Małych świętych obcowanie

Nie wiemy, jak towarzyszyć, jak o tym mówić. Uciekamy subtelnie lub na oślep. Ludzka reakcja na dziecięcą śmierć. A dzieci jej się nie boją.

Reklama

Pallotyn ks. Paweł Dobrzyński sprawia wrażenie starszego, tymczasem ma niespełna 32 lata. Może to przez oczy? Prócz uśmiechu i spokoju, są w nich zapisane historie małych przyjaciół. Tych z dziecięcej onkologii w Warszawie i tych, których odwiedzał w domach, gdy był kapelanem dziecięcego domowego hospicjum w Łodzi. Dzieci, którym towarzyszył przy śmierci, było ponad siedemdziesięcioro. Kiedyś pewnie o nich napisze. Kiedyś, bo teraz nie ma czasu: tworzy domowe hospicjum dla dzieci w Otwocku. Kilka lat już to trwa i jest trudne. Bo chociaż pieniądze nawet i są, to o ludzi trudno: lekarze i pielęgniarki boją się dziecięcego umierania. Wiele żmudnych miesięcy trwało znalezienie pediatry. Hospicjum ma ruszyć za dwa miesiące.

O rozmowach najtrudniejszych

W książce ks. Pawła będzie o najtrudniejszych rozmowach i pytaniach. Będzie o Kacprze, czterolatku. Po chemiach, szpitalach, poprawach, w końcu poczuł się naprawdę dobrze. I wypisali go do domu na przepustkę. Fajnie było. Kacper bawił się, jak chciał, skakał po pokoju. Ojciec, rozbawiony, zadał ulubione pytanie: „No, Kacper, a kim ty zostaniesz, jak dorośniesz”? Wiedział, co usłyszy, bo Kacper zawsze odpowiadał: „Dzidziusiem”. Tym razem na chwilę przystanął, złożył ręce na krzyż i powiedział spokojnie: „No jak to, kim będę? Za kilka dni będę pochowany w grobie”. I wrócił do zabawy. Kilka dni potem powiedział ojcu: „Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Tylko trzeba bardzo kochać Pana Jezusa”. Zmarł na jego rękach. Tata mówi, że to Kacper przygotował tatę, a nie tata Kacpra.

Czasem dziecko chce rozmawiać, ale nie z tatą i nie z mamą. Czasem gada z księdzem, czasem z bratem. Bo jak powiedzieć ukochanej mamie, która nie chce wyobrazić sobie, że mnie nie będzie, że naprawdę się rozstaniemy? Tak jest dobrze i nie można się potem obwiniać, i myśleć: „mnie nie zaufał, nie chciał rozmawiać”... Ufał, ufał, ale kochał za bardzo... I trzeba wiedzieć, kiedy rozmowę przerwać. Ks. Paweł pamięta Adasia, 5-latka, który tylko raz zapytał, jak to będzie. I raz mu mama odpowiedziała, że „przyleci piękny ptak po ciebie i będziesz razem z babcią i dziadkiem czekał na nas”. Gdy choroba postępowała, a mama chciała synka lepiej przygotować, chłopiec zawsze rozmowę ucinał. Tylko przed samą śmiercią odezwał się niepytany: „Był u mnie Pan Jezus. Powiedział, że będzie dobrze”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama