Psycholog Renata Lepper-Zalewska podczas swojej 2,5-rocznej pracy w hospicjum im. bp. Czesława Domina w Darłowie zauważyła, że jego pacjenci potrzebują przede wszystkim tego, by być blisko nich. Posiedzieć, porozmawiać. Z tym jednak miewa czasem trudność nawet najbliższa rodzina, a co dopiero obce osoby, jakimi są wolontariusze. Pomocą może być czytanie choremu na głos, zwłaszcza jeśli lektura trafi w jego gusta. Przekonała się o tym jakiś czas temu młodzież, która przyjechała do hospicjum, by spędzić z pacjentami nieco czasu. Początkowo młodzi odrzucili podpowiedź, by pójść do chorego z książką, która przełamie pierwsze lody. Niektórzy jednak szybko wracali do małej biblioteczki, ustawionej w kawiarnianym kąciku placówki. I wówczas nie kończyło się na przeczytaniu pacjentowi kilkudziesięciu stron, ale na długiej rozmowie, a nawet wspólnym… rysowaniu kotów.

– To jest to poszerzanie horyzontów, gdy wprowadzając coś nowego, uświadamiamy pacjenta, że codzienność to nie tylko „ja, łóżko i choroba”, ale powrót do funkcji społecznych, np. relacji typu babcia–wnuczka – wyjaśnia s. Nikodema Rewa ZSJM, pracująca w placówce.

Romans czy sensacja?

Teraz nie trzeba będzie już wybierać, co tu dużo mówić, w nieciekawej ofercie (głównie medycznej) miejscowej biblioteczki. A zaczęło się od uwagi pana czuwającego co dnia w hospicjum przy swojej chorej żonie, który przeczytał tu wszystko, co się dało i… poprosił o więcej. Wystarczył jeden apel na facebookowej stronie placówki o podarowanie chorym interesujących powieści i regał zaczął się wypełniać książkami historycznymi (pacjenci lubią czytać o II wojnie światowej), powieściami sensacyjnymi i romansami. Zgłaszają się darczyńcy indywidualni, a także okoliczne biblioteki, m.in. w Domasławicach. Jej dyrektor Dorota Dąbska nie tylko przywiozła jeden pakunek książek w podarunku, a drugi na wypożyczenie, ale też sama zasiadła przy łóżku jednej z pacjentek i poczytała jej fragment romansu. To ładnie wydany, dość nowy tom, co według niej ma znaczenie. – Książka jako podarunek coś wyraża, powinna być atrakcyjna, taka, po jaką sami sięgnęlibyśmy w bibliotece – przekonuje.

Co więcej, pani dyrektor obficie sypie pomysłami na to, jak współpracę biblioteki z hospicjum rozszerzyć – zorganizować spotkania autorskie lub nawet… narodowe czytanie. Ale nie tylko o zapełnienie biblioteczki chodzi. Wspólne czytanie to nawiązywanie relacji. Wolontariusz nieznający lub słabo znający pacjenta, któremu czyta książkę, ma szansę porozumieć się z nim na głębszym poziomie właśnie dzięki wspólnie poznanej fabule. – Można na przykład porozmawiać na temat przeczytanych wątków. Jeśli tak się stanie, ludzie są bardziej skłonni do tego, by wymienić się swoimi doświadczeniami czy poruszyć tematy, na których im zależy – wyjaśnia R. Lepper-Zalewska.

Jak w domowym zaciszu

Ksiądz Krzysztof Sendecki, dyrektor hospicjum, cieszy się, że dzięki akcji długie dla niektórych chorych popołudniowe godziny mogą być o wiele przyjemniejsze. – Takie działania sprawiają, że nasi mieszkańcy czują się dowartościowani, czują się jak w domu, w którym przy kominku, w rodzinnej atmosferze, wspólnie spędza się czas – mówi. Jednak jeśli chodzi o osoby poważnie chore, potrzeba sporo wyczucia. Ich nastrój jest często obniżony, zatem sam wybór lektury ma znaczenie. Wolontariusze wędrują więc do łóżek pacjentów z zestawem kilku tomów do wyboru; już sama konieczność podjęcia decyzji jest niemałym wysiłkiem dla słuchaczy, toteż niektórzy zdają się na gust czytającego.

Bywa, że wolontariusze muszą odłożyć książkę – gdy rozpoznają, że pacjent jest zbyt zmęczony lub nie życzy sobie dalszej rozrywki. Takiej umiejętności służą regularne szkolenia wolontariuszy.

– Może jednak nie trzeba przerywać, tylko wystarczy coś zmienić, na przykład pozycję pacjenta, czy przysiąść się bliżej, żeby nawiązać kontakt wzrokowy – wyjaśnia koordynatorka akcji Agata Strack, wolontariuszka medyczna. – Jeśli spełnione są te warunki, wspólne czytanie może potrwać nawet kilkadziesiąt minut, z tym że co jakiś czas należy pytać pacjenta, czy ma ochotę kontynuować lekturę. A że tak nieraz będzie, to pewne, bo wśród pacjentów pojawiają się prawdziwi wielbiciele książek.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja