Jaskra po cichu wykrada nam wzrok

W Polsce ponad 80 proc. osób, u których rozwija się jaskra, nazywana "cichą złodziejką wzroku", nie wie o swojej chorobie i nie leczy się - przypomina prof. Marta Misiuk-Hojło z okazji Światowego Tygodnia Jaskry. W 2015 r. obchodzimy go w dniach 8-14 marca.

Nieleczona jaskra przez wiele lat, stopniowo i niepostrzeżenie prowadzi do utraty wzroku. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) jest to druga przyczyna nieodwracalnej ślepoty w krajach rozwiniętych.

Zgodnie z szacunkami w Polsce na jaskrę choruje ok. 750 tys. osób, z czego tylko 120 tys. jest objętych leczeniem. "Reszta o swojej chorobie nie wie, ponieważ rozwija się ona latami bezobjawowo i daje o sobie znać dopiero w późnych stadiach, gdy pacjent zaczyna mieć zaburzenia widzenia" - powiedziała PAP prof. Marta Misiuk-Hojło, przewodnicząca Sekcji Jaskry Polskiego Towarzystwa Okulistycznego (PTO).

Dlatego tak ważne są kampanie edukacyjne na temat jaskry i możliwości jej wczesnego wykrywania, zaznaczyła specjalistka.

"Gdy leczenie podejmiemy na wczesnym etapie rozwoju choroby, to można zahamować jej rozwój. Pacjent będzie ją miał do końca życia, ale nie będzie odczuwał z jej powodu upośledzenia funkcjonowania w życiu codziennym" - powiedziała prof. Misiuk-Hojło.

Według niej szczegółowym badaniom, które pozwalają wcześnie wykryć jaskrę, powinni poddać się przede wszystkim ludzie z grup ryzyka. "Chodzi tu o osoby po 40. roku życia, osoby, u których w rodzinie występowała jaskra, mające wysoką krótko- lub dalekowzroczność, bądź wysokie lub niskie ciśnienie tętnicze krwi" - wymieniała specjalistka.

Zaznaczyła, że również choroby naczyń obwodowych (ale niekoniecznie miażdżyca), które w początkowym stadium objawiają się marznięciem palców u rąk czy nóg, są czynnikiem ryzyka jaskry. Wynika to z tego, że nerw wzrokowy jest odżywiany właśnie przez naczynia obwodowe, a według jednej z teorii tłumaczących rozwój jaskry - tzw. niedokrwiennej - uszkodzenie tych naczyń jest właśnie przyczyną choroby. Druga teoria, tzw. mechaniczna zakłada natomiast, że to zbyt wysokie ciśnienie wewnątrz gałki ocznej, poprzez bezpośredni ucisk na włókna nerwu wzrokowego, doprowadza do jego uszkodzenia.

Prof. Misiuk-Hojło podkreśliła, że osoby z grup ryzyka powinny prosić lekarza okulistę o pogłębione badania oczu np. przy okazji wizyty po okulary do czytania.

Jednym z nich jest badanie dna oka. Bardzo pomocne jest obrazowe badanie tarczy nerwu wzrokowego przy pomocy sprzętu komputerowego. Ponadto konieczne jest też badanie ciśnienia wewnątrzgałkowego i badanie pola widzenia.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, badanie ostrości wzroku przed tablicą z różnej wielkości literami czy cyframi nie jest pomocne we wczesnym wykrywaniu jaskry, gdyż centralna ostrość wzroku spada dopiero w bardzo zaawansowanych stadiach choroby, wyjaśniła okulistka.

"Dużo wcześniej pojawiają się natomiast zmiany w polu widzenia, których pacjent nie jest w stanie dostrzec, ponieważ pole widzenia jednego oka rekompensuje trochę pole widzenia drugiego" - tłumaczyła prof. Misiuk-Hojło. Dlatego okulista powinien zbadać pole widzenia przy pomocy specjalnego aparatu.

Zdaniem specjalistki obowiązująca od 1 stycznia 2015 r. konieczność uzyskiwania skierowania do okulisty od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) utrudni dostęp m.in. do badań w kierunku jaskry. "Lekarze rodzinni na ogół posiadają w gabinecie tablicę do badania ostrości wzroku, nie mają jednak sprzętu, który pozwoliłby im mierzyć ciśnienie węwnątrzgałkowe, zbadać dno oka czy pole widzenia" - powiedziała.

"Należy mieć tylko nadzieję, że gdy pacjent powie lekarzowi POZ, iż jeden z członków jego rodziny miał jaskrę lub że występuje u niego inny czynnik ryzyka choroby, to zostanie odesłany ze skierowaniem do okulisty" - podkreśliła prof. Misiuk-Hojło. Dodała, że obecnie PTO stara się edukować lekarzy rodzinnych na ten temat.

W terapii jaskry stosuje się przede wszystkim leki w postaci kropli do oczu. Należą one do kilku grup i są dobierane pacjentowi w zależności od typu choroby.

Są dwa główne typy jaskry. Najczęstsza w naszej populacji chorych (i ogólnie wśród rasy kaukaskiej) jest jaskra z otwartym kątem przesączania. Ma ona charakter przewlekły i rozwija się przez kilkanaście lat, a nawet dłużej, zanim znacznie upośledzi ostrość wzroku.

Znacznie rzadsza - ze względu na budowę oka u rasy kaukaskiej - jest jaskra zamykającego się kąta przesączania, która występuje tylko u ok. 10 proc. naszej populacji chorych. Dochodzi w niej do ostrych ataków, spowodowanych bardzo wysokim ciśnieniem płynu wewnątrzgałkowego, co objawia się silnym bólem oka i głowy. Wówczas, w razie nieuzyskania pomocy medycznej, pacjent może w ciągu kilku dni utracić ostrość widzenia. "Jednak w razie ataku jaskry na ogół pacjent trafia na ostry dyżur i w ciągu jednej doby zwykle otrzymuje pomoc. Natomiast w przypadku jaskry z otwartym kątem przesączania pacjent choruje często przez wiele lat i nie jest świadomy, że choroba nieodwracalnie niszczy mu wzrok" - tłumaczyła specjalistka.

Jeśli leczenie farmakologiczne nie daje efektów i choroba dalej postępuje, to stosuje się zabiegi laserowe i w ostateczności operację. "Trzeba jednak zaznaczyć, że mimo rozwoju medycyny są to operacje podwyższonego ryzyka" - podsumowała prof. Misiuk-Hojło.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| JASKRA, ZDROWIE

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.