W ramach się nie mieszczę

O jeździe po poręczy, walce z Panem Bogiem i prostytutkach z siostrą Anną Bałchan SMI rozmawia Marcin Jakimowicz

Reklama

Anna Bałchan ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej od kilku lat pracuje na Śląsku z kobietami wykorzystywanymi do prostytucji, ofiarami handlu ludźmi i przemocy domowej. Śpiewa, gra na gitarze, nagrała płytę.

Marcin Jakimowicz: Nowa książka, prasa, telewizja, wywiady, autografy. Nie odbija Siostrze?
S. Anna Bałchan: – Nie. Czuję się bardzo zmęczona. Chciałabym robić swoje i mieć spokój. Ale wiem, że ta książka jest świadectwem dla społeczeństwa: zobaczcie ogromny problem. Bo same prostytutki nie opowiedzą o sobie, nie rozpłaczą się.

Media robią z Siostry duchowego herosa
– Nie wiedzą, co mówią. Nie czuję się gigantem duchowym. Nie pracuję sama: jest ze mną siostra Barbara. Cichutko robi swoje, ma znakomity kontakt z Panem Bogiem, a nie jest na pierwszych stronach gazet. A ja? Jestem medialna, bo mam niewyparzoną gębę. Jestem świszczypałą, więc idę na pożarcie….

Najlepszym egzorcyzmem jest poczucie humoru – mawia Siostra. Naprawdę w tak beznadziejnych sytuacjach, jakie Siostra spotyka, to pomaga?
– Poczucie humoru daje dystans do tego, co robię. Twój świat nie jest moim światem. Dystans jest potrzebny. To nie jest moje dzieło. To Bóg kocha, prowadzi, uzdrawia, podnosi. Jeśli nie będę prosiła Go, by otoczył mnie opieką, wszystko runie. Czuję się żebrakiem.

Gdy spytamy przeciętnego katolika, czy można kłócić się z Panem Bogiem, oburzy się: Ależ skąd! A życie Siostry to nieustanna walka z niebem.
– Tak (śmiech). Jestem kłótliwa baba, bardzo krnąbrna. Jestem bezsilna wobec siebie. Często kłócę się Bogiem. Ratuje mnie to, że w tym wszystkim wybieram Jezusa, błagam Go, by wytrwać do końca. I w tej całej szarpaninie, bezsilności wybieram miłość. Koniec, kropka.

Sam Bóg zaprasza: „Wstań i wiedź ze mną spór, ja cię usprawiedliwię”. Nie da się Go nabrać na złożone rączki?
– Nie. On widzi serce, intencje. Mnie szarpie cały czas. Dlatego błagam: trzymaj mnie, nie wypuszczaj z ręki. Jestem bardzo pyszna. Udaję pokorną, ale to, co dzieje się w moim wnętrzu, to prawdziwe kombinacje alpejskie (śmiech).

Kłóciła się Siostra z Panem Bogiem już od początku drogi zakonnej?
– Tak. Zaczęło się dziwnie. Zawsze żyłam na pograniczu, w jakiejś schizie: z jednej strony oazy, gitara, śpiewanie, a z drugiej jakiś bunt, świat luzu, ulicy, beznadziei. Te światy ścierały się z sobą. Każdy mówił ci coś innego. Szkoła swoje, kumple swoje. Można było ześwirować. Przyszedł moment, że musiałam sama wybrać. Ale co? Zakony omijałam szerokim łukiem. Myślałam: co to za dziwne zjawisko, jakieś kobiety zamykają się, by leczyć swoje kompleksy. To chore! Nie daj Boże, gdy jakaś siostra powiedziała mi coś o powołaniu – dostawałam od razu piany. Chciałam skończyć szkolę, mieć gotówkę, fajne auto. To był konkret! I wtedy pojawił się niepokój. Nie dawał mi spokoju. Szłam na imprezę, wypiłam, ale musiałam przecież kiedyś wytrzeźwieć. Słuchałam głośno muzyki, ale w końcu musiałam przecież wyłączyć sprzęt. I wtedy nastawała przeraźliwa cisza. Bałam się jej jak ognia. Dopadała mnie wieczorami: to było nie do wytrzymania.
«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama