publikacja 08.12.2011 00:15
Ta akcja jak żadna inna zachęciła Polaków do aktywnego pomagania biednym. W zeszłym roku już 120 tys. rodaków przygotowało dla biednych świąteczne „szlachetne paczki”.
Agencja Gazeta/Beata Zawrzel
Tenisistki Agnieszka i Urszula Radwańskie robią zakupy do Szlachetnej Paczki w jednym z krakowskich hipermarketów 22 listopada 2011 roku
Oludziach robiących na święta „szlachetne paczki” słyszy się ze wszystkich stron. Kolega z pracy opowiada, że w 19 osób, skrzykniętych przez jego dorosłą córkę, kupują potrzebującej rodzinie lodówkę. Tę konkretną rodzinę wybrali z bazy danych na stronie www.szlachetnapaczka.pl, więc dokładnie znają jej potrzeby. Szwagier chce kupić do paczki proszek do prania w największym opakowaniu. Jakaś dziewczyna relacjonuje w internecie, że w celu skompletowania paczki poszła z mężem po pracy, o 20.30, do supermarketu. Kiedy ładowali do wózka zeszyty, obok inna młoda para wybierała piórnik. „Najpierw trochę podsłuchiwałam, ale po minucie nie miałam już wątpliwości: oni też robią PACZKĘ! Podeszłam, porozmawialiśmy, to niesamowite... Przy kasie znowu się spotkaliśmy. A panie kasjerki mówią: O, państwo też robią te paczki, już któraś osoba dziś!”.
W prezencie na przystanek
Są miejsca w Polsce, gdzie akcja średnio załapała i gdzie w internetowej bazie danych jest więcej potrzebujących, niż darczyńców. Jednak mieszkańcy m.in. Krakowa, Warszawy i Śląska weszli w to na całego. Po zakładach pracy ludzie oddają na Szlachetną Paczkę nawet swoje bony pracownicze.
Prawie 8 tys. wolontariuszy, najczęściej studentów i innych młodych ludzi, wyszukało w swojej okolicy biedne, ale uczciwe osoby, takie, którym honor często nie pozwala prosić sąsiadów o pomoc. Jest ich wokół mnóstwo. Ktoś musi tylko ustalić adresy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.