Must be the Msza

Nie było nikogo, kto mógłby zespołowi delikatnie przypomnieć, Kto jest w Kościele idolem

Reklama

Sobotnie popołudnie w miasteczku X: festyn parafialny. Zorganizowany świetnie – cieszą się dzieci, zadowoleni rodzice, konkursy, zabawy, loterie. A na scenie głównej – gwiazdy wieczoru: zespół młodych kleryków z miejscowości Y. Naprawdę dobrze grają – gitary, klawisze, jakaś perkusja. Żeby posłuchać ciekawych, nowoczesnych aranżacji i zupełnie nieznanych (religijnych) piosenek, przed sceną przystają nawet zupełnie przypadkowi przechodnie. Powiewają w rytm muzyki czarne sutanny, przytupują do taktu i wykonawcy, i słuchacze. Koniec ostatniej piosenki, zasłużone brawa! Wszyscy, zdecydowanie, „trzy razy na tak”.

Dzień później, niedzielna wieczorna Msza św. Zaznaczam, nie młodzieżowa czy wspólnotowa. I znów znajomy zespół kleryków! Tym razem ustawili się centralnie, na schodkach przed ołtarzem, z lekka zasłaniając i ołtarz, i księdza odprawiającego Mszę. Tabernakulum, na szczęście, na sporym podwyższeniu, więc (między głowami kleryków) widoczne. Pierwsze akordy pieśni na wejście. Tylko jakby zaśpiewać razem się nie da... Bo, jak na festynie, aranże, słowa i skale mocno egzotyczne. A potem – już, już człowiek chce włączyć się w części stałe, a tu... znów pas. Bo melodia mocno udziwniona i nikt nie wie... jak to leciało. Najstarsza latorośl, wyszczerzona od ucha do ucha, podrygując odwraca się i wypala: – Zupełnie jak na dyskotece kolonijnej!

Końcówka Mszy. Pieśń na wyjście. Bardzo piękna solówka młodego kleryka z towarzyszeniem gitary. Koniec „występu”. Ech... Chyba jestem „na nie”...

Zapewniam: nie jestem konserwa, która podczas Mszy św. tylko „Bogurodzicę” uznaje. Z drugiej jednak strony, po nieco gwiazdorskim występie kleryków, zaczynam rozumieć grupy wierzących, którzy np. wybierają Msze trydenckie, bo tam „jest Jezus, piękna celebracja, a nie ma nowoczesnego wygłupu” (cytat ze znajomego). Oczywiście nie jest też tak, że zespół kleryków dokonał czegoś bardzo niestosownego. Z pewnością chęci miał dobre, starał się, a wcześniej długo i z zaangażowaniem ćwiczył. Chyba po prostu nie było nikogo, kto mógłby zespołowi, bo młody i niedoświadczony, delikatnie przypomnieć, Kto jest w Kościele idolem... I że warto, żeby podczas Mszy, zamiast Must be the music było... Must be the Msza.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Conductor
    28.08.2011 17:06
    Nie można mylić solowej muzyki organowej czy zespołowej z kiczem serwowanym podczas wielu mszy, szczególnie tzw. młodzieżowych.
    Po pierwsze - daniwje, żeby ktoś mógł w kościele cokolwiek wykonywać, musiał dojsć do takiego stopnia perfekcji w swojej profesji, że był godny czynić daną posługę. Dzisiaj jak słyszę młodych ludzi, którzy ledwo umieją 3 akordy na rozstrojonej gitarze i grają, bo "na chwałę Bożą", to mnie skręca. Jak można oddawać chwałe, jak sie robi coś, czego się nie umie?
    Po drugie - instrumenty też powinny osiągnąc pewien stopień doskonałości. Zaznaczę tutaj choćby, że istniejące już w III wieku przed Chrystusem organy piszczałkowe zostały do Liturgii dopuszczone w VII wieku, ponieważ ówczesny papież Witalian uznał, że dopiero wtedy osiągnęły poziom zaawansowania, któy pozwalał na ich włączenie do służby Bogu.
    Po trzecie - repertuar. Istnieją dziesiątki dokumentów, mówiących o tym, czego nie wolno, że piosenki religijne nie mogą być wykonywane w czasie liturgii, że pierwszym śpiewem Kościołą jest Chorał Gregoriańskim, że naczelnym instrumentem są organy piszczałkowe, że muzycy powinni mieć wysokie wykształcenie zarówno w kierunku liturgicznym, jak i muzycznym. Ale wiadomo....na chwałę Bożą można odstawić największą chałę, bo to dla Pana, który na pewno się ucieszy. Nie dość, że jest to sprzeczne z Teologią, to jeszcze daje usprawiedliwienie dla kiczu.
    Natomiast co do muzyki solowej - często wykonywanie solowych utworów przez organistę czy chór mylnie nazywa się "biernym uczestnictwem" Zgromadzenia. Kard. Ratzinger w Duchu Liturgii pisał, że muzyka solowa także zbliża do Boga i sprawia, że w liturgii uczestniczy się czynni.e Przez słuchanie pięknych dzieł muzycznych kontemplujemy w nich piękno Boga, którego Dziełęm jest przecież wszelka sztuka. Przez to rozmyśl;anie już jesteśmy aktywnymi i czynnymi uczestnikami Liturgii.
    Zaznaczę tylko, że kiedyś, chcąc wykonać na mszy utwór Mozarta pewien ksiądz powiedział mi, że nie można, bo mozart był masonem, czyli wrogiem Kościoła. Kiedy w odpowiedzi powiedziałem mu o jego scholkowych występach, zasłaniając się dokumentami Kościoła, w tym Konstytucją Soborową, po chwili milczenia usłyszałem tylko : "Ja jestem księdzem i wiem lepiej". Myślę, że pora powiedzieć, gdzie jest miejsce scholek i charyzmatycznych zespołów, i czemu Liturgia ma swoje prawa, które powinno się nadal utrzymywać.
  • lupa
    29.08.2011 13:30
    Gratulacje Bardzo dobry tekst.
  • hmm
    30.08.2011 10:44
    Myślę, że wierni powinni mieć szerszy dostęp do Mszy św. w klasycznym rycie. Szerszy tzn w większych miastach choć w jednym kościele w każdą niedzielę. A z drugiej strony czemu się dziwić - jeśli w seminarium pójście na Mszę św. "klasyczną" (umowne określenie) wiąże się z różnymi dziwnymi komentarzami a potem nie dopuszczeniem do święceń, to chyba wszystko zrozumiałe.
  • Hipcio
    30.08.2011 12:44
    Dobry tekst, nie trzeba było tylko tłumaczyć się z bycia konserwą, i już mógłbym zacząć panią lubić. Proszę się jednak nie zdziwić, gdy na skrzynce mailowej pojawią się propozycje od tych, którym ciężko się zdecydować, czy drzewo, którym jest Kościół, jest dobre czy złe..
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama