Ciuchy krążące


Agata Puścikowska


GN 24/2014 |

Podobno wydatki na niemowlę przewyższają budżet większości polskich rodzin. Czyżby?

Agata Puścikowska Agata Puścikowska

W poradnikach dla młodych rodziców wyczytałam, że aby skompletować wyprawkę dla noworodka, potrzeba miliarda złotych… Przesadziłam? No może trochę tak. Nie potrzeba miliarda. Ale suma, którą podano jako „uśrednioną”, i tak była niebotyczna. Śpioszki – po 50 zł za sztukę. Pajace – jeszcze droższe. Nie mówiąc o innych akcesoriach bieliźniarskich, skarpeteczkach, czapeczkach i innych. A gdzie wózek, łóżeczko i cała masa naprawdę potrzebnych rzeczy?

Wymienione w artykule przedmioty, oczywiście firmowe, opiewały na sumy, za które można kupić samochód osobowy z przyczepką. Wniosek z tekstu oczywiście prosty: dzieci są drogie. Wydatki na niemowlę przewyższają budżet większości polskich rodzin. Dzieciowofinansowa załamka.

Ale zaraz, zaraz. Skoro mam piątkę dzieci i nie jestem miliarderką, to znaczy, że albo ktoś w przeczytanym artykule ostro przesadził, albo też, że nasze dzieci w niemowlęctwie były jako te bidulki, owiązane jedną zgrzebną chustką. Nic, tylko po pomoc społeczną zadzwonić…

Otóż zapewniam solennie: dzieciom nigdy niczego nie brakowało. W dodatku nie potrzebowaliśmy na wyprawki dziecięce miliarda złotych, których to pieniędzy, przypadkowo nawet, nie mieliśmy na koncie. Jak się więc udało wychować i ubrać kilkoro dzieci? Prosto, ludzko i realistycznie. Sposób na wyprawkę za normalne pieniądze jest prosty. W dodatku szeroko stosowany przez większość rozsądnych rodziców. Można ten system nazwać „krążące ciuchy”. Malutkie dzieci mają mnóstwo wad. Ale jedną z zalet jest to, że nie niszczą ubranek. Można więc ubranka ponosić, a potem komuś oddać lub pożyczyć.

Zapewniam: gdy na świecie ma się pojawić nowy człowiek, cała wyprawka do nas wróci! Niektóre rzeczy się dokupuje, część przynoszą w prezencie dobre ciocie. I tak to wśród zaprzyjaźnionych rodzin krążą torby z wyprawkami. Dzieci rosną, ciuszki idą do kolejnych dzieci. A niemowlaki wyglądają tak samo ślicznie w ubrankach „pożyczonych” jak i własnych (zakupionych za wielkie, rodzicielskie pieniądze). Podobnie, choć nie na tak dużą skalę, jest z łóżeczkami czy wózkami.

Krzywdę robimy dzieciom, że nie mają ciuchów za miliard złotych? A może kompleksów się nabawią, biedniutkie, bo mama w niemowlęctwie nie kupiła wózka z odrzutowym napędem? Spokojnie, dzieci są szczęśliwe, kochane i zadbane. Nie czytają gazetek dla (naiwnych) rodziców.