Szkoła po japońsku

Katarzyna Matejek

publikacja 15.07.2017 06:00

Rok szkolny nie wszędzie jest taki sam. Są szkoły, gdzie nauka i wychowanie sięgają poza klasy lekcyjne – na stołówkę, do kuchni, toalet. Gdzie tak jest? W Tokio.

Prof. Zytke chwali zdyscyplinowanie japońskich studentów: – Kiedy się komuś coś powie, to nie trzeba go już kontrolować, bo on wie, że to jego zadanie i to robi. Katarzyna Matejek /Foto Gość Prof. Zytke chwali zdyscyplinowanie japońskich studentów: – Kiedy się komuś coś powie, to nie trzeba go już kontrolować, bo on wie, że to jego zadanie i to robi.

W ostatnich tygodniach roku akademickiego z wizytą do słupskiej Akademii Pomorskiej przybyła grupa 6 studentów z Tokio. Uczestniczyli w wykładach o kulturze polskiej, poznawali Kaszuby, a po wizycie w Gdańsku zwiedzili także Kraków i Oświęcim. Uczyli się tańczyć poloneza i wzięli udział w warsztatach muzyki gospel w Kobylnicy. Pół roku wcześniej, 6 grudnia 2016 r., Akademia Pomorska podpisała międzyuczelnianą umowę o współpracy z tokijskim Jiyu Gakuen College, reprezentowanym przez prof. Yasuhiro Yano, byłego rektora Jiyu. Kooperację uczelni w wymianie studenckiej przyspieszyły… Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Ich uczestnik, katolik Yuta Homma, japoński student z Jiyu, tak bardzo chciał po nich jeszcze raz wrócić do Polski, że uczelnie zorganizowały dość spontanicznie pierwszą małą wymianę właśnie dla niego.

Czerwone jabłuszko

Inspiratorem kontaktów z tokijską uczelnią jest prof. Monika Zytke z Instytutu Muzyki AP, która w tym roku koncertowała w Japonii. Dzięki jej temperamentowi i ciekawości ludzi nawiązała się współpraca, która ma szansę wyposażyć słupskich studentów w nowe spojrzenie na edukację, wychowanie i kulturę. A wszystko zaczęło się od tańca jiutamai. W 2014 r. na festiwalu w japońskim Hamamatsu prof. Zytke poznała tancerzy z Tokijyo Hanasaki, którzy w nowatorski sposób łączą taniec z muzyką japońską, ale także z muzyką krajów, w których występują. Tancerzy w mig oczarowało nasze ludowe „Czerwone jabłuszko” czy „Dwa serduszka w cztery oczy”. Toteż najpierw w Warszawie, a przed rokiem we Wrocławiu można było zobaczyć układy jiutamai tańczone do tych piosenek czy do uwielbianej przez Japończyków muzyki Chopina. I to w niecodziennych aranżacjach na veeh-harfy autorstwa Moniki Zytke i przy wsparciu jej trio. Artyści zaprezentowali ten program także w Tokio. Tam właśnie narodziła się przyjaźń słupskich muzyków z tokijską uczelnią.

Bóg w japońskiej szkole

Jiyu Gakuen College to typowy dla Japonii zespół szkół, w którym uczniowie przechodzą wszystkie etapy edukacyjne: od przedszkolaka do magistra. Od publicznych szkół odróżnia ją profil – to szkoła chrześcijańska, protestancka. W Japonii istnieją też szkoły katolickie założone przez misjonarzy. Mimo że chrześcijan mieszka tam garstka – niecały procent, a katolików 0,3 proc. – szkoły te cieszą się dużą renomą. Wielu rodziców, nawet ci, którym chrześcijaństwo jest całkowicie obce, z chęcią posyła do nich swoje dzieci.

Miho Jansen, nauczycielka języka angielskiego w Jiyu, która przyjechała do Słupska, towarzysząc 6 studentom w ich wizycie na AP, przyznaje, że status szkoły chrześcijańskiej w Japonii zapewnia swobodę w praktykach religijnych. – W Jiyu cieszymy się wolnością w wyznawaniu wiary. Możemy organizować nabożeństwa, co w szkole publicznej byłoby nie do pomyślenia – wyjaśnia. Przyznaje, że w zlaicyzowanym społeczeństwie japońskim nawet w takiej szkole wyznawcy Chrystusa stanowią mniejszość tak wśród uczniów, jak i wykładowców, ale założeniem szkoły jest składanie świadectwa wiary. – Nasza wizja polega na tym, że my, którzy wierzymy w Chrystusa, stajemy się wobec niechrześcijan Jego świadkami.

Miho Jansen wie, o czym mówi, ponieważ sama przeszła drogę od niewiary do chrztu. – Kiedy sama rozpoczynałam naukę w podobnej chrześcijańskiej szkole, nie wierzyłam w Chrystusa. Dopiero później, w wieku 28 lat, przyjęłam Go jako swojego Zbawiciela – wspomina. – Ale myślę, że korzeniem mojej wiary stała się właśnie edukacja w szkole chrześcijańskiej. Dlatego mam nadzieję, że wielu naszych studentów tą samą drogą przyjdzie do Boga. 

W Jiyu jest kaplica i uczniowie jej nie omijają. Nawet ci niewierzący nie buntują się przeciw szkolnym tradycjom. Warunkiem przyjęcia do szkoły jest akceptacja jej modelu, stąd wszyscy uczniowie modlą się przed zajęciami oraz przed posiłkiem. Co więcej, nie porzucają wspólnej modlitwy nawet na obczyźnie, w Polsce.

– Są na tę sferę otwarci, nawet tutaj widzimy ich modlących się razem przed posiłkiem – zauważa M. Zytke. – Pośród tych studentów – pani Miho wskazuje na Japończyków, którzy właśnie wzięli udział w warsztatach chrześcijańskiej muzyki gospel w Kobylnicy – chyba tylko jeden jest chrześcijaninem. Cieszę się, bo słuchając waszej muzyki, patrząc na ludzi, architekturę waszych miast, czuje się przekaz wiary. Przez to doświadczenie studenci mogą poczuć Boga i przyjść do Niego. Mają przed sobą wiele lat życia, mam nadzieję, że te spotkania tutaj pomogą im zrozumieć, że Bóg istnieje. Myślę, że to jedna z większych zalet naszej podróży do waszego kraju.

Bez młotka ani rusz

Wychowanie w szkołach japońskich wykracza daleko poza samą edukację. Na uczniów czeka wiele zajęć pozalekcyjnych, a i same lekcje obejmują szerokie spektrum przedmiotów. W Jiyu Gakuen College chłopcy z pierwszej klasy gimnazjum rozpoczynają rok szkolny od zajęć w stolarni. Biorą do ręki młotek, piłę, gwoździe i każdy samodzielnie wykonuje… stolik i krzesło, z których będzie korzystał podczas lekcji. Co więcej, szkoła posiada własne gospodarstwo, toteż pracujący w nim uczniowie poznają trud pracy na roli i dowiadują się, że warzywa czy mleko nie biorą się ze sklepu. Poza tym, że szkolne zaplecze stoi na wysokim poziomie (świetnie wyposażone pracownie, sale gimnastyczne), to Jiyu – choć nie jest to szkoła o profilu muzycznym – posiada własny chór i orkiestrę. Tu każdy (amatorsko, co nie znaczy kiepsko) gra na jakimś instrumencie. Każdy potrafi tańczyć, co słupscy rówieśnicy Japończyków mogli docenić, widząc, jak szybko udało im się nauczyć polskiego poloneza.

– Przez to, że japońscy uczniowie mają przygotowanie muzyczne, nie tylko wielu z nich dobrze gra na instrumencie, ale przede wszystkim znając trud tego zajęcia, doceniają wykonawców muzyki – chwali gości z Japonii prof. Zytke. – Polacy są ubożsi o to doświadczenie.

Szanuj porządkowych

W japońskich szkołach generalnie nie ma sprzątaczek, tym zajmują się sami uczniowie. Owszem, raz na miesiąc wjeżdża do budynku szkoły firma sprzątająca, żeby umyć okna, zdezynfekować powierzchnie, ale na co dzień ze ścierką biegają uczniowie. Dzięki temu jest tam bardzo czysto, ponieważ każdy wie, że jeśli zostawi po sobie bałagan, to będzie musiał go posprzątać. – W ten sposób uczą się doceniać pracę sprzątaczy – ocenia M. Zytke. – Potem, kiedy dorastają i pracują w różnych firmach, gdzie porządkami zajmują się firmy sprzątające, okazują tym pracownikom należny szacunek.

W Jiyu uczniowie nie tylko sami sprzątają, ale także gotują. Ten college wyróżnia się pod tym względem nawet w skali Japonii. Starsi uczniowie – oczywiście pod okiem fachowca – osobiście przygotowują ciepłe posiłki, natomiast posiłki dla młodszych klas gotują rodzice (raz na trzy miesiące rodzic musi wziąć wolne z pracy, by wyręczyć w tym zadaniu syna lub córkę). Posiłki w szkole japońskiej to konieczność, ponieważ szkoły działają w systemie amerykańskim – od godz. 9 do 17.

Ciekawe są także rozwiązania w funkcjonowaniu stołówek. Na tej dla podstawówki uczniowie siedzą przy stolikach 6-osobowych – z każdego poziomu nauczania po jednym uczniu, po to, by starsi opiekowali się młodszymi. W szkole średniej stoliki są 10-osobowe, zajmuje przy nich miejsce po 5 uczniów z dwóch różnych klas i co 2 tygodnie ekipy się zmieniają. To prosty sposób na integrację szkolnej braci. Ten zupełnie inny model funkcjonowania szkoły jest według prof. Zytke bardzo inspirujący. Choćby z tego powodu uczelniana wymiana może wnieść dużo dobrego w doświadczenie polskich studentów.

Japończycy właśnie wrócili do ojczyzny, zachowując z Polski dobre wspomnienia. Za kilka miesięcy prof. Zytke w rewanżu pojedzie do Tokio ze studentami ze Słupska. Ta wizyta będzie zawierała wiele polskich akcentów, np. koncert. – Będziemy w Tokio 11 listopada, więc mamy także plan, by w jakiś sposób pokazać Japończykom nasze święto narodowe: zamierzamy wyprowadzić uczniów Jiyu na plac, nauczyć wszystkich poloneza i zatańczyć go wspólnie – mówi z błyskiem w oku prof. Zytke. Jest przekonana, że pójdzie to jak po maśle. Wszak japońscy uczniowie tańca mają… dryg? Nie, po prostu uczą się go w szkole.

TAGI: