Internetowi himalaiści i inni mędrcy

Jak obrzucić błotem wszystko i wszystkich, robiąc przy tym mądre miny.

Reklama

Przy okazji bohaterskiego działania polskich himalaistów na Nanga Parbat swoje pięć minut mieli też himalaiści internetowi. To osobny gatunek himalaizmu, zbudowany i oparty na obejrzeniu w młodości dwóch materiałów telewizyjnych na temat gór (jakichkolwiek) oraz brawurowym, samodzielnym zdobyciu Gubałówki. Była to zresztą akcja najtrudniejsza z możliwych, bo zimowa. Jednak przeprowadzona profesjonalnie i bez strat w ludziach, gdyż kolejka podjechała o czasie i opóźnień nie było. Dojechali na sam szczyt. Zdobyli. No to teraz o himalaizmie wiedzą wszystko, więc piszą. Zresztą gdyby to pisanie, dyskutowanie oparte było na logicznych wnioskach, analizie, jakichkolwiek merytorycznych danych, to jeszcze pół biedy. Ostatecznie gdy dzieje się coś dramatycznego i emocjonującego, trudno o brak komentarzy. Gorzej, że owe komentarze to coraz częściej wiadro pomyj, bluzgów, złośliwości i niegrzeczności. Nazywa się to – w internecie – hejtem. Choć akurat spolszczona wersja angielskiego słowa jest tu jakąś formą eufemizmu.

Opisuje zjawisko niedokładnie i bez wgłębiania się w sedno problemu. Obrazić kogoś, zwyzywać, zniszczyć – to jest wszak mocniejsze i prawdziwsze niż „zhejtować”. Błędem jest nazywanie wszelkich form internetowej agresji hejtem, bo w jakiś sposób rozmydla, wypacza prawdę o głupiej, niepotrzebnej nienawiści. Ten, kto doświadcza internetowego zła, bynajmniej nie czuje się „zhejtowany”, lecz po prostu upokorzony, zmieszany z błotem, upodlony. Najtrudniej chyba jednak pogodzić się z taką internetową nienawiścią, gdy dosięga osób cierpiących, zmarłych, ich rodzin. Gdy dociera do ludzi, którzy są na skraju rozpaczy lub nie mogą się bronić. I nie chodzi tu wyłącznie o jeden przykład, o akcję ratunkową polskich himalaistów. To problem szerszy: gdy umiera ktoś znany, lubiany, niemal od razu rozpoczyna się internetowy sąd. Jaki był, jak (źle) żył, a wręcz, że sobie zasłużył… Internetowi himalaiści obrzucają błotem wspinających się, podają w wątpliwość ich kompetencje i morale, sens cudzego życia. Nie przebierając w słowach i bez zielonego pojęcia o obrażanym człowieku, nie mówiąc już o jego pasji. No przecież z perspektywy ciepłych kapci i miękkiej kanapy można powiedzieć i napisać wszystko. A nawet jeśli cokolwiek wiesz na jakikolwiek temat, to czy naprawdę musisz uderzyć i zniszczyć? Czasem, gdy dzieją się rzeczy trudne i dramatyczne, nie do pojęcia i rozumem, i sercem, gdy przychodzi śmierć, a wraz z nią straszny ból bliskich, po prostu trzeba zamilknąć. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • sp
    01.02.2018 08:47
    Często tak bywa, że kto sam nie doświadczył pomocy w rzeczywiście trudnej sytuacji (nie wykorzystując innych i nie traktując ich jak swoich służących), ten nie wie ile jest warta i jakie dobro rodzi w ludziach - z serca ofiarowana i wdzięcznym sercem przyjęta.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama