Dwa światy, jedna fundacja

Mira Fiutak

dodane 01.06.2018 06:00

– W innych miejscach ludzie mijają się tylko na korytarzach, a tu są szczere uczucia, bo osoby niepełnosprawne nie udają – mówi o swojej pracy Natalia Świeczkowska z Torunia.

Dwa światy, jedna fundacja Mira Fiutak /Foto Gość – Możemy to robić tylko dlatego, że wierzymy w Boga, liczymy na Matkę Bożą i naszego patrona św. Brata Alberta. I nigdy się nie zawiedliśmy. Ale potrzebujemy też ludzi dobrej woli, bo tylko tak możemy zrealizować nasze dzieła – mówił prezes Fundacji im. Brata Alberta

Tak dużej pielgrzymki osób niepełnosprawnych w historii rudzkiego sanktuarium jeszcze nie było. Z różnych stron Polski 15 maja przyjechało około tysiąca osób. Była to 26. ogólnopolska pielgrzymka osób związanych z placówkami Fundacji im. Brata Alberta, która świętowała 30-lecie działalności.

Za każdym razem spotykają się w innym sanktuarium. W diecezji gliwickiej byli po raz drugi. Kilka lat temu gościli u jezuitów w Gliwicach, w parafii Matki Bożej Kochawińskiej, a spotkanie odbyło się na płycie lotniska. Chociaż można powiedzieć, że sanktuarium Matki Bożej Pokornej przeżywało prawdziwe oblężenie, gospodarze tego miejsca podkreślali świetną organizację grupy. Przy tak dużej liczbie pielgrzymów posiłki, zwiedzanie Zespołu Klasztorno-Pałacowego i poznawanie parku wokół Starego Opactwa musiało odbywać się rotacyjnie. W odnalezieniu się gościom w topografii tego miejsca pomagali wolontariusze z Rud.

Od trzeciej nad ranem w drodze

Z najodleglejszego Torunia, pielgrzymi wyruszyli w drogę już o trzeciej nad ranem. Elżbieta Paśniewska przyjechała ze swoją bratanicą Agnieszką, która mieszka z nią od 13 lat.

Jest niepełnosprawna i wymaga pomocy opiekuna, a że nie mogło być nim żadne z rodziców, pieczę tę przejęła pani Elżbieta. Niewiele wcześniej, zanim bratanica z nią zamieszkała, przeszła na emeryturę. Pogodna, bez narzekania opowiada o niełatwych sprawach. – Od 12 lat jesteśmy związane są z Fundacją im. Brata Alberta. Jesteśmy zadowolone z zajęć, na które chodzi Agnieszka. Lubi instruktorów prowadzących warsztaty. Często organizowane są różne wyjścia – do kina czy teatru, na lody albo na spacer, ale też większe wycieczki. Byłyśmy na wszystkich pielgrzymkach. Z każdej wracamy z jakąś drobnostką, którą kupuję dla Agnieszki na pamiątkę – opowiada. W tym roku jej bratanica skończy 36 lat.

– Podopieczni uczą się u nas różnych podstawowych umiejętności, a rodzice w tym czasie mogą zrobić zakupy, pójść do lekarza czy po prostu trochę odpocząć – dodaje Natalia Świeczkowska ze Środowiskowego Domu Samopomocy w Toruniu, prowadzonego przez Fundację im. Brata Alberta, który działa już 16 lat. Od tego roku jest domem nie tylko dla osób niepełnosprawnych intelektualnie, ale również psychicznie chorych.

– Bardzo ważne jest wsparcie dla rodziców i opiekunów, dlatego organizujemy dużo spotkań popołudniowych, w których biorą udział razem z naszymi podopiecznymi. Mamy kontakt telefoniczny i kiedy jest jakiś problem, staramy się ich wspierać. A nawet pomóc w załatwieniu jakiejś sprawy w ZUS-ie czy w umówieniu wizyty lekarskiej – wyjaśnia.

Podopieczni mogą przebywać w ŚDS do godziny 15.00. Jest kilka pracowni, gdzie prowadzone są różne zajęcia terapeutyczne, np. plastyczne, komputerowe, stolarskie, gospodarstwa domowego. Natalia Świeczkowska, z wykształcenia terapeuta zajęciowy, jest pracownikiem socjalnym. – Nauczyłam się bardzo dużej cierpliwości. Ta praca daje mi też ogromną satysfakcję, kiedy na koniec zajęć nasi podopieczni przychodzą podziękować albo kiedy każdy z osobna zagląda do biura, aby się przywitać. W innych miejscach ludzie mijają się tylko na korytarzach, a tutaj są szczere uczucia. Osoby niepełnosprawne nie udają, pokazują swoje autentyczne emocje. Traktują nas jak członków rodziny, niektórzy zresztą nie mają ich, więc tym bardziej jesteśmy dla nich kimś takim – opowiada.

Mój Bóg idzie przede mną

W sanktuarium Matki Bożej Pokornej z pielgrzymami spotkał się bp Andrzej Iwanecki. – Świat cierpienia przyzywa świat miłości, ale przestrzegam przed uproszczonym wyznaczaniem granic między nimi. Bo człowiek nie w pełni sprawny fizycznie może, a nawet powinien, należeć do świata miłości. A czasem ten w pełni sprawny doświadcza cierpienia. Te dwa światy mają wzajemnie sobie wiele do podarowania – powiedział do uczestników pielgrzymki, którzy zapełnili rudzką bazylikę do ostatniego miejsca.

Przypomniał, że na cierpienie nie można patrzeć jak na karę za grzechy. – Jest tajemnicą, którą trzeba ciągle zgłębiać, chociaż do końca ogarnąć jej rozumem nie potrafimy – zauważył. Zwrócił uwagę na to, że czasem jako wierzący możemy spotkać się z pytaniami stawianymi wobec ogromu cierpienia: „Gdzie jest wasz Bóg?”. – Wtedy mogę odpowiedzieć takiemu człowiekowi, że mój Bóg idzie przede mną ze swoim krzyżem i wyznacza mi drogę, rysując ślad jego belką, swoimi skrwawionymi stopami. Nie tylko idzie, ale też dźwiga mój krzyż – powiedział bp Iwanecki.

– Można i trzeba przekuć te nasze cierpienia i trudy w piękną miłość. Tak jak wasz patron, św. Brat Albert, który był wybitnym malarzem, patriotą, i tę swoją miłość do sztuki i do ojczyzny przekuł w miłość do bliźniego – dodał, wspominając, jak w krakowskim sanktuarium Ecce Homo oglądał bardzo skromne osobiste rzeczy, które zostały po Adamie Chmielowskim. – Pomyślałem wtedy, jak niewiele trzeba, żeby z natchnieniem Bożym prowadzić wielkie dzieła – zauważył.

Związani z ideą albertyńską

– Mamy misję do spełnienia wobec całego środowiska. I te dwa światy, cierpienia i miłości, zlewają się w obrębie naszej fundacji – powiedział w Rudach ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, prezes Fundacji im. Brata Alberta, którą założył z nieżyjącymi już dziś – Zofią Tetelowską i Stanisławem Pruszyńskim. Fundacja została powołana oficjalnie w 1987 roku, ale zarejestrowano ją w roku 1988.

– Chociaż nie jest fundacją kościelną, odwołuje się do ideałów św. Brata Alberta. I zawsze w swoich działaniach podkreśla wartości, które jemu przyświecały. Brat Albert nie był tylko działaczem społecznym, ale wszystko, co robił, czynił z głębokiej motywacji religijnej. I my właśnie do tych ideałów nawiązujemy – przypomina. Fundacja narodziła się w środowisku osób związanych z ideą albertyńską, wywodzących się z Duszpasterstwa Osób Niepełnosprawnych i wspólnot „Wiara i Światło” z Krakowa, nazwanych „Muminkami”.

Wszystko zaczęło się od starego dworu w Radwanowicach pod Krakowem, który – dzięki pomocy różnych osób i środowisk – został wyremontowany. Postawione zostały też nowe budynki i miejsce to jest placówką macierzystą fundacji. Bardzo szybko zaczęli zgłaszać się rodzice dzieci niepełnosprawnych, którzy chcieli u siebie tworzyć podobne ośrodki. Dziś w całym kraju działają 33 placówki, które pomagają 1200 podopiecznym – osobom niepełnosprawnym. Są to świetlice terapeutyczne, warsztaty terapii zajęciowej, domy środowiskowe i stałego pobytu, a ostatnio otwarty został też dom seniora z myślą o osobach starszych. W tym roku powstanie kilka kolejnych placówek.

Nigdy się nie zawiedliśmy

Potrzeby są wielkie, fundacja zajmuje się głównie osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. „Niewielu z nas zastanawia się, co dzieje się z dziećmi niepełnosprawnymi po osiągnięciu przez nie pełnoletniości, gdy boleśnie doświadczają kontrastu między swą dorosłością w świetle prawa, a rzeczywistą bezbronnością” – piszą członkowie fundacji na stronie internetowej. Nie chcą zostawić ich na tym marginesie zainteresowania reszty społeczeństwa, dlatego starają się zbliżać te światy, na przykład pokazując w atrakcyjny sposób prawdziwe talenty i możliwości niepełnosprawnych. Organizują m.in. Ogólnopolski Przegląd Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób Niepełnosprawnych „Albertiana”, integracyjny bal karnawałowy, piknik muzyczny czy mityng pływacki.

Pytany o sukces tych 30 lat fundacji, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski odpowiada, że jest nim fakt, że ogóle powstała. – To były czasy komuny. My proponowaliśmy nową rzecz, nie wiadomo było, czy to w ogóle zafunkcjonuje. Ogromne wsparcie okazało nam dwóch biskupów – kard. Franciszek Macharski, który patronował temu dziełu, i bp Czesław Domin ze Śląska, który był przewodniczącym komisji charytatywnej Episkopatu. Obaj uważali, że trzeba spróbować, bo potrzeby są ogromne – wspomina. W Rudach podkreślał, że nie udałoby się to wszystko bez wielorakiego wsparcia. – Możemy to robić tylko dlatego, że wierzymy w Boga, liczymy na Matkę Bożą i naszego patrona św. Brata Alberta. I nigdy się nie zawiedliśmy. Ale potrzebujemy też ludzi dobrej woli, bo tylko tak możemy zrealizować nasze dzieła – dodał prezes Fundacji im. Brata Alberta.