Rewolucja pod tablicą

Po wakacjach w naszych szkołach zaczną obowiązywać nowe przepisy wprowadzające edukację włączającą. To oznacza wspólną edukację uczniów ze specjalnymi potrzebami z ich zdrowymi rówieśnikami w lokalnych placówkach oświatowych, najbliżej jak to możliwe ich miejsca zamieszkania. Szkoły i przedszkola zobowiązane zostały, by zapewnić im konieczne wsparcie.

Wprowadzony od 1 września 2011 roku w przedszkolach, gimnazjach i szkołach specjalnych, a od września 2012 roku w pozostałych szkołach nowy model pomocy pedagogiczno-psychologicznej zapewnia dostosowanie treści i metod nauczania do możliwości uczniów. Ministerstwo Edukacji Narodowej prowadzi spotkania informacyjne dla dyrektorów i nauczycieli. W Polsce oblicza się, że blisko 20 procent wszystkich uczniów to dzieci i młodzież ze specjalnymi potrzebami. Część z nich uczy się i będzie się uczyć w szkołach integracyjnych oraz specjalnych, ale nowe przepisy dają im szansę nauki w szkołach ogólnodostępnych.

Każdy jest inny

Specjalne potrzeby edukacyjne mają zarówno uczniowie, którym nauka sprawia trudności, jak i uczniowie zdolni. Przyczyną trudności w nauce może być niepełnosprawność – katalog niepełnosprawności to lista problemów rozwojowych. Może to być również niedostosowanie społeczne, zaburzenia w komunikacji językowej, przewlekła choroba, sytuacja kryzysowa wynikająca z traumatycznych doświadczeń czy też trudności adaptacyjne związane z różnicami kulturowymi lub zmianą szkoły. Dla każdego z tych uczniów – nawet gdy nie mają orzeczenia o kształceniu specjalnym – w szkołach powstawać mają indywidualne programy edukacyjno-terapeutyczne, by zapewnić im jak najlepsze warunki rozwoju.

Zależnie od potrzeb, będą mogły powstawać klasy terapeutyczne. Można będzie też organizować zajęcia dla uczniów szczególnie uzdolnionych, zajęcia wyrównawcze i korekcyjno-kompensacyjne, logopedyczne, socjoterapeutyczne, terapeutyczne. Prowadzenie tych zajęć wymagać będzie zwiększenia zaangażowania ze strony nauczycieli, a także dodatkowego zatrudnienia nauczycieli posiadających kwalifikacje w zakresie pedagogiki specjalnej oraz specjalistów. Wiele zależy od dyrektorów, a także od sytuacji finansowej szkół. – Obecnie w szkołach określono już potrzeby w tej dziedzinie i trwa analiza sposobu realizacji nowych zadań. Chodzi zwłaszcza o to, czy będą fundusze, by zatrudnić dodatkowych specjalistów. Jeszcze nie znamy odpowiedzi na to pytanie – mówi Andrzej Kamiński, dyrektor Zespołu Obsługi Placówek Oświatowych w gminie Czechowice-Dziedzice.

Pieniądze to nie wszystko

W Katedrze Pedagogiki i Psychologii bielskiej Akademii Techniczno-Humanistycznej odbyła się niedawno konferencja naukowa poświęcona dzieciom ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi oraz  ich nowej sytuacji w przedszkolu i szkole. Oświatową koncepcję i aktualny stan prawny przedstawiła Aleksandra Halska. O możliwościach stawiania wczesnej diagnozy rozwojowej i symptomach zaburzeń mówiła prof. Jagoda Cieszyńska z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, a specjaliści z ośrodków naukowych i terapeutycznych prezentowali metody pracy z dziećmi dotkniętymi najczęściej występującymi niepełnosprawnościami: ze spektrum autyzmu, zespołem Aspergera, zespołem Downa, mózgowym porażeniem dziecięcym, ADHD, niepełnosprawnością intelektualną, zaburzeniami neurologicznymi.

– W naszej konferencji naukowej uczestniczyło prawie 100 osób – głównie nauczycieli oraz dyrektorów szkół i przedszkoli z powiatu bielskiego. To jeden z sygnałów potwierdzających, że nauczyciele chcą się dokształcać i są zainteresowani tym, by przygotować się do pracy z uczniami, którzy mają specjalne potrzeby edukacyjne. To oznacza, że są gotowi taką pracę podjąć i chcą wiedzieć, jak to robić – mówi dr Mateusz Warchał, prowadzący konferencję kierownik Katedry Pedagogiki i Psychologii AT-H.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Joda
    18.08.2011 09:05
    Dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych - jak to teraz się ładnie nazywa - były w masowej szkole od dawien dawna.
    Dzieci z cukrzycą, alergią, astmą, z ADHD, z zesp.Aspergera, padaczką, krótszą nogą, skoliozą, niedosłuchem, itp. itd. zawsze było sporo. Teraz nagle ktoś wymyślił modne hasełko "rewolucja pod tablicą". A ja tu żadnej rewolucji nie widzę.
    Wszelkie problemy ZAWSZE rozbijały się o pieniądze, czyli organizacja zajęć logopedycznych, wyrównawczych, kompensacyjnych, socjoterapeutycznych. Ministerstwo daje swoje wytyczne co do np. ilości uczniów przypadających na 1 pedagoga, a zarządzająca finansami gmina - swoje. I nie mydlmy nikomu oczu.
    Znowu będziemy się bawić w indywidualne programy terapeutyczne, na które oczywiście muszą wyrazić zgodę rodzice i dojdą kolejne stosy papierologii. A z praktyki wiem, że pierwsze podstawowe pytanie rodziców, to: czy to za darmo i czy gdzieś dziecko trzeba wozić, bo jak wozić - to oni niestety nie mają czasu.
    Bzdurą też jest mydlenie oczu rodzicom i osobom niezorientowanym w temacie, że nagle dziecko z niepełnosprawnością umysłową poczuje się rewelacyjnie i komfortowo w ramach "rewolucji pod tablicą" w szkole masowej. Co innego klasa 20 osobowa z 1 nauczycielem, a co innego klasa 6-8 osobowa z z 2 nauczycielami. I totalnie inny sposób nauczania. Dziecko zdolne rozwiąże zadanie dotyczące "pociąg wyjeżdża ze stacji A do stacji B...", a nie wymagajmy tego od dziecka upośledzonego w stopniu umiarkowanym. A owa "rewolucja" zakłada wepchnięcie takich dzieci do klas ogólnodostępnych. To jest totalne nieporozumienie. Ktoś zawsze na tym straci. Nie ma innej opcji.
    Artykuł wzniosły. Pogratulować. Ale na wszystko potrzebna jest logika i empatia.
  • ek
    18.08.2011 10:36

    Jako pedagog terapeuta bardzo obawiam się, że zabraknie specjalistów, bo nauczyciele nie są w stanie zająć się wszystkim, gdyby zatrudniono więcej specjalistów byłoby świetnie, ale jak na razie nie słyszałam, żeby były takie plany.

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja