publikacja 17.01.2013 00:15
Będziesz ją kochał więcej niż rodziców... Więcej niż mnie – dziadek pokazał Romkowi Biblię. A babcia Aniela po powrocie z nabożeństwa zaczęła rozdawać Tomkowi karty.
józef wolny
To nie jest kraj dla starych ludzi – pisałem niedawno. – Zepchnięci na margines przez tych, którzy „zabierają babciom dowód”, siedzą w swych mieszkankach, ściskają w rękach piloty i zdumieni oglądają nastolatków dzielących się z nimi swą wiedzą o aborcji, wojnach, demokracji i globalnym ociepleniu. A jednak babcie i dziadkowie „robią swoje”. Snują swą opowieść o spotkaniu Najwyższego. Zazwyczaj nie widzą owoców swej pracy i godzin spędzonych na kolanach i narażeni są na kpiące spojrzenie wnuków czy ironiczne wzruszenie ramion. Owoce widać po latach. Zapraszam na wycieczkę do Tarnobrzega, Tarnowa i Krzepic. Ruszamy…
– Widzę go siedzącego w fotelu, a siebie na jego kolanach. Słyszę równy, melodyjny głos opowiadający o Adamie i Ewie, o Abrahamie i ofiarowaniu Izaaka, historię Jakuba i jego synów, dramatyczne dzieje Józefa, zakończone happy–endem, który jak każdy radosny finał w dziejach ludzkich był zarazem początkiem tragicznych nieszczęść. Potem następowała wzruszająca gawęda o niemowlęciu znalezionym w kobiałce na wodach Nilu, rozmowa z Panem w krzaku ognistym, wyjście z Egiptu, przejście przez Morze Sitowia, i tak z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień ciągnęła się ta historia zagęszczona burzliwymi przygodami i cudownymi zdarzeniami, a ponieważ dziadek, opowiadając mi dzieje biblijne, postawił warunek, że każdą jego opowieść muszę powtórzyć własnymi słowami — oto jak powtarzała się przede mną, na żywo, w błyskawicznym skrócie, tradycja ustnego przekazu. Opowiadania starca, przeplatane moimi powtórzeniami, trwały ku mojej radości przez długie, długie miesiące. Gdy teraz po wielu dziesiątkach lat czytam Świętą Księgę, wydaje mi się, że nie czytam jej, lecz słyszę głos dziadka, i wsłuchuję się z napięciem w jego glos, opowiadający mi dzieje biblijne tak, jak były opowiadane w namiotach koczującego Jakuba. Gdy malutki Roman rzucił: „Dobrze dziadku, że napisałeś tę Biblię” usłyszał: „Nie, ja jej nie napisałem”. Wyznanie to podziałało na chłopaka jak grom z jasnego nieba. „Poczułem się tak, jak wówczas, gdy przed kilkoma miesiącami, biegnąc po schodach, potknąłem i spadłem z kilku stopni, rozcinając sobie kolana i czoło – wspominał Brandstaetter – To niemożliwe! Dziadek na pewno żartuje. Trzeba zdobyć się na odwagę, spytać, a wtedy przyzna, że to żart, i umocni mnie w przekonaniu o swoim autorstwie. – Więc kto ją napisał? – spytał wnuczek. – Bóg – odpowiedział dziadek po namyśle. – Co w niej jest? – Wszystko. I wtedy stało się coś, co przedtem i potem już nigdy się nie powtórzyło. Mały Romek sprzeciwił się dziadkowi. Szlochając krzyknął: – Nieprawda. Tę książkę ty napisałeś!
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł