Podać świat do ręki

Na początku się woła: „Jak to możliwe”?, „Dlaczego my?”. Potem przychodzi czas na szukanie odpowiedzi; jak pokazać dziecku świat, jak nauczyć go żyć.

Reklama

Gdy okazało się, że ponad połowa dzieci trafiająca do podwarszawskich Lasek pochodzi z Pomorza, postanowili zbudować „małe Laski” w Gdańsku-Sobieszewie. Siostra Ida Burzyk ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża z Sobieszewa wraz z kilkoma matkami niewidzących dzieci postanowiła wziąć sprawy we własne ręce. Dotychczas na potrzeby Ośrodka Terapeutycznego Wczesnej Interwencji dla Dzieci Niewidomych udało się im zebrać połowę potrzebnej kwoty – około 1,5 mln zł. W tworzenie Ośrodka mogą się włączyć także czytelnicy „Gościa”. Aby pomóc, wystarczy wysłać SMS-a.

Doświadczeni

– Po ciężkiej ciąży, porodzie, dzieje się coś nieoczekiwanego, na co nikt nie czekał. Przychodzi do nas ktoś i mówi, że nasze dziecko nie będzie widziało. Świat wali nam się na głowę. To jednak nie koniec. Potem przychodzi następny specjalista i mówi, że nasze dziecko nie będzie również słyszało – opowiada Anna Gogowska. Takie przeżycie stało się udziałem osób, które szukają pomocy w tymczasowym ośrodku wczesnej interwencji, będącym filią Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi z siedzibą w Laskach k. Warszawy. – Tu, na Wybrzeżu, od kilku lat pomagamy prawie 120 dzieciom oraz ich rodzinom. Niewidome maluchy często mają dodatkową niepełnosprawność. Najważniejsze, by jak najwcześniej ją wykryć oraz jak najszybciej rozpocząć rehabilitację – mówi s. Ida Burzyk.

Terapia odbywa się obecnie w trudnych warunkach. Sale rehabilitacyjne są zbyt małe, aby można było swobodnie prowadzić zajęcia z udziałem rodziców, którzy mają się uczyć, jak pracować ze swoim niewidomym dzieckiem w domu. Brak jest też bazy noclegowej. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi od początku zapewnia bazę dydaktyczną, wykwalifikowaną kadrę pedagogiczną, grunt pod budowę i projekt budynku. Wciąż jednak brakuje wymarzonego obiektu.

Dlaczego ja?

Na początku wołała: „jak to możliwe”?, „dlaczego nas to spotkało?”. Po chwilach załamania przyszedł czas na szukanie odpowiedzi na pytania, jak pokazać dziecku otaczający go świat, jak nauczyć go żyć. Anna Gogowska, mama 6-letniej głuchoniewidomej Basi, przypomina sobie pierwsze trudne chwile ze swoim drugim dzieckiem. – Gdy Basia pojawiła się w naszym życiu, wraz z nią zagościł ból, strach, lęk. Na szczęście ludzka pamięć jest ulotna. Teraz pamiętam tylko cień tych uczuć, ale wiem na pewno, że potrzebowałam pomocy – opisuje pierwsze chwile. Pomocy nie potrafili dać im najbliżsi, rodzina i przyjaciele. Próbowali pocieszać, ale nie potrafili wesprzeć profesjonalną wiedzą. A właśnie
tego, jak wspominają dzisiaj, najbardziej potrzebowali.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama