Nie boję się - mam tatę

Odważny, pracowity, wierny. Po prostu jest. Który z ojców nie chciałby usłyszeć tak o sobie z ust swoich dzieci?

Reklama

Czy jestem odważny? – zastanawia się Marian Kudełka, tata sześciorga dzieci. – Mężczyzna musi się wykazywać odwagą, bo przecież ma być oparciem dla rodziny. Ale nie postrzegam siebie jako kogoś nadzwyczajnego. Też szukam wsparcia u Boga, u żony, dzieci. I tak jest dobrze.

Ale rodzina!

Chciałoby się krzyknąć po wejściu do domu Mariana i Ani Kudełków, prawników z wykształcenia. Gwar, rozgardiasz i wszechobecna miłość. Ma się wrażenie, jakby ogarniała każdy kąt. I od razu bariery puszczają. – To są Magda, Marysia, Marta. A to Kuba, Jasiu, Piotr z żoną Olą. Podchodzą, uśmiechają się, podają ręce i zaraz biegną pomóc mamie w kuchni, albo zdjąć mokre okrycie, bo na dworze pada, a właśnie wrócili z kościoła. Gdzieś kręci się jeszcze trzyletni Szymon, syn Oli i Piotrka. Mieszkają tu dwie babcie. I kot Rodriguez.

Wspólny obiad to prawdziwa operacja logistyczna. Ale gdy już wszyscy usiądą do stołu, gdy każdy odgadnie, który to jego talerz, zaczynają się chyba najmilsze chwile – bycie ze sobą, rozmowy i śmiech. Patrzę z zazdrością na ten galimatias i myślę o rodzinach rozbitych; dzieciach przerzucanych jak tobołki – tydzień u mamy, weekend u taty; rodzeństwie toczącym zażarte spory w sądach o majątek... I lęku tysięcy młodych małżeństw przed byciem rodzicami. – Nie wiem, czy z innym mężem u boku zdecydowałabym się na taką gromadkę – mówi Anna Kudełka. – Przyznaję, że się trochę przeraziłam, kiedy w czasach narzeczeńskich Marian, półżartem, roztoczył przede mną wizję tak licznej rodziny.

Łączka dla zajączka

Młodzi mężczyźni często boją się wziąć odpowiedzialność nawet za jedno, dwoje dzieci. Niestabilna sytuacja zawodowa, kariera nabierająca tempa, bądź przeciwnie, przeżywająca regres. Strach przed tym, by w końcu dorosnąć, a może jeszcze zupełnie inne czynniki powodują, że „wieczni chłopcy” lękają się stać mężczyznami - ojcami. - Może to zabrzmi jak slogan, ale dla nas każde nasze dziecko jest darem – wyznają Marian i Anna. – Kimś niepowtarzalnym, bez kogo nie wyobrażamy sobie życia. „Królestwa Bożego szukajcie wpierw…” – te słowa od początku małżeństwa były dla nas światłem. Jest też takie śląskie przysłowie: „dał Bóg zajączka, da i łączka”. Kudełkowie doświadczali tego z każdym kolejnym dzieckiem. Nie zabrakło środków na codzienne życie, a dzieci mogły studiować i realizować swoje pasje. Zawodowo grają na instrumentach, śpiewają, wygrywają międzynarodowe konkursy. Ot, żyzna łączka Pana Boga.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| DZIECI, OJCOSTWO

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • hejhela1
    08.06.2011 12:29
    Tak,obecność ojca w życiu dziecka jest nie mniej ważna jak obecność matki.Dzieci są wnikliwymi obserwatorami,czerpią wzorce od nikogo innego jak od rodziców i przecież w dorosłym życiu szukamy sobie (choćby podświadomie)partnerów na wzór rodziców.
    Ważne żeby mężczyzna dawał świadectwo swojej wiary,nic tak nie pozostaje w pamięci dziecka jak widok klęczącego i modlącego się ojca!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama