Sknery

O dwóch takich, co zbierają pampery.

Zwykła to historia o młodych mamach, które koniecznie chciały pomagać. Bo okazuje się, że nie trzeba zakładać wielkich fundacji, mieć rozpoznawalnych twarzy i jeszcze większych pieniędzy, by zorganizować pomocową akcję przekraczającą własne wyobrażenia.

Herbatka do głowy

Kinga Krupa – żona i mama dwóch małych synów, na pełnym etacie. Paulina Stepków – mama małego Aleksandra, która łączy macierzyństwo z pracą zawodową. Sąsiadki z niewielkiej miejscowości pod Warszawą. Przyjaźnią się od wielu lat. – Ponad trzy lata temu, gdy siedziałyśmy przy herbacie, nagle wpadło nam do głowy: zróbmy coś dobrego dla potrzebujących. Ale wśród bliskich znajomych i sąsiadów. Chciałyśmy skierować pomoc do jakiejś lokalnej organizacji – mówi Kinga. I dodaje, że przecież tuż obok nas często są organizacje i instytucje, które czekają na każdy grosz czy pomoc rzeczową.

Panie postawiły na tę drugą, bo dać pieniądze jest stosunkowo łatwo. Pomoc rzeczowa wymaga większego wysiłku. Jednocześnie jest bardziej „od serca”. – Znałyśmy i ceniłyśmy otwockie domowe Hospicjum Dziecięce „Promyczek”, więc to najpierw jemu postanowiłyśmy pomóc – dodaje Paulina.

Czego potrzeba w hospicjum? Krótki telefon i wiadomo: artykułów higienicznych dla dzieci. Tego nigdy za wiele, a rodziny opiekujące się paliatywnie chorymi dziećmi często borykają się z trudnościami finansowymi. Więc każda pomoc jest na wagę złota. Pieluchy, chusteczki, słoiczki etc. Tylko jak tę ich akcję nazwać? Żeby było i sympatycznie, i logicznie, i skutecznie? – Myślałam może trzy minuty i już miałyśmy hasło: „Nie bądź sknera, kup pampera” – śmieje się Paulina.

Zaczęło się niewinnie. Pocztą pantoflową. „Kupicie pampersy dla chorych dzieci?” – zwyczajne takie pytanie. Znajomi reagowali różnie: jedni z niewielkimi oporami, jednak większość przychylnie. – Paczka pampersów to koszt największy, ale jeśli ktoś był skromniej sytuowany, to i jeden słoiczek z owocami przyniósł. Więc niemal każdego było stać, by pomóc. Cegiełki dobra, w formie obiadków i nawilżanych chusteczek – mówią przyjaciółki.

Panie najpierw miały nadzieję, że zbiorą dziesięć, przy większym szczęściu – kilkanaście paczek pieluch...

Siła w Fejsie

Ale gdy w XXI w. dwie młode kobiety robią akcję pomocową, używają nowoczesnych metod. Czyli portali społecznościowych. – I to jest siła! Dzięki portalom i przekazywaniu naszego apelu o pomoc przez internautów coraz więcej osób się do nas przyłączało. Więc akcja rozrosła się błyskawicznie – wspomina Paulina. A Kinga dodaje, że jej prywatna komórka nie przestawała dzwonić. Bo przecież (dość nieostrożnie) podała numer na profilu „Nie bądź sknera, kup pampera”. Telefon dzwonił i dzwonił, a one jeździły po okolicy... pamperowozem i zbierały dary. – Pamperowóz to auto Pauliny – śmieje się Kinga. – Bywało, że był cały wyładowany darami, które trzeba było przecież gdzieś przechować.

Gdzie zrobiły składzik? – U mnie w piwnicy – mówi Paulina. – Dzięki mojej mamie, która zaopiekowała się darami, wszystko zostało profesjonalnie posegregowane, poukładane i policzone. Udało się zebrać prawie 400 paczek pieluch, ponad 1500 słoików z obiadami i deserami, prawie 800 opakowań chusteczek nawilżanych i wiele innych artykułów.

Żeby akcja była legalna, dwie mamy założyły komitet społeczny. Podobno prosta sprawa. Ale jeszcze kilka miesięcy wcześniej o taką operatywność by siebie nie podejrzewały.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama