Papież rodziny o rodzinie

ks. Tomasz Jaklewicz

GN 20/2014 |

publikacja 15.05.2014 00:15

Franciszek określił św. Jana Pawła II mianem „papież rodziny”. Papież Polak poświęcił rodzinie ogromny cykl katechez, setki homilii, List do rodzin, adhortację „Familiaris consortio”. to nauczanie powinno być punktem wyjścia dla dzisiejszej debaty.

Jan Paweł II zawsze żył sprawami rodziny. W 1999 r. odwiedził niespodziewanie wielodzietną rodzinę na Mazurach ARTURO MARI /afp/east news Jan Paweł II zawsze żył sprawami rodziny. W 1999 r. odwiedził niespodziewanie wielodzietną rodzinę na Mazurach

Ojciec święty zadał całemu Kościołowi temat małżeństwa i rodziny. Jest nad czym myśleć, jest o co się modlić, jest o co walczyć. „Oczekuje się od nas uznania, jak pięknie, prawdziwie i dobrze tworzyć rodzinę, być dziś rodziną; jak bardzo jest ona niezbędna dla życia świata, dla przyszłości ludzkości. Oczekuje się od nas, byśmy uwydatnili wspaniały plan Boga w odniesieniu do rodziny i dopomogli małżonkom w radosnym wprowadzaniu go w życie we własnej rzeczywistości, wspierając ich w tak wielu trudnościach” – mówił Franciszek, rozpoczynając obrady kardynałów zebranych na lutowym konsystorzu. Jesienią czeka nas synod biskupów, który podejmie temat. Trwają przygotowania do obrad. Watykan opracowuje wyniki ankiet, które nadesłały episkopaty poszczególnych krajów.

„Familiaris consortio” jako klucz do biblioteki

Uwaga mediów zafiksowała się na problemie udzielania Komunii osobom żyjącym w drugim związku bez sakramentalnego małżeństwa. Kard. Walter Kasper na prośbę papieża podjął to zagadnienie w wykładzie na konsystorzu. Opowiedział się za poluźnieniem kościelnej dyscypliny, powtarzając potem swoje tezy w wywiadach. Nie wiem, czy było to roztropne. Kilku innych hierarchów odniosło się krytycznie do stanowiska Kaspera. Każdy spór podgrzewany jest od razu przez media, które oczekują od Kościoła przede wszystkim tzw. modernizacji, czyli liberalizacji nauczania. Nacisk kładzie się na obniżenie poprzeczki wymagań moralnych. Misją Kościoła nie jest dostosowywanie się do świata, ale wierność Ewangelii, bycie solą i światłem. Największym wyzwaniem jest dzisiaj ukazanie, z nową świeżością, Dobrej Nowiny o małżeństwie i rodzinie oraz obrona małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety. Ta oczywista prawda została bowiem dziś zakwestionowana. Tu kryje się niebezpieczeństwo niszczenia rodziny u samych jej fundamentów. To jest aktualnie najbardziej palący problem. Adhortacja „Familiaris consortio” jest dokumentem najwyższej dogmatycznej rangi poświęconym rodzinie, który zostawił nam Jan Paweł II. Oczywiście jego nauczanie na ten temat obejmuje mnóstwo innych tekstów, zwłaszcza genialny cykl katechez poświęcony teologii ciała. Niemniej jednak „Familiaris consortio” można uznać za klucz do potężnej biblioteki papieża rodziny. Dokument był owocem pierwszego synodu biskupów pod przewodnictwem Jana Pawła II, który odbył się jesienią 1980 roku. Ogłoszony został 22 listopada 1981 r. Minęło więc ponad 30 lat.

Tu i ówdzie pojawiły się głosy, że to już dokument „przestarzały”. „Kto twierdzi, że jego tekst się zdezaktualizował, ten go nie czytał” – stwierdził niedawno kard. Carlo Caffarra, wieloletni szef Papieskiego Instytutu im. Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną. Owszem, pojawiły się nowe problemy, ale stare zagrożenia wymienione w dokumencie nie zniknęły, a wręcz przybrały na sile. „Familiaris consortio” powinno być punktem wyjścia dla dzisiejszej debaty. W Kościele, jak przypominał często papież Benedykt XVI, konieczna jest zawsze hermeneutyka ciągłości, a nie zerwania. Wybieram kilka wątków jako zachętę do lektury całości.

Skażone pojęcie wolności

Pierwsza część adhortacji poświęcona jest diagnozie sytuacji rodziny w dzisiejszych czasach. Jan Paweł II przyznaje, że cenną pomoc w wyrobieniu sądu o sytuacji rodziny stanowią badania socjologiczne i statystyczne oraz uważne wsłuchiwanie się w głosy wiernych obdarzonych tzw. zmysłem wiary. Ale przypomina także, że ów „nadprzyrodzony zmysł wiary nie polega wyłącznie i koniecznie na wspólnym odczuciu wiernych. Kościół, idąc za Chrystusem, naucza prawdy, która nie zawsze jest zgodna z opinią większości”. To ważna uwaga w kontekście wyników przedsynodalnej ankiety, które wskazują na słabe utożsamienie się wiernych z wymogami moralnymi Kościoła. Owszem, kwestionowanie nauczania, dotyczącego na przykład antykoncepcji, powinno pasterzom dawać do myślenia, ale nie oznacza to automatycznie konieczności rewizji tego nauczania. O nauczaniu Kościoła nie decyduje opinia większości katolików, ale prawda. Nie zapominajmy, że większość nie zawsze ma rację. Większość może błądzić. Większość wołała, że woli Barabasza zamiast Chrystusa. Jan Paweł II wskazywał na wiele zjawisk zagrażających rodzinie, np. błędne pojmowanie niezależności małżonków we wzajemnych odniesieniach, wzrastająca liczba rozwodów, plaga przerywania ciąży, utrwalanie się mentalności przeciwnej poczęciu nowego życia itd. Tę listę niestety dziś trzeba wydłużyć. Ale aktualna pozostaje diagnoza dotycząca źródła tych negatywnych zjawisk. Jest nim, zdaniem papieża, „skażone pojęcie i przeżywanie wolności rozumianej nie jako zdolność do realizowania prawdziwego zamysłu Bożego wobec małżeństwa i rodziny, ale jako autonomiczna siła, utwierdzająca w dążeniu do osiągnięcia własnego egoistycznego dobra, nierzadko przeciwko innym”. Chora wizja wolności leży u podstaw większości dawnych i nowych zagrożeń dla rodziny i małżeństwa. Jan Paweł II zauważa, że „historia nie jest po prostu procesem, który z konieczności prowadzi ku lepszemu, lecz jest wynikiem wolności, a raczej walki pomiędzy przeciwstawnymi wolnościami, czyli – według znanego określenia św. Augustyna – konfliktem między dwiema miłościami: miłością Boga, posuniętą aż do wzgardy sobą, i miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga”. W kwestii rodziny historia poszła w stronę gorszego. Europa, Ameryka oraz inne części świata uwikłały się w dziwną debatę nad samymi definicjami małżeństwa i rodziny. Niektóre państwa pod naciskiem hałaśliwych mniejszości dokonują już ich przedefiniowania. Kto dał im prawo do ingerencji w definicję instytucji, która jest pod każdym względem czymś wcześniejszym i bardziej pierwotnym od instytucji państwa? „Jeśli państwo zadecyduje, że w obliczu prawa Adam i Stefan (nie tylko Adam i Ewa) mogą »zawierać małżeństwo«, to dlaczego nie miałoby także uznać, że »małżeństwo« może obejmować Adama, Stefana oraz Ewę? Lub Adama, Stefana, Wojciecha i Franciszka? Lub Ewę, Marię i Paulinę? Czy jakąkolwiek inną konfigurację, która komuś przyjdzie do głowy” – pyta retorycznie George Weigel. Chyba nawet św. Jan Paweł II nie przewidział, że sytuacja stanie się aż tak dramatyczna na początku XXI wieku, że zakwestionowane zostaną prawdy, na których oparta jest nasza cywilizacja. To bez wątpienia jedno z najważniejszych wyzwań, przed którym stoi nadchodzący synod. Jak w debacie publicznej skutecznie obronić prawdę o istocie małżeństwa!? Nie chodzi tutaj o jakąś specyficznie katolicką prawdę religijną, chodzi o dobro człowieka jako takiego, o obronę humanizmu i rozumu, o przyszłość świata.

Rodzino, stań się, czym jesteś

„Zamysł Boży względem małżeństwa i rodziny”. W tej części papież szkicuje pozytywną katechezę. Zwraca uwagę, że małżeństwo jest podstawowym sposobem realizowania prawdy o człowieku jako o „obrazie Bożym”. Bóg jest miłością, a zatem to miłość jest podstawowym powołaniem każdej istoty ludzkiej. Jan Paweł akcentuje konieczność odkrywania autentycznej „tożsamości” rodziny. Wzywa: „Rodzino, »stań się« tym, czym »jesteś«!”. Życie małżeńskie i rodzinne jest zawsze czymś, co jest zadane do realizacji. Ono zawsze się staje, spełnia. Jak każde inne powołanie. I wszystko zależy od tego, czy człowiek podąża za prawdą wpisaną w samą istotę małżeństwa, czy też uważa, że wszystko może kształtować po swojemu w imię wolności, bez liczenia się z innymi. Trzecia, najobszerniejsza, część dokumentu poświęcona jest czterem podstawowym zadaniom rodziny. Są to: 1/ tworzenie wspólnoty osób, 2/ służba życiu, 3/ udział w rozwoju społeczeństwa, 4/ uczestnictwo w życiu i posłannictwie Kościoła. Rozwijając punkt pierwszy, papież omawia m.in. odmienne zadania kobiety i mężczyzny, podkreślając ich jednakową godność i odpowiedzialność. Rzecz bardzo istotna w kontekście gender. W punkcie drugim papież potwierdza aktualność nauczania o naturalnym planowaniu rodziny zawartą w encyklice „Humanae vitae” Pawła VI, dając jej pogłębione uzasadnienie. „Wybór rytmu naturalnego pociąga za sobą akceptację cyklu osoby, to jest kobiety, a co za tym idzie, akceptację dialogu, wzajemnego poszanowania, wspólnej odpowiedzialności, panowania nad sobą”, podkreśla Jan Paweł II. Zwraca też uwagę, że „szczególnie ważna na tym polu jest jedność osądów moralnych i duszpasterskich kapłanów. Tej jedności należy starannie poszukiwać i zabezpieczać ją, aby wierni nie doświadczali bolesnego niepokoju sumienia”. Sporo miejsca papież poświęca prawu i obowiązkowi rodziców w kwestii wychowania, także wychowania seksualnego. Kościół nie tylko, że nie jest mu przeciwny, ale wręcz je zaleca. Przede wszystkim jednak rodzicom! „Wychowanie do miłości pojętej jako dar z siebie stanowi nieodzowną przesłankę dla rodziców wezwanych do przekazania dzieciom jasnego i subtelnego wychowania seksualnego. W obliczu kultury, która na ogół »banalizuje« płciowość ludzką (…), posługa wychowawcza rodziców musi skupić się zdecydowanie na kulturze życia płciowego, aby była ona prawdziwie i w pełni osobowa: płciowość jest w istocie bogactwem całej osoby – ciała, uczuć i duszy – ujawniającym swe głębokie znaczenie w doprowadzeniu osoby do złożenia daru z siebie w miłości. Wychowanie seksualne, stanowiące prawo i podstawowy obowiązek rodziców, winno dokonywać się zawsze pod ich troskliwym kierunkiem zarówno w domu, jak i w wybranych i kontrolowanych przez nich ośrodkach wychowawczych”. Zauważmy, że to logika daru z siebie jest rdzeniem wychowania seksualnego, a nie technika szukania przyjemności, jak tego chcą liberalni seksedukatorzy, którzy pod szyldem „wychowania” przeprowadzają nieraz deprawację.

Wierność prawdzie o małżeństwie i miłosierdziu

Ostatnia część tekstu poświęcona jest duszpasterstwu małżeństw i rodzin. Papież wzywa do większego zaangażowania Kościoła zarówno w przygotowanie do małżeństwa, jak i w pomaganie na drodze trwania i rozwoju rodziny. Omawia także kilka trudnych sytuacji nieprawidłowych, które stanowią problem dla duszpasterzy. W tym miejscu pojawia się nagłośniony temat katolików żyjących bez ślubu kościelnego w nowym związku. Jan Paweł II przypomina, że Kościół nie może pozostawić tych ludzi swemu losowi. Duszpasterze powinni rozeznać sytuację i rozróżniać różne stopnie odpowiedzialności za zaistniałą sytuację. Jest bowiem różnica „pomiędzy tymi, którzy szczerze usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie porzuceni, a tymi, którzy z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo. Są wreszcie tacy, którzy zawarli nowy związek ze względu na wychowanie dzieci, często w sumieniu subiektywnie pewni, że poprzednie małżeństwo, zniszczone w sposób nieodwracalny, nigdy nie było ważne”. Papież wzywa „pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu. Niech będą zachęcani do słuchania słowa Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania dzieł miłości oraz inicjatyw wspólnoty na rzecz sprawiedliwości, do wychowywania dzieci w wierze chrześcijańskiej, do pielęgnowania ducha i czynów pokutnych, ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę. Niech Kościół modli się za nich, niech im dodaje odwagi, niech okaże się miłosierną matką, podtrzymując ich w wierze i nadziei”. Jednocześnie Jan Paweł II potwierdza praktykę Kościoła, opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do Komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. „Nie mogą być dopuszczeni do Komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa”. Warto zwrócić uwagę na ten motyw. Wiele małżeństw, zwłaszcza w kryzysie, słuchając medialnych doniesień o trwającej debacie, pyta o to, czy warto dalej walczyć o swój zagrożony związek. Ich motywacja zostaje jakoś osłabiona. Zwrócił uwagę na ten fakt niedawno kard. Ca- ffarra. Zauważył on, że w postulatach kard. Kaspera przemilcza się pytanie dotyczące pierwszego małżeństwa. „Jeśli Kościół dopuściłby po pokucie rozwodników do sakramentów, to tym samym legitymizowałby drugi związek. Ale co z pierwszym związkiem? Okazałoby się, że Kościół w pewnych sytuacjach dopuszcza pozamałżeńskie pożycie seksualne. A jeśli tak, to dlaczego nie rozciągnąć tego na wolne związki czy pary homoseksualne?”, pyta kardynał, słusznie ostrzegając przed możliwymi konsekwencjami liberalizujących tendencji. Jan Paweł II przypomina, że Kościół zachowuje wierność Chrystusowi. Chodzi o wierność dwóm prawdom: prawdzie o małżeństwie i prawdzie o miłosierdziu Boga. „Kościół z ufnością wierzy, że ci nawet, którzy oddalili się od przykazania Pańskiego i do tej pory żyją w takim stanie, mogą otrzymać od Boga łaskę nawrócenia i zbawienia, jeżeli wytrwają w modlitwie, pokucie i miłości”. Kościelna debata o rodzinie nie powinna się przeradzać w spór o dziedzictwo Jana Pawła II. Jego nauczanie o małżeństwie nie uległo przedawnieniu. Na ten fakt wyraźnie wskazał Franciszek, ogłaszając Jana Pawła II patronem aktualnej debaty o rodzinie. To prawda, że pojawiły się nowe zagrożenia, na które Kościół musi odpowiedzieć. Wśród nich można wymienić konieczność jasnego stanowiska wobec ideologii gender, zwłaszcza dokonanie rozróżnienia między słuszną zasadą równouprawnienia kobiet i mężczyzn a poglądami o całkowitej „plastyczności” płci. Skoro na przykład w Hiszpanii mężczyzna może iść do urzędu i podpisać oświadczenie, że od dziś jest kobietą (bez żadnych zabiegów chirurgicznych!), to mamy do czynienia z absurdem usankcjonowanym przez państwo. Kościół musi dziś wciąż od nowa tłumaczyć w spokojny, rzeczowy sposób, o co toczy się gra. Stawką jest przyszłość rodziny, dzieci, społeczeństwa i ograniczenie władzy państwa, które zawsze ma pokusę totalitarną. Państwo, które nie chroni rodziny, a, co gorsza, sprzyja jej niszczeniu, podcina gałąź, na której siedzi. Kościół pozostaje nadzieją, nie wiem, czy nie ostatnią. Wałem ochronnym przeciw szaleństwom tego świata.