Są w tym dobrzy

– Wolontariat to dla mnie rachunek sumienia z tego, czy wykorzystuję dobrze to wszystko, co mi dał Bóg – mówi ks. Kamil Kowalski

Reklama

Kochana, jak ja ci dziękuję

Karolina dobrze pamięta tamten czas i miejsce. To było 8 października 1998 r. na ul. Kościuszki w Płocku. Naprzeciwko pomnika Broniewskiego zobaczyła osobę niepełnosprawną. – Jako dziecko, a potem nastolatka, śmiałam się z takich osób. Ale tamtego dnia, nie wiem dlaczego, tak jakoś chyba samoistnie w mojej głowie zrodziło się pytanie: „Co by było, gdybym to ja była niepełnosprawna?”. Wtedy zaczęłam się nad tym głębiej zastanawiać. Zrobiło mi się przykro i strasznie głupio wobec tych wszystkich, których kiedyś wyśmiewałam. Już na drugi dzień zapisałam się do centrum wolontariatu. W ten sposób chciałam się jakoś zrehabilitować. I tam zobaczyłam tak naprawdę, kim są osoby niepełnosprawne, jak wiele mają talentów – opowiada Karolina Ners, która jest wolontariuszką od 19 lat, m.in. w Szlachetnej Paczce.

Karolinie osoby niepełnosprawne pokazały, jak sobie radzić z chorobami i problemami. Uczyła się od nich, jak się uśmiechać do innych, nie użalać się nad sobą, robić to, co się umie i lubi robić, by wypełnić dobrze dany człowiekowi czas. Takie opinie nie są odosobnione. Wolontariusze, którzy mają już za sobą pewien staż, przyznają często, że otrzymują od podopiecznych nie mniej, a może nawet więcej, w sensie psychicznym i duchowym, niż sami zdołali ofiarować.

– W mojej „szkole życia” osoby chore i niepełnosprawne uczą mnie przede wszystkim dziękowania Bogu za to, co mam, a nie ubolewania nad tym, czego jeszcze mi brakuje. Zapominamy o tym, że tak wiele osób chciałoby być na naszym miejscu. Innym darem jest modlitwa osób chorych i niepełnosprawnych. Czułem to wielokrotnie w mojej pracy kapłańskiej – mówi ks. Kamil Kowalski, wikariusz z parafii św. Marcina w Gostyninie, który zacięcie do wolontariatu odkrył już w seminarium, dzięki ks. Januszowi Zdunkiewiczowi, obecnie proboszczowi w Pułtusku.

– Gdy zaczynam wolontariat z młodzieżą w naszym liceum, najpierw robimy spotkanie, na którym rozmawiamy o motywacjach i oczekiwaniach. Po jakimś czasie słyszę, jak mówią, że otrzymują nawet więcej od chorych, niż dają. Jedna z dziewcząt powiedziała, że wierzy w to, że dobro wraca – mówi Katarzyna Stangret. – Ja zawsze uważam, że to, czego, człowiek doświadcza, wzbogaca go. Czasem wystarczyło raz pójść do hospicjum, stanąć twarzą w twarz z chorym i usłyszeć od niego: „Kochana, jak ja ci dziękuję”. A przecież niewiele się zrobiło, np. przyniosło kanapki. To doświadczenie sprawia, że młodzież chce przychodzić do hospicjum, chociaż nie jest łatwo – przyznaje nauczycielka.

By idea nie oślepiła

W piękną służbę wolontariusza mogą jednak wkraść się rutyna, wypalenie albo nawet oczekiwanie na jakąś rekompensatę, mimo że z definicji to pomoc bezinteresowna. Przestrzega przed tym pani Katarzyna. Jej uczniowie z ALO wiedzą, że za odwiedzanie chorych w hospicjum nie będą mieli nagrody w postaci na przykład lepszej oceny z religii. Nauczycielka dostrzega jednak wśród niektórych młodych niepokojący zwrot ku wolontariatowi za „punkty” albo gadżety, np. koszulki. Nie zarzuca nic samym akcjom, ale martwi się, że młodzież czasem wybiera tylko takie działania, które przyniosą im jakąś, choćby niewielką, korzyść. – Innym razem może zdarzyć się tak, że mamy przed oczami wielką ideę, a nie widzimy tego, co dzieje się dokoła nas – mówi pani Kasia, od lat związana również z ZHR. – Czasem namawiam swoje harcerki do zwyczajnych gestów, jak choćby odwiedzenie dawno niewidzianej babci. Słowem – chodzi o to, by nie przegapić żadnej okazji do zrobienia czegoś dobrego.

Katarzynę Stangret od lat inspirują słowa z listu św. Jakuba Apostoła: „Kto zaś umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy” (Jk 4,17). Ten cytat i harcerskie „dałam słowo” motywują ją do „wstania z kanapy” dla uczniów i podopiecznych hospicjum. Podobnie ujmuje to ks. Kamil Kowalski. – Wolontariat jest również dla mnie rachunkiem sumienia z tego, czy wykorzystuję dobrze to wszystko, co mi dał Bóg – chociażby moją sprawność fizyczną, to, że moje nogi mogą iść do kogoś, kto potrzebuje rozmowy, że moje ręce mogą kogoś przytulić w geście solidarności, bądź zaopiekować się na kilka godzin czy dni osobą niepełnosprawną – mówi.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama