Czekając na…

Usłyszał tylko tępe uderzenie. Kiedy wybiegł z samochodu, zobaczył leżącą na ulicy dziewczynkę, a obok niej rower.

Reklama

W maju 2009 r. niedaleko Żukowa doszło do wypadku. W jego wyniku 15-letnia dziewczynka skonała w ramionach swojego ojca. Druga trafiła do szpitala z połamaną nogą. Trzecia wyszła bez szwanku. Wszystkie trzy były na przejażdżce rowerowej.

Tego dnia nic nie zapowiadało tragedii. Marek, który prowadził firmę budowlaną, zamierzał właśnie kończyć kolejne zlecenie. A miał dla kogo pracować. W domu trzech synów, najstarszy w tym roku skończył 18 lat.

Inaczej pamięta te chwile żona Marka, Bożena. Zapewnia, że wręcz prosiła męża, żeby tego dnia nie jechał do pracy. – On tego nie pamięta – podkreśla. Wcześniej miała niepokojące sny, no i w ogóle w rodzinie zaczęło się dziać coś złego, przynajmniej od grudnia 2008 r.

0,72

Dokładnie miesiąc przed wypadkiem Marka, 20 kwietnia, wypadek miał ich najmłodszy syn. – Samochód uderzył go tuż przed naszym domem. Noga w drutach, i to na miesiąc przed I Komunią św. – mówi Bożena. Powikłania dają o sobie znać do tej pory. Jeszcze wcześniej ojciec Marka miał operację kręgosłupa. Myśleli, że z tego nie wyjdzie. Do dzisiaj w jego kręgach tkwi osiem śrub. W małżeństwie Bożeny i Marka też nie działo się najlepiej. Decyzja o rozwodzie była tuż, tuż… Marek od dłuższego czasu chodził przybity. Czy dlatego wypił tego dnia cztery piwa? Jak zawsze te same. Tyskie. – Może gdybym coś zjadł, to by nic nie wykazało – zastanawia się głośno. Jeszcze przed wyjazdem z budowy rozpętała się burza. Bożena – jak to ona – intuicyjnie bała się jej. Ale Marek musiał wracać, bo trzeba było tego dnia jechać do chorego ojca w Dzierżążnie.

Z wypadku nie pamięta nic, tylko uderzenie. I wcześniej duży samochód z przeciwka, który wjechał w koleinę, wyrzucając na przednią szybę samochodu Marka masę wody. Wycieraczki nie zdążyły jej odprowadzić. – Mazały zresztą – mówi nerwowo. Świadków wypadku nie było. Po tym jak wysiadł, natychmiast szukał komórki, żeby zawiadomić pogotowie. Jego telefon był, niestety, rozładowany. Policja nawet nie podejrzewała, że jest pod wpływem alkoholu. Jemu też to do głowy nie przyszło. Zresztą po pierwszym rutynowym badaniu pokazał policjantom, że tester jest przeterminowany, a tym samym badanie nieważne. Na drugi, który przyjechał z Gdańska, czekali dwie godziny. Wykazał 0,72 promila.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

TAGI| PRAWO, RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • wg
    09.06.2011 22:06
    czy można jakoś pomóc tym ludziom - jakiś adres, kontakt, numer konta itp?
  • tess
    10.06.2011 00:11
    Serdecznie współczuję rodzinie p.Marka i jemu samemu. Ta rodzina niewątpliwie potrzebuje pomocy. Niemniej jednak, dziwi mnie jednostronność ujęcia dramatu, będącego w nie mniejszym stopniu udziałem rodziny zabitej dziewczynki, której siostra również doznała urazu. Wypicie czterech piw i siadanie za kierownicę to kompletna bezmyślność i całkowity brak odpowiedzialności! Gdybanie "Może gdybym coś zjadł, to by nic nie wykazało" jest wręcz żenujące. „Nieważne, kto zabił. Ważne, że zostało mu przebaczone”. Z pierwszą częścią nie całkiem potrafię się zgodzić. W drugiej części widać heroizm i wielkoduszność ojca płaczącego nad zabitym dzieckiem. Cóż, polska opinia publiczna często marginalizuje dramat ofiar i ich rodzin...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama