Nie jestem bohaterem

Bez piwa, cygar i szybkich wozów. To opowieść o sile, odwadze i wierze, która jest źródłem miłości.

Reklama

Piotr Bisaga i Wojtek przy posiłku. Obok najmłodsza córeczka Tereska. Najstarszy syn Szymon kończy szóstą klasę i świetnie gra na perkusji. Roman Koszowski   Roman Koszowski/ GN Piotr Bisaga i Wojtek przy posiłku. Obok najmłodsza córeczka Tereska. Najstarszy syn Szymon kończy szóstą klasę i świetnie gra na perkusji. Roman Koszowski Wojtuś urodził się tak szybko, że wszystkich przestraszył. Karina Bisaga uśmiecha się, że zna jednego mężczyznę, który zemdlał w trakcie porodu dziecka. Swojego męża. Jednak i Karina, i Piotr doskonale wiedzą, że to nie szczególna nadwrażliwość spowodowała, że młodemu ojcu ugięły się nogi. Przed porodem rodzice nie mieli pojęcia, że ich dziecko urodzi się z rzadkim zespołem wad wrodzonych, tzw. Wolfa-Hirschhorna.

Piotr szybko doszedł do siebie. Zanim do sali wróciły położne, które zabrały noworodka, rodzice w modlitwie oddali swoje dziecko Bogu i podziękowali Mu za nowe życie. – Od wielu lat pracuję z osobami niepełnosprawnymi umysłowo, co teoretycznie przygotowało mnie na przyjęcie Wojtka do naszego życia – opowiada Piotr Bisaga. – Wojtuś jest dla nas podarunkiem, i tak go nazwaliśmy od samego początku – pomimo bólu i szoku, jaki wywołały jego narodziny.

Z Bogiem się nie kłócę

Męskość wymaga odwagi, która niejednokrotnie wystawiana jest na próbę. Czasem bardzo ciężką. Jacek Musialik ma 35 lat i samotnie wychowuje córkę i syna. Jego żona Ania zmarła dwa lata temu, w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym. Była w siódmym miesiącu ciąży. Dziecko udało się uratować, jednak niedotlenienie w okresie okołoporodowym spowodowało porażenie mózgowe. Jacek w jednym czasie musiał się zmierzyć z utratą żony, samotnym ojcostwem oraz walką o życie synka Pawełka, a następnie żmudną rehabilitacją.

– Mnóstwo osób się za mnie modliło – mówi Jacek. – Jeśli czerpałem skądś siłę, to tylko z mocy tej modlitwy. Z Panem Bogiem się nie kłóciłem. Czułem, że „coś” mnie w tym czasie niosło i podtrzymywało, ale nie była to moja zasługa – wyznaje. Opowiada, że kiedyś obawiał się osób niepełnosprawnych. – Ale kiedy lekarz zakomunikował mi, że mam dziecko z porażeniem mózgowym, nie przeraziło mnie to – mówi. Nie uważa, że poświęca się dla dzieci. – Robię to, co należy po prostu do ojca. – twierdzi. Czasem nieświadomie przejmuje zachowania bardziej typowe dla matek, np. nadopiekuńczość. Musi potem stawać niejako po drugiej stronie siebie samego i neutralizować własne lęki.

Jacek przyznaje, że przez pewne okresy tamtego czasu nie potrafił się modlić. Oddawał tylko Bogu swoje cierpienie; trud dnia codziennego, ból patrzenia na tęsknotę córeczki za mamą, przebaczenie człowiekowi, który spowodował wypadek Ani. Mówił: – To Ci, Panie Boże, musi wystarczyć.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama