Gdy matka jest prawnikiem

Pani Katarzyna pomaga kobietom w trudnych życiowych sytuacjach. Jak mówi, czasem wystarczy „tylko” posłuchać.

Gruntowne wykształcenie prawnicze i zacięcie społecznikowskie, chęć pomagania – to cechy, które charakteryzują Katarzynę Łodygowską. Prawniczkę, żonę, matkę. Pani Katarzyna pod koniec marca odebrała statuetkę Tulipany Narodowego Dnia Życia w kategorii dzieło społeczne. – Byłam bardzo wzruszona i oczywiście dziękuję, choć naprawdę nie czuję, bym robiła coś wyjątkowego. Pomaganie ludziom, w tym przebijanie się przez prawnicze zawiłości, to moja praca. I tylko chciałabym, żeby kobiety znały swoje prawa i umiały z nich korzystać – mówi Łodygowska.

Tulipan, który nie zwiędnie

Kto zgłosił panią Katarzynę do nagrody Fundacji Narodowego Dnia Życia, czyli Tulipanów? Może jedna z kobiet, którym prawniczka pomogła bezpłatnie?

W nominacji do nagrody ktoś napisał tak: „Pani Katarzyna oprócz unikalnej działalności prawniczej edukuje kobiety w okresie ciąży i powrotu do pracy, nieodpłatnie pomaga kobietom po poronieniach i stratach dzieci. Pomaga dniem i czasem w nocy. (...) Pomaga rodzicom odzyskać szczątki dziecka pozostawione w szpitalu (...). Poprzez to zgłoszenie chcę jej podziękować (...)”.

– To bardzo miłe. Te Tulipany przynajmniej nie zwiędną – śmieje się pani Katarzyna. – Z drugiej strony to przedziwne, by nadal w Polsce potrzebne były porady tego typu. Prawo powinno być przejrzyste, proste i zrozumiałe. Ale właśnie z tym bywa różnie.

Początki

Dlaczego w ogóle zaczęła pomagać? – Powód był banalny: potrzeba. Najpierw napisałam duży artykuł na temat praw kobiet i rodzin do pochówku dzieci przedwcześnie urodzonych. Niedługo potem zostałam zaproszona do jednego z programów telewizyjnych. Mówiłam tam o prawie do godnego pochówku utraconego przedwcześnie dziecka. Dostałam potem mnóstwo listów i próśb o pomoc. Ale jako pierwsza odezwała się do mnie pewna mama, która akurat zmagała się ze stratą. Gdy poroniła w szpitalu, nikt jej nie powiedział, że może zabrać ciało dziecka i godnie je pochować. Po programie próbowała dotrzeć do szpitala i odebrać swoje dziecko. Jednak szpital zareagował niezrozumieniem czy wręcz wrogością – opowiada pani Katarzyna. – Na szczęście udało się dość szybko pomóc.

Potem wszystko potoczyło się lawinowo. Pani Katarzyna otrzymała ogrom listów i telefonów. – Czasem, gdy odbieram telefon, żałuję, że nie jestem psychologiem – mówi szczerze pani Katarzyna. – Kobieta płacze, a ja mogę mieć tylko nadzieję, że jestem w stanie ją wesprzeć. Czasem wystarczy tylko posłuchać.

Nadal trudności

Wydawać by się mogło, że dawno rozwiązano już kwestie dotyczące pochówku dziecka poronionego. – No właśnie, wydawałoby się, bo niestety nie jest idealnie. Nawet w renomowanych szpitalach, które szczycą się wysokimi standardami, matki po stracie dziecka traktowane są czasem przedmiotowo i nie są informowane o podstawowych prawach – opowiada pani Katarzyna. – Przypominam, że w Polsce można pochować dziecko zarówno zmarłe w 30. czy 33. tygodniu ciąży, jak i w 6. czy 10. tygodniu.

W dokumentach umożliwiających pochówek wymagane jest na przykład określenie płci dziecka. Niestety, często określenie płci, gdy dziecko było bardzo małe, możliwe jest dopiero po badaniach genetycznych. – Więc wygląda to obecnie tak, że część rodziców robi prywatne badania genetyczne, żeby określić płeć dziecka. Robią ci, których na to stać. Wniosek jest prosty: wymóg podawania płci dyskryminuje biedniejszych – mówi Łodygowska. Dodaje jednak, że bywają lekarze z duszą, którzy po prostu wpisują w dokumenty taką płeć, jaką sami rodzice „sercem” wybrali.

Według niej właśnie takie rozwiązanie, w przypadku gdy nie można od razu po poronieniu określić płci, powinno być stosowane we wszystkich szpitalach. I powinny do tego obligować jednoznaczne przepisy prawa.

Internet to siła

Z doświadczeń i pracy pani Katarzyny powstała strona internetowa, która jest prawniczą skarbnicą wiedzy. – Piszę dużo o sprawach związanych z powrotem matek do pracy po urlopie macierzyńskim i wychowawczym. Pomagam w kwestiach związanych z ZUS-em, bo, niestety, ta instytucja bywa bardzo nieżyczliwa matkom. Informuję, kiedy można legalnie podjąć pracę, na przykład przebywając na urlopie wychowawczym – opowiada Łodygowska.

Okazuje się bowiem, że kobiety często chciałyby iść na urlop wychowawczy (bezpłatny), ale jednocześnie podejmować działalność zarobkową. Jednak boją się takiego kroku, myśląc, że to wbrew prawu. – Oczywiście wolno pracować, będąc na wychowawczym. Kobieta, wychowując dziecko, może podejmować dorywczą pracę, w dodatku nie ma górnej granicy zarobkowania. Ważne jest, by w tym czasie sprawowała pieczę nad dzieckiem. Powinna też poinformować pracodawcę o swojej działalności – mówi pani Katarzyna.

Na stronę pani Katarzyny miesięcznie wchodzi 150 tys. osób! A liczba ta wciąż rośnie. – Mój profil na FB obserwuje natomiast ponad 52 tys. osób, głównie kobiet. To pokazuje, jak ważna jest rozmowa, wymiana doświadczeń. Myślę, że kobiety, które coraz głośniej mówią o swoich potrzebach i problemach, są silniejsze i potrafią się obronić na przykład w sytuacji, gdy po powrocie z urlopu macierzyńskiego pracodawca próbuje „zliwidować etat”, czyli wyrzucić kobietę na bruk.

Pani Katarzyna myśli o założeniu fundacji pomagającej kobietom. – Będę mogła wtedy sprawniej docierać do kobiet, matek. Ale jednocześnie mam świadomość, że to nie wystarczy. Aby to miało sens, potrzebna jest również edukacja personelu medycznego. Postaram się zająć tym kompleksowo, poprzez szkolenia, druk i rozdawanie ulotek. Niby proste sprawy, ale obecnie niemal niedostępne.

Kiedy fundacja powstanie?

– Za kilka tygodni urodzę drugie dziecko. Najpierw zajmę się nim i starszą córką. Potem zrealizuję plany związane z fundacją – mówi pani Katarzyna. – Myślę zresztą, że w projekt fundacji włączy się więcej osób, którym dobro kobiet leży na sercu.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja