Polska kolej dusi się frekwencyjnym sukcesem

Upały i mrozy plus rosnąca frekwencja coraz bardziej obnażają słabości polskiej kolei. Pociągów brakuje, a te jeżdżące coraz bardziej się spóźniają - czytamy w piątkowej "Rzeczpospolitej".

Gdy na początku dekady największym problemem przewoźników pasażerskich był dramatyczny spadek liczby podróżnych, których z torów wygoniła pandemia, teraz szybko rosnący popyt, zwłaszcza w sezonie urlopowym, wypełnia pociągi ponad granice możliwości. Przy niedostatecznej liczbie wagonów podróże zaczynają przypominać te z czasów PRL, gdy na popularnych trasach nie dziwił brak miejsc do siedzenia, niesprawna klimatyzacja czy nieczynne toalety. Zniechęcenie podróżnych budzi nie tylko brak miejsc w pociągach, ale także pogarszająca się punktualność - pisze gazeta.

W czerwcu koleją podróżowało ponad 39,1 mln pasażerów, o niemal 3 mln więcej niż rok wcześniej, co oznacza przeszło 8-proc. wzrost. To najwyższa czerwcowa frekwencja od co najmniej 2012 r. - podaje Urząd Transportu Kolejowego (UTK).

Ale rosnąca liczba podróżnych obnaża problemy kolei. O ile zdecydowana większość wagonów PKP Intercity i wszystkie nowoczesne elektryczne zespoły trakcyjne (np. Pendolino, Dart, Flirt) mają klimatyzację, to w upały kolej poległa. Według normy ma obniżać temperaturę o 6-8 st. względem otoczenia, ale przepełnione pociągi przy ponad 30 st. C na zewnątrz zamieniały się w piekarniki - wskazuje "Rz".

W dodatku pociągów brakuje. Sytuacja taborowa PKP Intercity poprawi się dopiero ok. 2030 r., gdy dostawy wagonów z poznańskiej fabryki Cegielskiego i pociągów hybrydowych z Newagu będą na ukończeniu, a rozpoczną się dostawy piętrowych składów Alstom - informuje gazeta.

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg