Komu to służy

Nie ma ludzi nieposłusznych. Każdy komuś służy

Reklama

Pewne feministyczne pismo reklamuje się: „Nieposłuszne nikomu”. Wiszą jeszcze bilbordy z tym hasłem. Przedstawiają damską rękę, trzymającą nadgryzione jabłko. Na przegubie widać bransoletkę w kształcie węża.

Twórcy tej reklamy niechcący zawarli w niej głęboką prawdę: kto chce być nieposłuszny totalnie, staje się posłuszny wężowi.

Nie ma ludzi nieposłusznych. Każdy komuś służy. „Wąż starodawny”, jak nazywa diabła Apokalipsa, zadbał jednak, żeby ci, którzy kicają pod jego dyktando, myśleli, że robią to z własnej woli i że to jest właśnie wolność. Stąd popularność sięgania po owoc zakazany. Widziałem kiedyś przy dworcu w Katowicach dwóch chłopaków, którzy taki owoc zerwali. Obaj kucali, kiwając się nienaturalnie, ich zaropiałe oczy spoglądały w pustkę, a z nosów ciekł śluz. Nigdy nie widziałem ludzi doprowadzonych do tak rozpaczliwego stanu. A przecież zanim sięgnęli po pierwszą działkę narkotyku, musieli słyszeć, że nie wolno. Ale – no tak – byli „nieposłuszni nikomu”.

„Będziecie jak Bóg” – szeptał przymilnie wąż, zwieszając się z drzewa poznania dobra i zła. I ciągle to szepce, wmawiając człowiekowi, że da się żyć bez niczyich wpływów i bez żadnych zobowiązań. I że to jest życie lepsze, bo jakieś takie atrakcyjniejsze, takie drapieżne niczym baba w uprzęży z seks shopu. To dlatego słowo „posłuszeństwo” brzmi w uszach wielu niemal tak strasznie, jak „schabowy” w uszach wegetarianina. To z tego powodu w społeczeństwach konsumpcyjnych maleje liczba zawieranych małżeństw, a rośnie liczba rozwodów. Dlatego ubywa tam duchownych i pustoszeją klasztory. Bo tam ludzie uwierzyli, że wolny jest ten, kto nikomu nie podlega. Tak, jakby nie mieli szefów w pracy, jakby nie widzieli policjantów na ulicach, jakby nie słyszeli o sądach i więzieniach.

Nieposłuszny to ten, kto nie chce służyć. Ale co będzie, gdy wszyscy odmówią posłuszeństwa? Kto usłuży dzieciom, gdy rodzice zwieją od siebie? Kim staną się dzieci, gdy od becika słyszą, że brak posłuszeństwa to ideał?

Niemiecka feministka Ute Ehrhardt napisała „bestseller” pod tytułem: „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą”. Zgrabne to, ale fałszywe, bo te, które idą do nieba, to nie żadne tam wymuskane pensjonariuszki. To pełnokrwiste przedstawicielki rodzaju ludzkiego, które świadomie wybierają nie to, co im się chce, lecz to, co chcą: wierność Bogu. Natomiast, hmm… „panny nieroztropne”, są grzeczniutkie, że hej! Choć o tym nie wiedzą, na każde skinienie wysługują się twórcy prastarego hasła „Non serviam!” (nie będę służył).

A czyje to? A Lucyfera

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • marianna
    17.06.2010 12:10
    Gdy słyszę o pannach roztropnych, przypomina mi się moja babcia "starka," która była prawdziwym menedżerem domowego przedsiębiorstwa i przed którą sześciu chłopaków i dwie dziewczyny stawały na baczność. Na słowa "nie chce mi się" starka miała tylko jedną odpowiedź: "To módl się o zachcenie."
    I żal mi się robi, kiedy patrzę na młode kobiety, które wybrały wolność i to, co w ich mniemaniu jest karierą. Praca w gąszczu absurdalnych przepisów. Strój- mundurek i koniecznie wysokie obcasy, w których może na razie jeszcze nogi nie bolą. Wyuczone, bezsensowne formułki, którymi należy zwracać się do klienta. Weekendy poświęcone na "integrację" i obowiązkowe wykłady o motywacji i kreatywności. Opary absurdu, których się już nie czuje, bo przywykło się do tej atmosfery.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama