Głośniej od bomb

Przewodnik Katolicki 12/2010

Nikt poważny nie nazywa dziś życia poczętego zygotą, tak jak coraz mniej osób używa w stosunku do aborcji eufemistycznego i skrajnie odhumanizowanego pojęcia „zabieg usunięcia płodu”.

 

Z czego wynika taka zmiana postaw? Ano przede wszystkim bierze się ona z systematycznych i bardzo wyrazistych działań ze strony rozmaitych stowarzyszeń i ruchów obrońców życia poczętego, które robią wszystko, byle tylko wygrać batalię na słowa o słowa. I całkiem słusznie, bo nie ulega wątpliwości, że to właśnie język w największym stopniu wpływa na postrzeganie problemów społecznych i temperaturę dyskusji wokół tych tematów. Prawidłowość ta dotyczy także, a może przede wszystkim, właśnie aborcji.

Ile może plakat

Aktywiści pro-life już dawno temu doszli do wniosku, że w sprawach dotyczących aborcji nie można mówić cicho i bezbarwnie, ponieważ takie metody nie odnoszą w tej chwili żadnych skutków. Tylko bowiem wyrazisty i mocny przekaz może zrównoważyć przewagę, jaką w mainstreamowych mediach mają zwolennicy „swobodnego prawa kobiety do decydowania o własnym brzuchu”. Porzucono zatem tyleż szlachetne, co zupełnie nieefektywne kilkunastoosobowe pikiety pod Sejmem, którymi nie interesował się nawet pies z kulawa nogą.

Co innego wielkopowierzchniowe billboardy z krzyczącą, wyrazistą treścią – dokładnie takie same jak ten, który zawisł niedawno na poznańskiej Śródce. Efekt? Natychmiastowe zainteresowanie ze strony wszystkich najważniejszych polskich mediów i prawie taki sam odzew w prasie światowej – od agencji Reutera, poprzez włoski tygodnik „Il Messagero”, brytyjski „The Daily Telegraph”, aż po gazety amerykańskie i brazylijskie.

Wbrew pozorom nie chodzi tu jednak wcale o hołdowanie zasadzie „nieważne jak, nieważne gdzie, byle tylko nazwiska nie przekręcili”. Główna siła tego rodzaju przekazu polega właśnie na tym, że treść kontrowersyjnego plakatu jest dziś dyskutowana na równi z jego formą. I o taki właśnie efekt chodzi pomysłodawcom billboardowych akcji antyaborcyjnych.

Na podobnej zasadzie skonstruowany jest zresztą cykl wystaw „Wybierz życie”, również firmowanych przez warszawską Fundację Pro, które od paru lat goszczą w największych polskich miastach. Ekspozycja ta pokazuje zdjęcia z aborcji wespół z fotografiami przedstawiającymi ludobójstwo. Takie zestawienie wywołuje oczywiście skrajnie różne reakcje oglądających - od głębokiej refleksji, po brutalne ataki na organizatorów wystawy czy na samą jej treść. Nigdy jednak odpowiedzią nie jest obojętność.

Prawem i pięścią

Druga strona także nie zamierza czekać z założonymi rekami - im bardziej wyraziste stają się akcje obrońców życia, tymsilniejsze głosy protestu ze strony mniej lub bardziej zdeklarowanych aborcjonistów. I choć niektórzy z nich nadal starają się walczyć na stare, zużyte argumenty w rodzaju „to tylko płody”, to jednak główne ostrze krytyki przesuwa się już ku innym celom. Wystawy i plakaty środowisk pro-life atakowane są więc dziś przede wszystkim ze względu na ich rzekome nieprzyzwoite treści (sic!), wywoływanie zgorszenia publicznego (sic!) oraz drastyczność zdjęć prezentowanych w publicznych miejscach, co ma ponoć źle wpływać na psychikę dzieci.Co ciekawe, wszystkie skargi na antyaborcyjne ekspozycje były do tej pory odrzucane przez polskie sądy, które nieodmiennie stwierdzały, że „nie powodują one zgorszenia”. Trudno zresztą - jak słusznie zauważył ordynariusz bielsko-żywiecki bp Tadeusz Rakoczy - żeby „walkę o podstawowe dobro, to znaczy o życie, można nazwać i uznać jako zgorszenie (…) i za tak podjętą walkę o dobro karać”.

Dlatego też zamiast oficjalnych protestów coraz częściej pojawiają się „nieznani sprawcy”, którzy za pomocą pięści, noży i żrących substancji niszczą antyaborcyjne wystawy. Tak było i na poznańskim placu Wolności, i w centrum Bielska-Białej, i podczas Przystanku Woodstock w Kostrzynie, gdzie wystawa „Wybierz życie” została najpierw prawie doszczętnie zniszczona przez zamaskowanych osobników w kominiarkach, a potem wywieziona przez ludzi w koszulkach z emblematem Pokojowego Patrolu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Co akurat specjalnie nie dziwi, zważywszy na fakt, że sam szef WOŚP, Jerzy Owsiak, określił wystawę jako „bardzo agresywną, prowokującą i złą”.

Odpowiedź Fundacji Pro na tego rodzaju zarzuty jest prosta: w tym roku planuje co najmniej 30 kolejnych wystaw antyaborcyjnych na terenie całego kraju.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama