Medycyna wyhamowała

Jeszcze 10 lat temu wydawało się, że medycyna już się nie posuwa, ale wręcz galopuje. Że rewolucja w leczeniu i zapobieganiu chorób jest na wyciągnięcie ręki. Dziś poszukujący wiecznej młodości następcy Fausta muszą się zgodzić, że ostatnia dekada była dla nich bolesną lekcją pokory.

Reklama

Prof. Zbigniew Religa mówił, że nieśmiertelność jest możliwa. Że jest pewien, iż medycyna będzie kiedyś potrafiła zwalczyć proces starzenia i niewykluczone, że stanie się to do końca tego wieku. W podobnym duchu brzmiały słowa prezydenta USA Billa Clintona, który w 2000 r., podczas uroczystego ogłoszenia zakończenia prac nad pierwszą, roboczą wersją ludzkiego genomu, stwierdził, że osiągnięcie to „zrewolucjonizuje diagnostykę, prewencję oraz leczenie większości, jeśli nie wszystkich ludzkich chorób”.

Rewolucja się spóźnia

Genetycy roztaczali przed światem wizje nowej medycyny, która zbada już nie nerki czy wątrobę pacjenta, ale jego genom. Dzięki temu przewidzi możliwe choroby, zapobiegnie im, a jeśli one już wystąpią, to przygotuje indywidualną terapię, która będzie genetycznym strzałem w dziesiątkę. Ruszyły więc szeroko zakrojone badania, które miały na celu identyfikacje genów, odpowiedzialnych za największe zmory współczesnej medycyny. Wydano kosmiczne pieniądze. Sam wstępny opis ludzkiego genomu pochłonął 3 miliardy dolarów. Efekty? „To zdumiewające, że udało nam się dobrać do zapisu ludzkiego genomu, przyjrzeć się kompletowi powszechnych warunków genetycznych. I co znaleźliśmy? Prawie nic. To absolutnie nie do wiary” – stwierdził w „New York Timesie” David Goldstein, dyrektor Center for Human Genome Variation na amerykańskim Duke University. A Harold Varmus, były dyrektor National Institutes of Medicine, zauważył, że „zaledwie garstka istotnych zastosowań (…) weszła do rutynowej praktyki klinicznej”. Znany amerykański dziennikarz naukowy Stephen Hall, który zebrał te wypowiedzi w tekście dla pisma „Scientific American” (jego polska edycja nosi tytuł: „Świat Nauki”), podsumował to wszystko słowami: „Rewolucja się spóźnia”.

Komórki macierzyste i klonowanie

Kolejne rozczarowanie to embrionalne komórki macierzyste. Gdy człowiek jest zarodkiem, który liczy nie więcej niż 8 komórek, to z każdej z nich może teoretycznie powstać dowolny organ lub tkanka. Naukowcy liczyli, że tę właściwość uda się wykorzystać do zastąpienia chorych fragmentów ciała przez zdrowe, wyhodowane z komórek macierzystych. I znowu popłynęła rzeka pieniędzy. Tylko brytyjski rząd Tony’ego Blaira w 2005 r. wyłożył na te badania zawrotną sumę ponad 100 mln funtów. Ogromne fundusze wyasygnowała też Unia Europejska. I co? Nic. Nie ma ani jednej metody terapeutycznej wykorzystującej embrionalne komórki macierzyste. – Koncepcje, że embrionalne komórki macierzyste będą lekiem na alzheimera, parkinsona czy cukrzycę, są w obliczu ostatnich badań przestarzałe – stwierdziła wprost była przewodnicząca amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia Bernardine Healy. Są natomiast terapie wykorzystujące tzw. dorosłe komórki macierzyste. Są one pobierane od ludzi dorosłych, a w każdym razie znajdujących się na dużo wyższych etapach rozwoju niż stadium embrionalne.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama