[Nie] mieć dzieci i nie zwariować

W Polsce - jak mówią statystyki - co piąta para boryka się z problemem niepłodności. Nikt nie wie, dlaczego aż tak dużo List, 12/2008



To kwestia zaledwie kilku godzin w cyklu miesięcznym kobiety, kiedy w ogóle może dojść do zapłodnienia. Człowiek tak naprawdę nie ma nad tym procesem władzy i - jak mówi Wanda Półtawska - miejmy nadzieję, że nigdy w pełni nie będzie jej miał. W przeciwnym razie dziecko zacznie być traktowane utylitarnie, stanie się kimś chcianym na zawołanie albo niechcianym.

Ale przecież powinniśmy być odpowiedzialni i nie decydować się na poczęcie następnych dzieci, jeśli z jakichś względów nie będziemy mogli im zapewnić właściwej opieki.

Zgadza się. Kościół także mówi o tym, że każdy ma rozumnie ocenić swoje możliwości przyjmowania i wychowania dzieci. Każdy może uznać, że z określonych względów w jakimś okresie życia nie chce poczynać kolejnych. Ważne jest, aby jednak myśleć o rodzicielstwie z hojnością serca, trochę bardziej na plus niż na minus, żeby z góry nie ograniczać swojej miłości na przykład do jednego dziecka.

Kościół odrzuca jako nieetyczne pewne metody leczenia niepłodności. W przypadku in vitro nie do zaakceptowania jest kwestia „nadliczbowych" zarodków, które są zamrażane. Czy gdyby ograniczono liczbę zarodków do jednego, problem by znikł?

Kościół daje zielone światło wszystkim etycznym sposobom rozwiązywania problemu bezdzietności. Jeżeli medycyna opracuje taką metodę, która będzie do zaakceptowania pod względem etycznym, to bardzo dobrze. Nie można jednak pozwalać na eksperymentowanie na ludziach czy powoływanie jednego życia kosztem drugiego.

Zresztą w przypadku metody in vitro sprzeciw nie dotyczy tylko „nadliczbowych" zarodków, ale także tego, że jest to w jakimś sensie produkcja ludzi. Kościół domaga się, aby poczęcie było zawsze wpisane w miłość mężczyzny i kobiety. Granicą, która to określa, jest zdolność do współżycia seksualnego. Jeśli ktoś takiej zdolności nie ma, to wydaje się, że nie ma powołania do posiadania dzieci biologicznych.

Dlaczego ta „techniczna" strona stanowi tak wielką przeszkodę dla Kościoła? Przecież chodzi o pomoc cierpiącym małżonkom?

Oddanie poczęcia dziecka w ręce ludzi, którzy mogą pracować z różną motywacją, to nie taka błaha sprawa. Znam małżonków, którzy zrozpaczeni z powodu niemożności zajścia w ciążę, postanowili skorzystać z metody in vitro. Kiedy zaczęli rozmawiać z lekarzami o poczęciu w próbówce i usłyszeli język, jakim oni się posługują, zrezygnowali.

Język bardzo suchy, techniczny: „Ten się wybierze, te się wyrzuci, a te zostawi w razie czego". Kobiety decydujące się na sztuczne zapłodnienie przechodzą intensywną kurację hormonalną, czego efektem są często ciąże mnogie. Przyszła do mnie kiedyś pewna para, która poddała się zabiegowi in vitro. W łonie kobiety zamiast jednego czy dwóch zarodków rozwinęły się cztery.

Lekarze, którzy podchodzili do sprawy czysto technologicznie, orzekli, że ta czwórka nie może rozwijać się prawidłowo, dlatego dwa zarodki trzeba usunąć. Podjęli próbę aborcji dwójki spośród czwórki żyjących i... spowodowali poronienie wszystkich. Małżonkowie przyszli do mnie z ogromną traumą. Jedyne, co mogłem zrobić, to zapłakać razem z nimi.

Z drugiej strony z badań wynika, że prawie 70% ciąż ronionych jest naturalnie w pierwszych tygodniach po zapłodnieniu. Najczęściej kobiety nie wiedzą nawet, co się stało. Jest też wiele małżeństw, które świadomie przeżyły stratę nienarodzonego dziecka. Dlaczego Bóg do tego dopuszcza?

Mam głębokie przekonanie, że w płaczu rodziców słychać płacz Boga. Ból rodziców po stracie dziecka jest w jakimś sensie zapisem bólu Boga płaczącego nad grzechem i niedoskonałością tego świata. Nie należy szukać winy w Bogu za konkretną śmierć, tak jak nie należy szukać w Nim winy za jakiekolwiek zło na świecie.





«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama