Relacje bez z@sięgu

– Smartfon sam w sobie nie jest niczym złym. Tylko jego niekontrolowane używanie może prowadzić do poważnych konsekwencji – mówi dr Wojciech Glac, neurobiolog.

Najstarsza córka pana Jarka – Róża – od pierwszej klasy co jakiś czas mówiła, że chciałaby dostać telefon. – Dość szybko doszliśmy z żoną do wniosku, że nie damy jej go ot tak, tylko w momencie, kiedy będzie jej naprawdę potrzebny – mówi Jarek Kania, ojciec i autor bloga Ojcowska Strona Mocy. W domu państwa Kaniów ta potrzeba pojawiła się w zeszłym roku.

– Róża poszła do trzeciej klasy i zdecydowaliśmy, że do szkoły będzie chodzić i wracać sama. I właśnie wtedy uznaliśmy, że telefon bardzo się przyda do komunikacji – mówi ojciec.

Na moment wręczenia pierwszego smartfona wybrali ostatnie tygodnie sierpnia, żeby córka miała czas oswoić się ze swoim nowym telefonem. – Nie przeprowadziliśmy żadnego sensownego szkolenia, powiedzieliśmy tylko: „Używaj mądrze i nie za dużo”. I to było bez sensu – opowiada pan Jarek. Bardzo szybko przekonali się, że Róża nie rozstaje się ze swoim smartfonem. Trzeba było uporządkować zasady.

– Tak zaczęła się nasza rodzinna potyczka z technologią. Pierwszym krokiem było sprawdzenie, ile ja i żona korzystamy z telefonów i w jakim celu. Okazało się, że dość często sięgałem po swój smartfon bezwiednie, a nie po to, żeby zadzwonić albo sprawdzić maila. Zdałem sobie sprawę, że daję zły przykład – mówi ojciec.

Zaczęli wprowadzać domowe zasady korzystania ze smartfonów. – Stanęliśmy wówczas przed pytaniem: „Od czego zacząć?”. Bo o ile nasi rodzice nauczyli nas, jak mówić, chodzić czy jeść, to w przeważającej większości nie przekazali nam wiedzy korzystania ze smartfonów, bo gdy byliśmy mali, to po prostu ich nie było. Ekspresowy rozwój technologii cyfrowych przerwał pętlę pokoleniową, bo umiejętność korzystania z telefonu zdobywaliśmy [pokolenie 30-latków – przyp. red.] stopniowo, wraz z wiekiem, a na dodatek to najczęściej my byliśmy nauczycielami zaawansowanych cyfrowych technologii dla naszych rodziców – wyjaśnia bloger.

Zadali sobie również pytanie: „Do czego używamy swoich telefonów?”. – Ponieważ to, jak i do czego wykorzystujemy smartfona, będzie wzorem dla dziecka. Więc jeżeli cały czas wpatrujemy się w ekran – sprawdzamy Facebooka, odpalamy jakieś aplikacje, gramy, dziecko – otrzymując swój telefon – skopiuje wzorzec zachowań – wyjaśnia pan Jarek. Badania przeprowadzone przez Fundację Dbam o Mój Z@sięg i Uniwersytet Gdański na grupie 22 tys. uczniów pokazują, że młodzi ludzie w Polsce zaczynają korzystać ze swoich własnych smartfonów w wieku 10 lat. W dużych miastach to nawet 7–8 lat. – Ta średnia inicjacji smartfonowej się obniża. Należy się spodziewać, że za kilka lat dzieci własne telefony komórkowe będą miały w wieku 5–6 lat – mówi dr Maciej Dębski, prezes Fundacji Dbam o Mój Z@sięg i pracownik Uniwersytetu Gdańskiego.

Dane pokazują również, że w ponad 60 proc. polskich domów nie istnieją żadne zasady korzystania z telefonów komórkowych oraz internetu – 35 proc. rodziców nigdy nie rozmawiała z dziećmi na temat szkodliwości nadmiernego korzystania z telefonu komórkowego. – To sprawia, że dzieci wchodzą w przestrzeń online nieświadome, osamotnione i robią głupie rzeczy – mówi M. Dębski.

Dodaje jednocześnie, że od kiedy pojawiły się smartfony, a internet stał się mobilny, wykształciła się grupa osób – nie są to tylko dzieci czy młodzież, ale również dorośli – która jest związana ze swoimi smartfonami nicią lojalności. Dlatego M. Dębski przestrzega, aby nie dawać dziecku telefonu komórkowego na prezent. – Może się wydawać, że to dobry pomysł, ale jest wprost przeciwnie, ponieważ jeszcze bardziej uwydatniamy tę dziwną więź między użytkownikiem a smartfonem. I zamiast podkreślenia wyjątkowości na przykład I Komunii Świętej, podkreślamy wyjątkowość telefonu komórkowego, bo dziecko otrzymuje go w przełomowym dla siebie momencie życia – tłumaczy M. Dębski.

J. Kania przekonuje, że najlepszą okazją do wręczenia pierwszego telefonu jest jej brak. – Gdy dziecko otrzyma smartfona w prezencie komunijnym, świątecznym czy urodzinowym, będzie z nim emocjonalnie związane. Spowodować to może, że wszelkie próby powstrzymania go przed niekontrolowanym używaniem mogą zostać odebrane jako brutalne ograniczenie jego praw do swojej własności – mówi J. Kania. Ojciec namawia, aby telefon potraktować jako narzędzie użytkowe, przekazać go dziecku bez zbędnych fajerwerków i od razu ustalić zasady korzystania z urządzenia. Rodzina Kaniów stworzyła w mieszkaniu miejsce, gdzie w ciągu dnia, a także w nocy leżą telefony. – To sprawiło, że smartfona nie ma w kieszeni i trudno bezwiednie po niego sięgnąć. Nie leży również na biurku, gdzie Róża odrabia lekcje, a także przy łóżku, co spowodowało, że trzeba było kupić budzik – śmieje się ojciec.

Kolejnym krokiem w rodzinnych potyczkach z technologią było stworzenie kontraktu telefonicznego. Podpisali go rodzice oraz córka. – To nie jest narzędzie kontroli i opresji dziecka, ale potwierdzenie zasad, które wspólnie ustaliliśmy. Pierwsza i najważniejsza to ta, że Róża może zawsze do nas przyjść. Jeżeli namiesza coś w telefonie, odpali stronę, której nie powinna, dostanie wiadomość, której nie zrozumie. Zawsze i w każdej sytuacji jesteśmy do jej dyspozycji. Nie po to, żeby wyznaczać kary, ale żeby pomóc – wyjaśnia pan Jarek. Takie podejście to wynik bliskiej i szczerej relacji w rodzinie.

Jak podkreśla M. Dębski, we wchodzeniu w świat mediów cyfrowych potrzebna jest równowaga. – Kluczowa jest relacja. Badania prowadzone przez fundację pokazują, że 2–3 proc. młodych między 12. a 18. rokiem życia to osoby „przyklejone” do smartfonów. Nazywa się ich fonoholikami, których z uzależnienia wyciągnąć można tylko przez terapię – mówi prezes. Wymienia 5 czynników, które „przykleją” dzieci do mediów cyfrowych: niski wiek inicjacji smartfonowej, nieograniczony dostęp do internetu, nuda, brak zasad w domu i kiepskie relacje z rodzicami. I dodaje, że za większość tych czynników są odpowiedzialni rodzice.

– To oni rozwijają w dziecku pasje, hobby, zainteresowania. Ich obowiązkiem jest stworzenie relacji z dziećmi, mają również za zadanie budowanie więzi opartej na bliskości, codziennych rytuałach. Są liderami tworzenia zasad odpowiedzialnego korzystania z mediów cyfrowych, ale niestety doświadczenia fundacji, szczególnie szkoleniowe, pokazują, że rodzice nie spędzają z dziećmi czasu, często ich nawet dobrze nie znają – mówi.

M. Dębski wyjaśnia również, że jeśli w przypadku młodej osoby zaistnieje sytuacja, w której skumulują się wszystkie wymienione wyżej czynniki, najpewniej dojdzie do uzależnienia. – To nie jest tak, że media cyfrowe niszczą więzi, bo one najczęściej były już wcześniej nadwątlone. Jeśli rodzicowi uda się wychować dziecko, które mówi: „dzień dobry”, „przepraszam”, „dziękuję”, które w komunikacji miejskiej wstanie i ustąpi miejsca, które będzie wiedziało, że cokolwiek się dzieje, zawsze może liczyć na wsparcie rodziców, to bardzo rzadko tak dobrze wychowana osoba będzie hejterem, stalkerem czy patostreamerem. Nie oczekujmy od dzieci pozytywnych zachowań w sieci, kiedy są one zaniedbane emocjonalnie, opuszczone psychicznie – wyjaśnia M. Dębski.

Dr Glac, neurobiolog z „EduPlus – pozytywna energia w edukacji”, podkreśla, że niekontrolowany dostęp do cyfrowych technologii może mieć zgubne konsekwencje na właściwy rozwój dziecka. – One dają wysoki i łatwy w dostępie poziom rozrywki. Wyniki badań pokazują, że doświadczenia płynące z rozrywki dostarczanej przez smartfona nasz mózg ocenia przez pryzmat czegoś, co nazywamy „nagrodą”, czyli czasem subiektywnej satysfakcji. Istnieje również pojęcie „nieuświadomionej nagrody”, którą nasz mózg czerpie niezależnie od naszej woli – ocenia atrakcyjność tego, czego doświadczamy, a to natomiast kształtuje nawyki i nasze wybory w przyszłości – wyjaśnia.

– Jeżeli mózg młodego człowieka, który dopiero zdobywa doświadczenia, będzie kojarzyć rozrywkę tylko ze smartfonem, to istnieje duża szansa, że chcąc przyjemnie spędzić czas, będzie odruchowo sięgać po telefon. Ten automatycznie wykształcony nawyk – niekontrolowany – może prowadzić do uzależnienia – mówi W. Glac.

Neurobiolog sugeruje, że aby zapobiec takiemu scenariuszowi, należy zapewnić dziecku dostęp do doświadczeń niezwiązanych z technologią cyfrową. – Smartfon sam w sobie nie jest niczym złym, w końcu jest dostępny i czemu mielibyśmy sobie odmawiać tej nagrody – przyjemności? Tylko chodzi o to, że nasz mózg lepiej się rozwija i funkcjonuje, kiedy mamy różnorodne doświadczenia, bo wzbogacamy się o wiedzę i umiejętności. To daje nam większe możliwości, a w przypadku młodych ludzi – lepszy start w dorosłe życie – podkreśla. M. Dębski apeluje, by zacząć od siebie.

– Dajmy dobry przykład i odłóżmy nasze telefony – pójdźmy na plac zabaw albo usiądźmy i porozmawiajmy z dzieckiem twarzą w twarz, bo ono, w każdym wieku, potrzebuje bliskości – mówi.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.