Mistrzowie rodeo

Kiedyś banici, rozbójnicy, mordercy i wywrotowcy uciekali do lasu. On dawał im schronienie. Dzisiaj wprost przeciwnie.

Reklama

Typowy dialog na dzień dobry. Proste pytanie: Za co siedzisz? Niby prosta odpowiedź: Za nic! I w tym właśnie jest problem: za nic. Nie ma granic, nie ma ich przekraczania. Nie ma zasad, nie można ich złamać. Nie ma oporów, nie robię niczego wbrew sobie. Nie ma dobra i zła, wszystko mogę, jeżeli tylko tego potrzebuję, jeśli mam na to ochotę. I co dalej?

Konfrontacja

Przez pierwsze dni po prostu chodzili i podglądali, jak żyją ludzie. Co robią na wakacjach. Jak odpoczywają. Z czego się śmieją, jak spędzają czas wolny od pracy i szkoły. Chcieli poczuć zapachy normalnego świata. Chcieli dotykać wydarzeń, o których wiedzą z opowiadań albo z filmów. Chcieli słuchać, jak brzmi radość ze świeżego powietrza, łagodności jeziora, szumu drzew. Musieli się napatrzeć na rodziny spacerujące w kierunku pomostu, przy którym czekały na nich kajaki. Zatrzymywali się w pobliżu dziewczyn pudrujących policzki i wydłużających swe rzęsy magicznym tuszem, żeby zaraz potem pogrążyć się w lekturze książki. Dziwili się rówieśnikom mającym frajdę z konstruowania swoich pryczy. Patrzyli, wąchali, wsłuchiwali się i… zazdrościli.

Ich świat jest całkiem inny. Zazwyczaj. Nie ma tam matek robiących kanapki na drogę. Nie ma ojców telefonujących niemalże codziennie z pytaniem o kolejne wrażenia. Nie ma braci znających się na gatunkach drzew i sióstr piszących pamiętniki. Nie ma, bo brakuje na nich wszystkich i na takich wszystkich miejsca. Ich świat wypełnia strach przed pijanym ojcem albo kolejnym gachem. Oni muszą walczyć w wojnie, której nie rozpętali, i oddawać życie za sprawy najmniej warte życia. Spłodzeni, urodzeni i pozostawieni samym sobie, dryfują w kierunku albo pakują się wprost do zakładu poprawczego. Rzadko który ma inne wyjście.

Zawody

Spróbuj: przewrócić konia, dosiadać byka przez 8 sekund albo siłować się z nim, by go powalić, złapać na lasso cielaka, kiedy samemu jedziesz na koniu, pędzić na koniu między beczkami albo tyczkami… słowem: rodeo. – To jest nic w porównaniu z pracą, którą muszą wykonać w swoim życiu nasi wychowankowie – zapewnia Marek Deręgowski, wychowawca zakładu poprawczego w Świdnicy. – Zwykły spacer, by cieszyć się pogodą, wspólne śpiewanie piosenek, poszukiwanie bobra czy opłynięcie wyspy – to są wyzwania! – wylicza i uzasadnia. – Zachwycenie się nenufarem jest możliwe przede wszystkim wtedy, gdy wcześniej człowiek zachwycał się spojrzeniem swojej matki. Podglądanie czapli siwej staje się frajdą tylko dlatego, że w dzieciństwie można było patrzeć na sprawne dłonie ojca naprawiającego zepsute autko. Jeśli tego „wcześniej” brakuje, albo to „wcześniej” zostało brutalnie zniszczone, co wtedy? – pyta retorycznie.

Ostra jazda bez trzymanki – i to gdy ledwo się odróżnia kształty literek. Tyle pozostaje. Mocowanie się z codziennością. Walka o przetrwanie. Atawistyczne poszukiwanie wyjścia z sytuacji zagrożenia, osaczenia albo zaszczucia. Życiowe rodeo. Upadek z tego konia deprawuje. Przegrana z tym bykiem skazuje na karłowatość serca i sumienia. Nieudana potyczka z rozjuszoną bestią codzienności rozrywa od środka. Pozostają strzępy wymieszane z brudem słów, błotem dwuznaczności i krwią z rozciętej wargi po wymierzonym policzku.

Życie: podłe, okaleczone, zatrute – ale kochane. Jak walka.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama