Moje dzieci z Chuka i Laare

W niespełna miesiąc facebookowy filmik, w którym 11-letni Peter z kenijskiej wioski Chuka mówi parę zdań o sobie, zyskał 15 tys. odsłon. Te 25 sekund nagrane przez bielskiego nauczyciela Błażeja Jaszczurowskiego otwiera serca na pomoc misjom.

To był jeden z ostatnich dni miesięcznego wolontariatu polskiego nauczyciela w misji w Chuka. – W czasie zabawy z dziećmi poprosiłem, żeby Peter opowiedział parę zdań o sobie – opowiada Błażej Jaszczurowski, na co dzień nauczyciel matematyki w bielskiej Szkole Podstawowej nr 3. – Obiecałem Piotrkowi, że w jakiś sposób usłyszy o nim świat.

Mały Peter mówi, że lubi jeść ciapati – coś w rodzaju naleśników – i mandazi – ciastka podobne do pączków. Dodaje, że kiedy dorośnie, chciałby zostać inżynierem na kolei. – Kilka zdań jedenastolatka znaczy więcej niż moje opowiadanie o tym, w jak trudnych warunkach żyją tamtejsze dzieci, że są niedożywione, pozbawione możliwości edukacji, śpią na klepisku, wychowują się często w rozbitych rodzinach – mówi Błażej, który trafił do Kenii po tym, jak poprzez fundację księdza Orione Czyńmy Dobro, prowadzoną przez polskie siostry orionistki, zdecydował się adoptować na odległość małego Baracka Abadlę.

– Gościem parafii św. Józefa na Złotych Łanach, gdzie mieszkałem, była siostra zakonna z fundacji – mówi Błażej. – Opowiedziała o prowadzonej przez siostry akcji adopcji na odległość – czyli finansowania kenijskim dzieciom edukacji. Opieką w ten sposób objęto już 1500 dzieci. Miesięczny koszt nauki i wyżywienia dziecka to 70 zł. Na adopcję pierwsi zdecydowali się moi przyjaciele. Kiedy mi o tym powiedzieli, poszedłem ich śladem. Dwa lata temu pod opiekę dostałem 6-letniego Baracka.  Fundacja umożliwia odwiedziny dziecka każdemu „rodzicowi adopcyjnemu”, jeśli tylko sfinansuje sobie podróż. – Potraktowałem bardzo poważnie tę adopcję i wiedząc, że mam taką możliwość, chciałem spotkać się z Barackiem, poznać jego rodzinę, zobaczyć, jak mieszka, jak wygląda szkoła – relacjonuje Błażej.

Poleciał do Kenii w czasie tegorocznych ferii na dwa tygodnie – odwiedził Chukę i Laare, odległe od stolicy Nairobi o kilka godzin jazdy. – Przyznaję, to był wyjazd trochę turystyczny. Przyglądałem się na miejscu wszystkiemu. Miałem ze sobą też prezenty dla Baracka, jego najbliższych, a także dwojga innych dzieci adoptowanych przez moich przyjaciół. Poprosiłem ks. Dionisio Muteę z Chuka, żeby zawiózł mnie do Baracka, pozostałych dwojga dzieci nie udało mi się wówczas odwiedzić osobiście. Zobaczyłem dom wybudowany tak trochę w stylu garażowym: pokoik z oknem, drewnianymi drzwiami; oczywiście bez gazu, prądu i bieżącej wody.

Na miejscu Błażej przekonał się, że największą furorę wśród dzieci robią… balony i lizaki. Wśród prezentów znalazły się także przybory szkolne, ubrania, buty, piłki. – Okazało się, że najlepszym sposobem, w jaki możemy pomóc, jest zebranie pieniędzy i zakupy na miejscu. Paczki podlegają cłu, na dodatek sam koszt ich wysłania z Polski jest wysoki – tłumaczy nauczyciel.

Z nowym doświadczeniem wrócił do Polski i od razu adoptował drugie dziecko, Alexa Mutethię, a zaraz potem… kupił bilet do Nairobi na wakacje. Spędził w Chuka i Laare miesiąc.

– Już nie byłem turystą. Przez pół roku od mojego pierwszego wyjazdu do Kenii w bielskich szkołach, w których pracowaliśmy ja i moi przyjaciele – w mojej trójce, u sióstr córek Bożej Miłości, w Gimnazjum nr 13, szkołach mistrzostwa Sportowego „Rekord” – nauczyciele organizowali zbiórki pieniędzy. Dołączyło wielu rodziców adopcyjnych. I tak z 6 tys. zł pomocy poleciałem znowu. Ten miesiąc był już czasem pracy z dziećmi w szkole, odwiedzin w domach Kenijczyków, zakupów, pomocy i uczestniczenia w codziennym życiu misji. – Najbardziej potrzebna jest żywność, a także łóżka i materace, produkowane przez miejscowych rzemieślników – mówi wolontariusz.

Spotkał się z ogromną radością wszystkich obdarowanych. Dzieci skrzętnie chowały nowe długopisy, ołówki, zeszyty i gumki, żeby były piękne „na nowy semestr”. Na pożegnanie obdarowały Błażeja wzruszającymi listami z obietnicą modlitwy za niego i wszystkich dobroczyńców, których reprezentował. Już dziś wie, że do Chuka i Laare wróci – czekają tam na niego siostry, duszpasterze i jego maluchy. Poleci do nich w czasie zimowych ferii.

Teraz wciąż popularyzuje wśród znajomych adopcję na odległość, odpowiada na wszystkie związane z nią pytania. Postanowił także zorganizować zbiórkę pieniędzy na portalu zrzutka.pl.

Szczegóły, w tym także filmik z Peterem, można znaleźć na: bielsko.gosc.pl i facebookowym profilu Błażeja Jaszczurowskiego. Można się z nim także kontaktować telefonicznie: 696 492 514.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Autopromocja