Zbuntowane księżniczki

Mówią grzecznie: dzień dobry, w czym mogę pomóc? Maniery jak z pałacu. Tylko zamiast koronkowych sukni - dżinsy i obcisłe bluzki. Na Zamku siedzą za rozboje, pobicia. Mają po kilkanaście lat.

Reklama

Zamek ma kilka pięter, jest zielonkawy, otoczony murem. Wysoki, potężny mężczyzna jak co dzień rano stoi przed bramą. Brama otwiera się, mężczyzna wchodzi, brama zasuwa się z głuchym warkotem.
Po tamtej stronie, na niewielkim boisku, kilkunastoletnie dziewczyny grają w siatkówkę. Rozgrzane ruchem nie odczuwają porannego, październikowego chłodu. Krótko ostrzyżona dziewczyna, zabawnie podskakując, rzuca się mężczyźnie na szyję. – Hej, Papciu! Pozostałe, nie odrywając się od gry, machają albo „papciują”: – Papciu, cześć! Papciu, fajnie, że jesteś! – Jakby nie widziały tego swojego „Papcia” co najmniej rok. Papcio, czyli Romuald Sadowski, dyrektor poprawczaka dla dziewcząt w Falenicy, znika w Zamku. A krótkowłosa, nadal podskakując, dopada dwóch dziewcząt, które w skupieniu palą wspólnego papierosa. Podają jej go bez słowa. Zaciąga się profesjonalnie raz i (w podskokach) wraca do gry. Dziewczyny solidarnie wyciągają paczkę: – Chcesz? Znaczy się, pali pani? My tu się dzielimy wszystkim między sobą. Jasne, że niepełnoletnie (oficjalnie) nie mogą palić.

Podróż do Przedwiośnia

Pakują się do rozklekotanego minibusa. Podróż trwa 20 minut. Starczy, żeby się przedstawić. Karolina – lat 18, Wiktoria – lat 16. Jeżdżą do „dzieciaków”, bo się same zgłosiły. Nic nadzwyczajnego. Do wolontariatu nikt nie zmusza. Bez emocji informują, że na Przedwiośniu, czyli w ośrodku dla osób upośledzonych, wiosną nie pachnie. Raczej cofa i trudno zrobić pierwszy krok. I boli głowa. Ale trzeba spokojnie przeczekać i przyzwyczaić się. A dzieciaki są wspaniałe. Parterowy budynek. W kolorowych salach leżą podopieczni. Poskręcana Agnieszka, Patrycja, co ma 26 lat, a wygląda na 4. Kamilek, co ma chyba z 17 lat i już samodzielnie siedzi. Dziewczyny są skupione, słuchają miniwykładu terapeutki: co i jak robić, żeby robić dobrze. Przekładanie: jedna ręka tu, druga pod spód. I ostrożnie, ale energicznie, hop na drugi bok. A potem lekcja odczytywania wrażliwości: ta dziewczynka w niebieskiej piżamie nawet mocny dotyk odczuwa jakby się ją piórkiem głaskało. A ta – w różowej, nawet jak ją piórkiem dotkniesz, to poczuje mocne uderzenie.

Karolina masuje Patrycję. Wiktoria delikatnie oklepuje Agnieszkę. Jak się nie pomasuje i nie oklepie codziennie, to będzie zapalenie płuc. Więc bardzo są tu potrzebne. Nagle Patrycja przeciągle krzyczy. Karolina patrzy niepewnie: krzywdy nie zrobię? – Nie, nie, masuj, Patrycja tak się cieszy…
W innej sali na wózku siedzi Piotrek. Nie mówi, nie chodzi, wszystko rozumie. Jest po porażeniu mózgowym. Jak się chce, można pogadać. Dziewczyny trzymają dwa segregatory. Każda strona podzielona na kratki. Karolina pokazuje długopisem pierwszą pionową kolumnę, drugą, trzecią. Piotrek bacznie obserwuje. Kolejna kartka. Piotrek uważnie śledzi jej ruchy. Gdy długopis w końcu dotyka odpowiedniej kolumny, daje znak głową. Karolina „jedzie” długopisem w dół kolumny. Jedna kratka, trzecia. Przy piątej Piotrek znów zaznacza stop. Więc stop, długopis: w kratce dziwny znaczek. Znaczek jest podpisany „mama”. – A, mama u ciebie była? Fajnie. I pewnie jeszcze przyjdzie? Jasne. Kolejna kartka – można rozmawiać o wszystkim: pogodzie, najświeższych plotkach z ośrodka i o tym, co było na śniadanie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama