Boska kuchnia

Leonardo i Alfredo gotując, czytają zebranym 32. pieśń z „Piekła” Dantego. A my zajadamy się crustini z pastą z wątróbki i jesteśmy pewni, że to nie piekło, ale niebo w gębie.

Reklama

We Włoszech kolacja zaczyna się o 20, na Sycylii o 21 – opowiada Alfredo Boscolo, pochodzący z Mestere niedaleko Wenecji. Razem z Leonardo Masim z Florencji w Lokalu Użytkowym przy Brzozowej na warszawskiej Starówce kilka razy w miesiącu urządzają swoje firmowe włoskie kolacje. Przy stolikach w galerii, zamienionej w przytulną knajpkę, siedzi maksymalnie 30 osób. Żeby była atmosfera nie jak w restauracji, ale jak we włoskiej wielopokoleniowej rodzinie. Bo przychodzą tu i nastolatki, i osoby mocno dojrzałe.

Na początku obaj maestro wfruwają na salę, wnosząc przystawki: kuleczki ze znanego w całych Włoszech sera ricotta, i tylko toskańskiego, skąd pochodzi Leonardo – pecorino z miodem. Delikatnie pieszczą podniebienie, wzmagając apetyt. Kolejny toskański przysmak to crustini, czyli grzanki ze zmielonymi kaparami, anchois, oliwą i wątróbką. A potem gotowanie na oczach degustujących. – Boczek się smaży, potrzebuję tła muzycznego – zaczyna Alfredo. „Opisać bowiem chcę dno całego świata…(…)” – z udawanym namaszczeniem czyta fragmenty 32. pieśni „Piekła” Leonardo. – Na dno patelni rzucamy boczek – wtrąca Alfredo. – To nie jest profanacja Dantego – zaznacza. – Choć nikt dotąd nie miał odwagi czytać go w kuchni. We Włoszech uczniowie uczą się jego tercyn na pamięć w liceum.

Podrywanie na Dantego

Leonardo Masi na co dzień wykłada historię muzyki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Studiował gitarę klasyczną na Akademii Muzycznej w rodzinnej Florencji. Codziennie gra na gitarze po kilka godzin. Jak się okazuje, ręce muzyka świetnie sobie radzą przy przygotowywaniu znakomitych potraw. – Ale ja zaledwie potrafię sobie zawiązać buty – rozśmiesza mnie. – Te umiejętności to zasługa mózgu. Zarówno gotowanie, jak i granie to bardzo absorbująca praca twórcza. Trzeba się tylko mocno skupić. Ostatnio nagrał własną płytę „Leonardo Masi. Gitar”. Dlatego oprócz grania i gotowania nie ma na nic czasu. No, może spotyka się jeszcze z przyjaciółmi, bo przebywając w Polsce z przerwami już od 11 lat, posiada ich bardzo wielu.

– W Warszawie dzieje się więcej niż we Florencji – podkreśla. Przyjechał tu na stypendium, żeby pisać pracę o libretcie „Króla Rogera” Szymanowskiego. Na seminarium językowym wybrał polski i portugalski, bo na zajęciach było bardziej kameralnie. – Urzekł mnie urok pięciu szeleszczących głosek, np. w słowie „pszczółka” – wspomina. Karierę kulinarną rozpoczął od gotowania w akademiku przy Radomskiej. Kiedy już coś upitrasił, to wszystkim bardzo smakowało. Dlatego w 2005 r. gotowanie przeniósł na antenę internetowego Radia Warsaw Calling. Ale wtedy Leonardo do duetu zaprosił Alfredo Boscolo. W tamtych studenckich czasach pomysł na czytanie Dantego wziął się nie tylko stąd, że znali go jako klasyka, ale był też „rybką” na dziewczęta. „Na Dantego” zawsze łatwiej je było poderwać. Audycja tak się spodobała, że kiedy zniknęła z ramówki, gotowanie przenieśli do realu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama