Nabrali wody w usta

Bił ją już od tak dawna, że trudno jej przypomnieć sobie początek. Stara się o tym po prostu nie myśleć...

Reklama

Tabu 1
Pił zawsze, kiedy nie radził sobie z jakąś sytuacją. Każdy większy stres, niepowodzenie w pracy, kłótnia w domu mimowolnie kierowały jego rękę w stronę kieliszka. Na początku to był kieliszek na rozluźnienie i na nim się kończyło, potem jeden przestał już wystarczać, więc sięgał po kolejny. Nie wie, w którym momencie stracił nad tym kontrolę…

Czy było to wtedy, po raz pierwszy wszedł chwiejnym krokiem do pracy, a potem przez kilka godzin bełkotał do ludzi bez świadomości wypowiadanych słów? Nie pamięta, co mówił, jak znalazł się w domu i kiedy zasnął na podłodze. Ostatnie kilka lat w jego pamięci to zlepek kilkudziesięciu fleszy i czarnych dziur, choć z relacji innych ludzi wie, że chodził do pracy, żył w rodzinie, udzielał się towarzysko. Co to jednak oznacza, jakie to było życie?

Nie wie, nie potrafi sobie przypomnieć. Czasem wracają do niego jakieś obrazy wyrwane z kontekstu – widzi w nich jakiegoś mężczyznę o czerwonej twarzy i wybałuszonych oczach ryczącego na oniemiałego ze strachu pięcioletniego chłopca, który rozlał nieco herbaty na stół w jadalni podczas śniadania. Ten sam mężczyzna z jego urywków wspomnień okłada pięścią krwawiącą już twarz jego najukochańszej żony, drugą ręką z całej mocy szarpiąc włosy dziesięcioletniej córki.

Ten mężczyzna, w którym nie rozpoznaje siebie, jest nim. Tym, kim się stał i staje codziennie po alkoholu. Jednak on czuje, że nie ma z nim nic wspólnego, że on nigdy tak by nie postąpił wobec ukochanych bliskich. On nigdy nie zataczałby się w pracy, na ulicy, na uroczystej kolacji u znajomych. To niemożliwe. Przecież jest szanowanym obywatelem lokalnej społeczności, człowiekiem wykształconym, kompetentnym, na stanowisku. Przecież to on pomaga rozwiązywać innym swoje problemy i jest w tym naprawdę skuteczny. Przecież nikt nigdy w pracy, na spotkaniach lokalnej społeczności, w czasie oficjalnych wydarzeń, w których uczestniczy z racji zajmowanego stanowiska, nie zwrócił mu uwagi, nie powiedział niczego, co mogłoby dać mu do zrozumienia, że coś z nim nie tak, że może ma jakiś problem. A więc to niemożliwe, żeby to on był tym mężczyzną z fleszy bombardujących czasem jego pamięć. 

Tylko dlaczego ma nieodparte wrażenie, że to już nie on kieruje swoim życiem? Dlaczego tak wiele jego aktywności w ciągu dnia skierowanych jest na fakt obniżenia napięcia, dyskomfortu, który towarzyszy mu nieustannie? Dlaczego cała jego energia skierowana jest na zdobycie i wypicie czegokolwiek z zawartością alkoholu? Dopiero wtedy nieco się odpręża, ale na krótko, a potem wszystko zaczyna się od nowa. Dziś odkrył, że w domu panuje cisza, nie ma śladu obecności rodziny. Nie rozumie, co się stało i nie wie, od kiedy trwa ta sytuacja, nie umie sobie przypomnieć, czy wczoraj mieszkał tu z nim ktoś jeszcze. Czuje, że powoli pogrąża się zupełnie, traci kontakt z rzeczywistością. Nie pamięta, żeby ktoś z jego przyjaciół próbował pomóc mu w jego problemie. Jest samotną ofiarą zmowy milczenia. W końcu przecież „każdy pije, a tylko słabi sobie z tym nie radzą”, poza tym „alkohol jest dla ludzi”.

Nie ma pewności, że jeszcze jest człowiekiem, skoro nie znalazł się nikt, kto zechciałby go tak potraktować, wyciągnąć do niego dłoń, wesprzeć, pomóc mu odnaleźć w sobie motywację do zmiany, siłę do życia, odgrzebać ze zgliszczy miłość do najbliższych. Jego jedynym wiernym towarzyszem jest butelka. Ona go znieczula i tuli do snu w zapomnieniu. Ona jest mu oddaną przyjaciółką, na którą zawsze mógł i może liczyć. W zamian zażądała tylko jego życia. Oddał jej je, bo dla nikogo innego nic nie było już warte.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| EWANGELICY

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama