Przez pokolenia uczono nas, żeby nie wtrącać się w sprawy domowe. Zmieniliśmy prawo, ale nie nawyki
Prof. Magdalena Grzyb, kryminolożka z UJ, powiedziała PAP, że ofiary przemocy nie odchodzą od swoich oprawców, ponieważ wciąż brakuje im systemowego wsparcia. Mechanizmy kontroli, wstydu i milczenia sprawiają, że latami nie szukają pomocy, a sprawcy pozostają bezkarni.
Film "Dom dobry" ponownie otworzył rozmowy o przemocy domowej. Prof. Magdalena Grzyb z Uniwersytetu Jagiellońskiego podkreśla, że przemoc nie jest marginesem ani zjawiskiem zarezerwowanym dla "patologii", lecz elementem zwykłej, codziennej rzeczywistości. Jej źródła leżą zarówno w kulturze, jak i w relacjach władzy, które wciąż pozostają niewidoczne dla otoczenia.
Ekspertka w rozmowie z PAP podkreśliła, że przemoc domowa nie rozgrywa się w ciemnych piwnicach, lecz "w salonie, przy stole, w rodzinach, które na zewnątrz wyglądają normalnie". Jak stwierdziła, film Wojciecha Smarzowskiego "Dom dobry" nie przerysowuje rzeczywistości, lecz pokazuje ją bez pudrowania. - Przemoc to nie margines. To mechanizmy milczenia, wstydu i usprawiedliwiania, które wszyscy znamy - dodała.
Jej zdaniem przemoc domowa jest zjawiskiem silnie zróżnicowanym płciowo. Choć - jak zaznaczyła - "bić mogą jedni i drudzy", to mężczyźni częściej sięgają po przemoc fizyczną i seksualną, a kultura wciąż daje im większe przyzwolenie na użycie siły. - To nie znaczy, że kobiety nigdy nie stosują przemocy. Ale skutki są inne: mężczyzna ma większy potencjał fizycznego zniszczenia drugiej osoby - wskazała.
Zaznaczyła też, że kobiety, które zabijają partnerów, robią to zwykle dopiero po latach doświadczania przemocy. - W aktach sądowych widać, że działały z desperacji, by przeżyć. Nie z nienawiści - podkreśla. Jednocześnie zaznaczyła, że kobiety również potrafią nadużywać swojej przewagi - emocjonalnej, psychicznej czy finansowej.
Grzyb zwróciła uwagę, że przemoc rzadko zaczyna się od uderzenia. - Najpierw pojawia się kontrola: sprawdzanie telefonu, komentowanie ubrań, ograniczanie kontaktów pod pretekstem troski. Potem izolacja i strach - wyliczyła.
Według niej czerwona lampka powinna zapalić się wtedy, gdy partner lub partnerka regularnie przekraczają granice, a druga strona zaczyna usprawiedliwiać każde zachowanie, tłumacząc je zmęczeniem czy stresem.
Częścią zjawiska jest tzw. cykl przemocy. Po wybuchu agresji następuje "miesiąc miodowy": przeprosiny, skrucha, obietnice zmiany. - Ofiary chcą wierzyć, że teraz będzie inaczej. Problem w tym, że to tylko pauza przed kolejnym atakiem - zauważyła ekspertka.
W jej ocenie społeczeństwo wciąż łatwo usprawiedliwia sprawców, tłumacząc przemoc "konfliktem" lub "trudnym charakterem". - Przez pokolenia uczono nas, żeby nie wtrącać się w sprawy domowe. Zmieniliśmy prawo, ale nie nawyki - powiedziała. Stereotypy dotyczą również mężczyzn - ci, którzy zgłaszają przemoc, często słyszą drwiny lub spotykają się z niedowierzaniem.
Prof. Grzyb podkreśliła, że ofiary nie odchodzą od przemocowych partnerów nie dlatego, że są "słabe", lecz dlatego, że brakuje im systemowego wsparcia. Kobiety często są zależne finansowo, a mężczyźni - emocjonalnie lub społecznie. - On nie zgłosi, bo kto mu uwierzy? Ona - bo wie, że nikt jej nie ochroni. To nie brak odwagi, to brak zabezpieczeń - stwierdziła.
Kryminolożka dodała, że zmiana zaczyna się od wychowania. Postuluje, by przestać uczyć dziewczynki uległości, a chłopców twardości. - Jedni i drudzy powinni wiedzieć, że mają prawo do granic. Siła nie daje prawa do dominacji - podkreśliła. Jej zdaniem dziewczynki mogłyby korzystać z lekcji samoobrony, a chłopcy - z nauki panowania nad emocjami i szacunku dla odmowy.
Choć - jak przyznała - nie ma pewności, czy przemoc kiedykolwiek zniknie z domów, wierzy, że każdy gest sprzeciwu ma znaczenie. - Każde "nie" wobec przemocy - sąsiada, kolegi, celebryty, polityka - to krok do przodu. Im mniej będziemy grzeczni wobec przemocy, tym szybciej przestanie być codziennością - podsumowała.
Mira Suchodolska
Od redakcji Wiara.pl
No, czy w dzisiejszych czasach uczy się dziewczynki uległości, można by polemizować...