publikacja 17.04.2015 06:00
Tylko Bóg zna imię tego dziecka. Ale Ty możesz je uratować. Dziecko zagrożone aborcją czeka na Twoją modlitwę. Duchową adopcję nienarodzonych podjęło już setki tysięcy osób na całym świecie. Ocalonych mogą być miliony. A wszystko zaczęło się „przez” pewnego Polaka…
Canstockphoto, MONTAŻ STUDIO GN
Dwa miliardy poczętych dzieci zabito w ciągu ostatnich 50 lat w skali globu. To jedna trzecia ludzkości. Dane te podaje Human Life International, największa w świecie organizacja zajmująca się ochroną życia. Przy czym liczba ta dotyczy jedynie oficjalnie dokonanych aborcji chirurgicznych, te „w podziemiu” i farmakologiczne trudno policzyć. Przodują Chiny, gdzie w ramach „kontroli urodzeń” na przestrzeni czterech dekad dokonano 336 milionów zabójstw dzieci. Ale na szczęście również miliony zagrożonych aborcją istot ujrzały światło dzienne. Bo nieznani im ludzie adoptowali je duchowo. Stoczyli walkę w ukryciu serc na paciorkach różańca.
Niestety nie ma statystyk ocalonych. – To tajemnica Boga. Próbowaliśmy liczyć, ludzie wysyłali nam kartki do centrum adopcji duchowej na Jasnej Górze. Przychodziło ich tyle, że nie dawaliśmy rady. Ale biblijny Dawid też chciał policzyć lud Boga i mu nie wyszło! Przestaliśmy i my liczyć – śmieje się o. Stanisław Jarosz, paulin, który od początku zaangażowany jest w Dzieło Duchowej Adopcji Dziecka Zagrożonego Zagładą. – To mogą być liczby rzędu setek tysięcy, a nawet milionów ludzi rocznie modlących się za nienarodzonych. Kiedyś w Hamburgu w jeden wieczór aż 8 tysięcy osób zdeklarowało podjęcie duchowej adopcji, w Paryżu ponad 5 tysięcy – mówi Wiesława Kowalska, jedna z głównych animatorek Dzieła w świecie.
Kiedy listonosz przyniósł pierwsze paczki ze świeżo wydrukowanymi deklaracjami modlitwy za nienarodzonych do domu Milcarka, student natychmiast zaczął je rozkładać w różnych kościołach Warszawy. – Przyszli do mnie studenci ze znalezioną karteczką. Pytają, czy mogą się modlić tym tekstem i że chcieliby złożyć przysięgę – opowiada o. Stanisław Jarosz, ówczesny rektor przy Duszpasterstwie Akademickim przy Długiej. – Na początku wszystkim szło ciężko. Sam adoptowałem duchowo dziecko. Opuszczałem jednak modlitwy, nie umiałem się zmobilizować. Ale jak poprosiłem Anioła Stróża, żeby mnie budził na tę modlitwę, co rano czułem, jakby ktoś mnie szarpał. I udawało się – uśmiecha się duchowny.
Duchowa adopcja to sprawa poważna, trzeba skrupulatnie przestrzegać jej rytmu i zasad. – Jeśli ktoś opuści dzień lub kilka, a nawet tydzień modlitwy, trzeba przedłużyć 9 miesięcy o tyle dni, ile się opuściło – dodaje o. Stanisław. – Kiedyś przerwałam modlitwę. Przyśniło mi się niemowlę. Płakało i wyciągało rączkę do różańca – opowiada pani Wiesława. – Pan Bóg mnie jakby przywołał. Ale są i relacje ludzi, którzy przestali się modlić i dziwnym trafem dowiedzieli się nagle o jakiejś dramatycznej aborcji, czasem w bliskim otoczeniu… – Pan Bóg tak może wskazywać, że jeśli się angażujesz, to musi być na serio. I nie chodzi tu o poczucie winy, ale o świadomość że Bóg potrzebuje tej modlitwy. Że jej stawka jest życie.
Jak się okazuje, nie tylko nienarodzonych, ale modlących się. Czasem modlitwa ta wywraca wszystko do góry nogami. Mimo że paulini podkreślają, by nie wiązać Dzieła tylko z nimi oraz że wszędzie tam, gdzie ludzie się modlą, tam są ośrodki Dzieła, to i tak na Jasną Górę spływają tysiące świadectw: kobiety, czasem po kilku aborcjach i samobójczych próbach, odzyskują równowagę ducha, mówią o duchowej adopcji jako „leczniczym zadośćuczynieniu za ich grzechy”. Także i te po in vitro leczą dzięki temu zobowiązaniu i modlitwie rany z syndromu po tym procederze. Są i rodziny, gdzie modlitwa za nienarodzonych przynosi pokój tam, gdzie jest zamęt i domowe piekło, awantury czy alkoholizm. O. Stanisław: – To jest dzieło Boga. Bóg widzi, że jeśli się modlę tyle czasu za kogoś, kogo, nie znam, to znaczy że Bogu ufam i kocham bliźniego, że mi zależy, i oddaje dziesięciokrotnie!
Co ciekawe, na Jasnej Górze i w Warszawie są dziesiątki zdjęć nie ludzi, którzy deklarowali się modlić za poczęte dziecko, ale… ocalonych. Jak to możliwe, skoro nikt oprócz Boga nie zna imienia adoptowanego duchowo dziecka, ani jego rodziców, ani nawet kraju, w którym dziecko to się poczęło?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł