Mistyka miłości małżeńskiej

Bardzo ważne jest, by małżonkowie pamiętali o tych słowach: że ograbienie ich miłości z części erotycznej wyłącznie na rzecz miłości ofiarnej, ale także zapomnienie o miłości ofiarnej, a skupienie się wyłącznie na erosie, to wypaczenie miłości - mówiła Pani Monika Gajda.

Reklama

Pani Monika Gajda w swoim wystąpieniu przedstawiła zagadnienie erosa i agape – czyli dwóch kierunków miłości małżeńskiej.

Agape, czyli miłość ofiarna, skłonna do poświęceń i samozaparcia, wydaje się nierozłącznie związana z miłością małżeńską. I tak jest. Prędzej czy później pojawią się w życiu małżonków sytuacje, które nierozerwalnie będą wiązały się z cierpieniem, bólem; które będą wymagały zapomnienia o sobie, a skupienia się na drugim człowieku. Problem w tym, by ten aspekt miłości nie zdominował małżeństwa. By nie zaczęło się ono kojarzyć tylko z trudem, problemami, kłopotami, ciężarem i krzyżem małżeńskim. Niedobrze by było dla małżeństwa i wcale nie pomogłoby to w dochowaniu przysięgi małżeńskiej, gdyby na małżeństwo i miłość małżonków patrzeć jedynie, lub chociażby w przeważającej części, przez pryzmat poświęcenia i ofiary.

Ważne, by małżonkowie nieustannie pamiętali o drugim wymiarze małżeństwa, który nazywamy erosem. W małżeństwie zarówno mężczyzna, jak i kobieta nie mogą pozwolić sobie na zapomnienie, że to właśnie ten wymiar miłości, to zauroczenie pięknem drugiej osoby, szukanie jej bliskości nie tylko cielesnej, ale bliskości w sensie spotkania, przyjacielskiej rozmowy, wzajemnego zainteresowania leżało u podstaw decyzji o związku wiernym i wyłącznym do końca życia, jaka została podjęta w jakimś konkretnym czasie.

Każde z małżonków musi podejmować trud starania się o bycie atrakcyjnym dla współmałżonka, o znalezienie czasu w ciągu dnia lub tygodnia, by tę małżeńską więź szczególnie pielęgnować, by o nią dbać. Pani Gajda pięknie nazwała ten trud „świętowaniem małżeństwa”. To nie muszą być wielkie gesty. Wystarczy światło świecy podczas kolacji we dwoje, lampka wina, wypita wspólnie z małżonkiem na koniec męczącego dnia. Może to być wspólny spacer (nawet z psem, jeśli trzeba połączyć to z obowiązkiem). Chodzi o to, by był to czas tylko i wyłącznie dla małżonków; czas, w którym na powrót stają się dla siebie oblubieńcem i oblubienicą i w którym wracają bądź odkrywają na nowo całą głębię męskości i kobiecości, która kiedyś tak ich w sobie nawzajem zafascynowała.

Niestety, łatwo o tym zapomnieć bądź uznać, że w taki sposób to można zachowywać się przed ślubem, a potem, to nie dość, że nie wypada, to nie ma na to czasu. Przy takim myśleniu zaczyna się powolny zmierzch małżeńskiej więzi. Może też rozpocząć się proces „anty uwodzenia”, który polega na narzekaniu i zrzędzeniu. Nie ma nic lepszego, by zrazić do siebie współmałżonka.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama