E-katastrofa?

Nauczyciel zamiast z papierowym dziennikiem wchodzi do klasy z laptopem, a kiedy uczeń otrzymuje ocenę, jego rodzice natychmiast mogą zobaczyć ją na swoich komputerach.

Reklama

Gdyby kilkanaście lat temu ktoś tak opisywał polską szkołę, mógłby zostać posądzony o próbę naśladownictwa Stanisława Lema. Trudno było sobie wyobrazić inny sposób informowania rodziców o postępach w nauce ich dzieci niż za pomocą karteczek rozdawanych na wywiadówkach. System e-oświata ma to zmienić. Czy jednak będzie zbawieniem dla polskiej szkoły?

Wirtualna wywiadówka

– Rodziców i nauczycieli najbardziej dziś interesuje e-dziennik – jeden z modułów systemu elektronicznego zarządzania oświatą – wyjaśnia Maria Susidko, dyrektor Zespołu Oświaty Samorządowej w Oleśnicy. To miasto jako pierwsze na naszym terenie wprowadziło system do wszystkich przedszkoli, szkół podstawowych i gimnazjów. Pedagodzy nie noszą ze sobą papierowych dzienników. Tematy zajęć, oceny i nieobecności wpisują do laptopów. Dzięki temu rodzice są w stanie na bieżąco śledzić postępy w nauce swojej pociechy. – Poza kontrolowaniem ocen system umożliwia rodzicowi korespondencję z nauczycielem czy sprawdzenie planu lekcji – mówi M. Susidko. – Jeśli jakieś zajęcia nie odbędą się danego dnia, natychmiast pojawia się informacja, czy dziecko wcześniej opuści szkołę, czy będzie miało zorganizowane zastępstwo. Tutaj wypisane są terminy sprawdzianów, a rodzic może śledzić obecności swojego dziecka w szkole i w razie potrzeby usprawiedliwiać ewentualne absencje – zaznacza, zwracając uwagę, że są klasy, w których prawie 100 proc. rodziców już się zalogowało i regularnie zagląda do elektronicznego dziennika. Podkreśla przy tym, że nie ma możliwości, aby nowa technologia zastąpiła osobisty kontakt nauczyciela z rodzicami. – To po prostu jeszcze jedna z form kontaktu. Zdaniem dyrektor M. Susidko, dla nauczycieli, którym korzystanie z komputera i internetu nie sprawia problemu, e-oświata jest dużym udogodnieniem. – Na pewno opór może pojawić się u osób, które muszą przełamać strach i zdobyć nowe umiejętności. Poza tym początki wdrażania każdego systemu zawsze wiążą się ze zwiększoną pracą – zaznacza. Jednak kiedy wychowawca nabędzie już konieczne umiejętności, przed wywiadówką nie będzie musiał ręcznie pisać wszystkich ocen i liczyć frekwencji, ale załatwi to jednym kliknięciem.

Pióra do kosza?

E-oświata to dopiero początek zmian w polskiej szkole. Jak się dowiedzieliśmy, MEN już rozpoczęło prace nad e-podręcznikami i e-learningiem. Kwestią czasu jest zatem obowiązek opracowania przez wydawców książek w formie papierowej i elektronicznej. Nie będzie on dotyczył jedynie materiałów edukacyjnych dla klas I–III. – To wyjście naprzeciw potrzebom młodzieży, która nie rusza się z domu bez laptopa, iPhona, czytnika e-booków czy smartfonu – tłumaczy Lilla Jaroń, wiceminister edukacji w latach 2007–2011. Poza tym dzięki nauce on-line każdy będzie mógł zdobywać wiedzę we własnym pokoju, podczas wyjazdu czy weekendowego wypoczynku poza domem. – Chodzi o możliwość mieszania klasycznych zajęć szkolnych, kursowych z metodami kształcenia na odległość. To również dopełnienie wykładu nauczyciela czy ćwiczeń w pracowni symulacjami np. doświadczeń chemicznych – mówi pani minister. Niewątpliwie szkoła powinna być miejscem, gdzie młody człowiek będzie oswajany z nowymi technologiami, tak by opuszczał ją nie tylko wyposażony w pewien zasób wiedzy, ale także w umiejętność wykorzystania osiągnięć nauki i techniki w życiu prywatnym czy zawodowym. Problem pojawi się wówczas, gdy uczeń będzie doskonale korzystał z iPadów czy czytników e-booków, a nie będzie w stanie własnoręcznie napisać kilku zdań lub w czasie nauki nie weźmie do ręki prawdziwej książki. Wówczas e-edukacja stanie się e-katastrofą.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| INTERNET, SZKOŁA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama