publikacja 17.01.2013 00:15
Z pozoru niczym się nie różnią. Zapożyczając się czy biorąc kredyt, otrzymujemy pieniądze, których akurat bardzo potrzebujemy. Ale to, u kogo się zadłużamy i na jakich warunkach, robi wielką różnicę.
jakub szymczuk
Wbanku nie jest łatwo pożyczyć pieniądze – trzeba być wiarygodnym i mieć finansowo nieposzlakowaną opinię. Bank sprawdzi, skontroluje, skalkuluje, zażąda zaświadczeń, zabezpieczeń… Formalności trwają czasami długo, a ich efekt nie jest do końca pewny. Dlatego tym bardziej kuszące mogą wydawać się oferty, których reklamy spotkamy na ulicy, w prasie, w skrzynce pocztowej: „Pożyczka w 5 minut”, „Bez formalności, na telefon”, „Chwilówka bez dochodu”, „Uczciwie 0%”, „Ekspresowa, od ręki”, „Dla każdego”. Wbrew pozorom nie jest obojętne, czy pożyczymy pieniądze od banku, czy od innej instytucji finansowej. A różnic nie należy szukać wyłącznie w tabelach opłat i prowizji. Nawet jeśli zamierzamy pożyczyć niewielką sumę, warto wiedzieć, z kim i na jakich zasadach wiążemy swoje finanse.
Co zrobić, żeby podwyższyć zdolność kredytową? Po pierwsze pozamykać debety na koncie, kredyty odnawialne, obniżyć limity kart kredytowych, zrezygnować z tych, z których nie korzystamy. Dla banku nie liczy się to, że aktualnie mamy saldo konta „na plusie”, ale to, jak duży możemy zrobić na nim debet, jak bardzo zadłużyć się na kartach. Jeśli to możliwe, spłaćmy pomniejsze kredyty zaciągnięte np. na zakup towarów na raty. Jednak w przypadku, gdy nadal mamy zbyt małą zdolność kredytową, warto pomyśleć o wydłużeniu okresu spłaty, przez co miesięczne raty będą mniej obciążały nasz budżet. Banki są wymagające wobec przyszłych kredytobiorców i prześwietlają ich finanse na wylot. Wszystko po to, żeby do minimum zmniejszyć ryzyko sytuacji, kiedy klient nie będzie w stanie spłacić długu. Dzięki niskiemu odsetkowi tzw. złych kredytów banki mogą pożyczać stosunkowo tanio. W instytucjach prowadzących pod tym względem mniej restrykcyjną politykę, a nawet reklamujących „pożyczki bez dochodu”, ryzyko niespłaconych długów jest duże, a więc pożyczanie jest drogie.
Zazwyczaj jest niewysoka i możemy ją wydać na co chcemy. Nie musi być oprocentowana, chociaż oczywiście za pożyczkę bankową lub wziętą z firm pożyczkowych zapłacimy odsetki. W tych ostatnich mogą być one wysokie, a oprócz nich czeka nas wiele dodatkowych opłat, które w sumie czynią pożyczkę niezwykle kosztowną. Zanim więc zdecydujemy się na pozabankowy dług, musimy szczególnie uważnie zapoznać się z jego warunkami, przeczytać umowę i inne towarzyszące jej dokumenty. Zdarza się, że pożyczkodawcy w sposób zawoalowany mówią w nich o niektórych kosztach, obowiązkach pożyczkobiorcy lub przemycają niekorzystne dla niego zapisy. Warto więc dopytać, poprosić o wyjaśnienie, doprecyzować, żeby z pełną świadomością decydować o swoich finansach. Łatwiej o kredyt? Po kryzysie z lat 2007–2009 banki przestały hojnie rozdzielać kredyty i zaczęły bardziej krytycznie przyglądać się występującym o nie klientom. Zgodnie zresztą z sugestiami KNF, która w 2010 r. rekomendacjami T i S zalecała zaostrzenie polityki kredytowej. To oznaczało, że trudniej uzyskać kredyt konsumencki (kiedy staramy się o taki kredyt, suma wszystkich obciążeń nie może przekroczyć połowy dochodów kredytobiorcy lub 65 proc. – w przypadku zarabiających powyżej średniej krajowej) oraz mieszkaniowy (wówczas zdolność kredytową liczy się maksymalnie na 25 lat, co podwyższa miesięczne raty). To być może jeden z powodów – obok spowolnienia gospodarczego – dla którego banki i SKOK-i pożyczają coraz mniej: w III kwartale ubiegłego roku udzieliły 21,2 proc. kredytów konsumpcyjnych mniej niż przed rokiem i o 14 proc. mniej kredytów mieszkaniowych. Zdaniem BIK popyt na pożyczki wcale nie zmalał. Po prostu ci, którzy z powodu zaostrzonych kryteriów, nie dostali kredytu w banku, stają się klientami firm pożyczkowych. Dlatego też KNF pracuje nad złagodzeniem rekomendacji T i S, co ma ułatwić dostęp do kredytów. Banki bardziej elastycznie będą podchodziły do zdolności kredytowej klientów, doceniając tych, którzy są już ich sprawdzonymi partnerami. Niektóre będą mogły też pożyczać „na oświadczenie”. W odniesieniu do kredytów hipotecznych zdolność kredytowa ma być liczona w stosunku do faktycznego okresu kredytowania, na czym skorzystają osoby planujące spłatę w dłuższym niż 25-letnim okresie. Z drugiej jednak strony biorący kredyty mieszkaniowe będą musieli wykazać się wkładem własnym – docelowo 20-procentowym. Więcej o ekonomii na stronie www.nbp.pl. Zainteresowała Cię treść artykułu? Podziel się z najbliższymi! Zaproś ich do odwiedzenia strony www.gosc.pl/Budzet_pod_lupa, gdzie zamieszczamy kolejne odcinki cyklu „Domowy budżet pod lupą”. Weź udział w ankiecie internetowej dotyczącej tego cyklu, możesz wylosować jeden z 10 upominków. Uwaga! Konkurs! Przeczytaj uważnie tekst z cyklu „Domowy budżet pod lupą” i rozwiąż krzyżówkę zamieszczoną na str. 12 tego wydania „Gościa Niedzielnego”. Nagrody czekają!
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł