Grupa rówieśnicza, czyli… przyjaciele

Agata Puścikowska


GN 23/2015 |

Co robić, byśmy jako rodzice nie bali się tzw. grupy rówieśniczej, która staje się z roku na rok dla nastolatka coraz bardziej ważna?

Agata Puścikowska Agata Puścikowska

Czasem czyta się  lub słyszy utyskiwania rodzicielskie na tzw. wpływ grupy rówieśniczej na syna czy córkę. I naprawdę trudno się temu dziwić, jeśli owa grupa rówieśnicza ma znamiona nastoletniej grupy (niemal) przestępczej. W ogromnej większości (jednak!) nastolatkowie współcześni wcale nie aspirują do nieletniego półświatka. Naprawdę chcą mieć sensownych znajomych, którzy staną się prawdziwymi przyjaciółmi i z którymi nastoletni świat będzie się wydawać nieco mniej skomplikowany i trudny. Co zatem robić, by przyjaciele naszych dzieci prawdziwymi przyjaciółmi byli? Więcej nawet: co robić, byśmy sami, jako rodzice, względem kolegów i koleżanek naszych dzieci nie żywili wrogiego nastawienia, nie bali się tzw. grupy rówieśniczej, która staje się z roku na rok dla nastolatka coraz bardziej ważna?


Odpowiedź należy odczytywać w kontekście realiów własnej rodziny i własnego nastolatka. Jednak kilka złotych zasad warto chyba wcielać w życie. Najlepiej zacząć jeszcze przed wkroczeniem przez nasze dziecko w okres burzy i nastoletniego naporu.


Po pierwsze – rodzice powinni mieć subtelny wpływ na to, kogo i gdzie poznaje dziecko. Grupa rówieśnicza nastolatka, z którą dzieli się wspólne pasje, a którą poznaje się np. w harcerstwie czy na sensownym kółku zainteresowań, raczej nie wywiedzie na złą drogę.

Po drugie – nasz dom powinien być otwarty dla kolegów i koleżanek dziecka. Ostatnio można zaobserwować przykrą epidemię „domów-twierdz”, w których mogą przebywać tylko domownicy. Bo przecież obce dziecko, kolega czy koleżanka naszego, z pewnością zabrudzi piękną podłogę, tudzież zaburzy domowy mir. Oraz ciszę niczym w domowym grobowcu. Jeśli nie wpuścimy przyjaciół naszego dziecka do naszej przestrzeni, z pewnością dziecko poszuka sobie przyjaźniejszej przestrzeni poza domem. Na własnych warunkach.

I po trzecie (a wiąże się to z drugim): polubmy znajomych naszego dziecka. Jeśli znamy kolegów i koleżanki potomka, to istnieje szansa, że staną się i naszymi przyjaciółmi. 
Zasada przyjacielsko-rodzinna: przyjaciel mojego dziecka jest moim przyjacielem! A wtedy i grupa rówieśnicza dziecku niestraszna.