Na literę „P”

Właściwie ukształtowane relacje między dwojgiem ludzi pozostają na całe życie

Reklama

Ks. Sławomir Czalej: Wychowanie seksualne to problem, który co chwila daje o sobie znać, i to niekoniecznie we właściwym kontekście wychowawczym. Pojawia się on m.in. jako element gry politycznej. Żeby móc właściwie odnieść się do zagadnienia, należałoby chyba najpierw właściwie wytłumaczyć samo słowo „seks”.

O. Wojciech Żmudziński: – Konferencję nazwaliśmy „Wychowanie seksualne”, ale nie dlatego, że chcieliśmy rozmawiać tylko o seksie. Chcieliśmy także zwrócić uwagę na złe tłumaczenie „sex education” z języka angielskiego. Prawidłowo powinno się zatem mówić o edukacji w kontekście płci, czy o wychowaniu płciowym. Płeć nie sprowadza się jedynie do seksu, ale dotyczy wszelkich relacji pomiędzy osobami. Inaczej rzecz ujmując, wychowanie w aspekcie płci to wychowanie do relacji z innymi ludźmi. Celem konferencji była zatem płciowość w wychowaniu szkolnym, ale także szeroko pojęta formacja w aspekcie płci. Jak wiemy, także wśród kapłanów, zarówno w formacji do kapłaństwa, jak i w formacji ciągłej, ten aspekt jest nie mniej ważny niż w życiu małżeńskim. Różnica polega na przeżywaniu tej płciowości.

Często, zwłaszcza wśród ludzi młodych, powstaje wrażenie, że Kościół, który mówi o płci, o płodności, kiedy dochodzi do aspektu samego seksu, jakby chował głowę w piasek. Na szczęście mamy o. Ksawerego Knotza – także uczestnika konferencji – który od czasu do czasu powie coś odważnego. Zarzut dotyczy także formy mówienia o seksie, chociażby na katechezie. O braku porozumienia z młodym pokoleniem…

– Fenomen naszego głównego gościa konferencji polega na tym, że nie używa eufemizmów. Nie „krąży dookoła”, ale nazywa wprost i po imieniu sprawy związane z aktem małżeńskim, tak jak są one nazywane normalnie w fachowej literaturze. Problem, jaki zauważam w języku, kiedy mówimy o płciowości czy seksie, to próby używania wszelkich możliwych słów, zastępujących jasne określenie tego właściwego. Świadczy to bardziej o niedojrzałości mówiącego, a nie o tym, że jest delikatny w sprawach seksu. Dotyczy to zarówno wychowawców, jak i kapłanów, którzy nie powinni się czerwienić, nazywając pochwę – pochwą, a penisa – penisem. Mówimy o tym jak o owocu
zakazanym. Tymczasem owoc zakazany absolutnie to nie jest i zapewne niejeden kapłan bardzo się denerwuje, słysząc podczas spowiedzi, jak żonaty mężczyzna spowiada się, że „miał seks z żoną”! Niestety, tego typu sytuacje się zdarzają. Można pytać, kto ludzi do takiego stanu doprowadził. Niestety, również my, księża, poprzez swoją niedojrzałość sprawiamy, że nauka Kościoła o ludzkiej płciowości urasta do rangi jakiegoś zakazanego „monstrum”, nie mówiąc już o samym seksie, który wydaje się czymś bardzo złym. Pomimo że wiemy, iż jest to Boży dar, to mamy gdzieś głęboko zakodowane, że jest to „fe”.

No ale gdzie tkwi tego przyczyna? Czy swoista odnowa patrzenia na człowieka, na jego płciowość, to zasługa m.in. Jana Pawła II? Kiedy w historii Kościoła seks stał się „fe”?

– Myślę, że przełomowym momentem, w którym zaczęto patrzeć na seks w sposób wykrzywiony, był okres reformacji. Protestantyzm, choć wydawać by się mogło, że miał nieść wyzwolenie od ówczesnych tradycji, przyniósł jednak purytańskie patrzenie zarówno na człowieka, jak i na moralność. To spowodowało ucieczkę od jasnej terminologii i od nazywania spraw po imieniu. Powracanie do normalnego nazewnictwa to zasługa nie tylko o. Knotza, ale całej rzeszy ludzi, którzy są po prostu dojrzali.

Jakie macie zatem pomysły na młodzież?

– Przede wszystkim formację wychowawców i księży, żeby przestali się czerwienić i nie byli zakłopotani. Jeżeli my im tego nie powiemy w sposób właściwy, to mamy później
osobę 20–30-letnią, która jest, jak ja to nazywam, „przeterminowanym dzieckiem”, mówiącym „językiem babci” zarówno o „Bozi”, jak i o samym seksie.

Trudno uwierzyć, że dzisiaj, kiedy reklamy, telewizja epatują seksem, ktoś może być w tej dziedzinie infantylny.

– No tak, ale innym językiem mówimy w środowisku zamkniętym, a inaczej publicznie. Ojciec Knotz mówi publicznie to, co inni mówią jedynie przyciszonym głosem i tylko w wąskim gronie. Gdybym miał przywołać kogoś podobnego – i nie chodzi o to, że jest to świecki, ale raczej reprezentant świata niechrześcijańskiego – byłaby to osoba Kuby Wojewódzkiego, który publicznie epatuje nieco chorą seksualnością. Nie chciałbym jednak, żeby to język Wojewódzkiego wychowywał młodych ludzi, ale język o. Ksawerego, który, mówiąc wprost, odnosi się do człowieka z szacunkiem.

O. Wojciech Żmudziński – jezuita, dyrektor Centrum Kształcenia Liderów i Wychowawców im. Pedro Arrupe w Gdyni, organizatora konferencji

*** Tekst pochodzi z gdańskiego "Gościa Niedzielnego"

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama