Kulisy proaborcyjnej presji na Polskę

Przed naciskami ponadpaństwowych instytucji, którym zależy na liberalizacji prawa aborcyjnego w Polsce ostrzega Gregor Puppinck, szef Europejskiego Centrum Prawa i Sprawiedliwości (ECLJ) – organizacji non-profit działającej na rzecz ochrony wolności religijnej w Europie.

Reklama

 

Działacz odniósł się ten sposób do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 26 maja br. w sprawie „R.R. przeciwko Polsce”. Zgodnie z jego sentencją odmawianie kobiecie w ciąży badań prenatalnych, narusza art. 3 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka, zakazujący tortur i nieludzkiego lub poniżającego traktowania. Sprawę wniosła 9 lat temu Polka, która wbrew swej woli urodziła dziecko z wadą genetyczną.

Zdaniem Puppincka, sprawa ta to wzorcowy przykład, jak działa lobby proaborcyjne. Jego zdaniem o procesie tym nie można było się nic dowiedzieć poprzez zwykłe kanały informacyjne, a brak transparentności w tym przypadku uniemożliwił obrońcom życia jakąkolwiek skuteczną interwencję. Choć, jak zauważa szef ECLJ, istniało wiele powodów, by Trybunał zdecydował o nierozpatrywaniu pozwu, tak się jednak nie stało. Co więcej, w sprawie tej, w imieniu jednej z zainteresowanych stron, interweniował Specjalny Sprawozdawca ONZ ds. zdrowia, co jest rzeczą bez precedensu. „Czy mandat Specjalnego Sprawozdawcy polega na lobbowaniu na rzecz aborcji? To jest nadużycie władzy” – podkreśla Puppinck.

Choć wiele organizacji proaborcyjnych uznało wyrok z 26 maja za zwycięstwo i przełom w walce o tzw. prawa reprodukcyjne, Puppinck zwraca uwagę, że decyzja zapadła w izbie niższej Trybunału i można się od niej odwołać w ciągu trzech miesięcy do Wielkiej Izby Trybunału.

Puppinck podkreśla przy okazji, że Trybunał po raz pierwszy w swym orzecznictwie podtrzymał prawo lekarzy do sprzeciwu sumienia. Zaakcentował bowiem, że obowiązek zapewniania pacjentowi dostępu do usług (w tym do badań prenatalnych i legalnej aborcji) spoczywa na państwie, a nie na indywidualnym lekarzu. W świetle tego orzeczenia, oznacza to porażkę lobby aborcyjnego, którego „głównym celem jest zanegowanie prawa do sprzeciwu sumienia”.

Sprawę do Trybunału wniosła kobieta o inicjałach RR w 2002 roku. Gdy była w 18 tygodniu ciąży lekarz zaczął podejrzewać, że jej czekające na urodzenie dziecko może cierpieć na zespół Turnera – wadę genetyczną powodującą m.in. upośledzenie wzrostu. Mimo licznych prób, matka nie otrzymała skierowania na genetyczne badania prenatalne, potwierdzające wadę nienarodzonego dziecka. Nie uzyskała też zgody na dokonanie aborcji w szpitalu. Urodziła chorą córkę.

Kobieta pozwała lekarza, który ujawnił prasie jej stan zdrowia. W 2005 r. sąd przyznał jej 10 tys. zł odszkodowania od lekarza, a po odwołaniu do Sądu Najwyższego dostała w 2008 r. również 20 tys. zł za to, że nie zlecono testów genetycznych na początku ciąży, oraz dodatkowo 30 tys. od samego lekarza. Dwa szpitale, w których nie chciano przeprowadzić aborcji miały zapłacić w sumie 15 tys. zł odszkodowania.

Trybunał w Strasburgu przyznał Polce 45 tys. euro zadośćuczynienia i 15 tys. euro tytułem zwrotu kosztów postępowania. Uznał też, że Polska naruszyła prawo do prywatności oraz zakaz traktowania poniżającego i nieludzkiego.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| ABORCJA

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama