Refleksje 17-latki

Wyrosłam w wiejskiej rodzinie, gdzie każde słowo nie takie, jak trzeba, było i jest uznawane za pyskowanie. Obowiązuje bezwzględny zakaz dyskusji. Na jakąkolwiek krytykę ze strony dzieci, nawet tę uzasadnioną, rodzice reagują krzykiem i powiedzeniem „Tak ma być i koniec dyskusji”.

Reklama

A potem rodzice się dziwią, zwłaszcza gdy dziecko rośnie, że jest małomówne i nie chce – o dziwo – im się zwierzać. Krzyki to następna rzecz. Często dochodzi do tego, że nie ma mowy o innym sposobie komunikacji. Najgorzej, jeśli przymus stosowany jest w stosunku do modlitwy i chodzenia do kościoła. Moi rodzice się starają, próbują nas wychować po chrześcijańsku. Ale wykorzystują do tego takie środki, że zamiast zachęcać do modlitwy, tylko od niej odstręczają. Ostatnio tata zaczął karać pójściem do kościoła. Już teraz wiem, że moim marzeniem jest, abym nie była taka jak rodzice. Przeraża mnie myśl o następnym pokoleniu dzieci tak wychowywanych. 17-latka

Z długiego listu 17-latki wydobyłam najbardziej istotne fragmenty. Dziewczyna nie prosiła o radę, tylko o przekazanie spostrzeżeń dorosłym. Oby adresaci apelu młodej autorki zmusili się do chwili refleksji, a może, co byłoby piękne, przyznali się do błędów i pomyśleli o zmianie podejścia do dzieci. Krzyczy ten, kto się boi, komu brakuje argumentów. Niedobrze, że autorytarny, pełen pogardy do dziecka model wciąż funkcjonuje. Przykry list niech będzie też punktem wyjścia do wskazania innych zjawisk. Dziewczyna skarży się, że mama zakazywała czytania młodzieżowych pisemek bez podawania przyczyny. Córki w tajemnicy i tak czytały.

Mnie nie mniej martwią mamy, które te właśnie gazetki podsuwają swoim 9-letnim córkom bez żadnego ostrzeżenia, raczej z wielką radością, że córeczka już jest taka duża. Zły jest przymus chodzenia do kościoła, ale równie złe pozostawienie spraw wiary często już nazajutrz po przyjęciu przez dziecko I Komunii św. Przykłady można by mnożyć. Nastolatka tłumaczy rodzicom, że mają prawo przyznać się czasami do błędu, bez lęku, że ich autorytet na tym ucierpi.

Przypomina mi się jeden z bohaterów uroczych Muminków, który uważał, że tatuś jest bardzo biedny, bo skoro wymierzył synkowi karę, to absolutnie nie może się już wycofać, chociaż czuje, że kara nie ma sensu. Każda przesada jest zła. Docierają do mnie sygnały od bezradnych młodych matek, które tak bardzo szanują suwerenność własnego dziecka, że nie wiedzą, jak z maluchem spacerować, skoro ucieka im na ulicę. Jedni ze strachu krzyczą, inni są sparaliżowani. A przecież można po prostu rozmawiać.

Jeśli chcesz zadać pytanie w sprawie problemów w rodzinie napisz do mnie: ipaszkowska@goscniedzielny.pl lub na adres redakcji: skr. poczt. 659, 40-042 Katowice

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama