Amoris Laetitia: Pierwsza próba ujęcia problemu

WIARA.PL |

dodane 26.06.2018 05:45

Spróbujmy odczytać najbardziej kontrowersyjną część adhortacji Amoris Laetitia oczyma dziecka. Najbardziej kontrowersyjną, czyli tą, w której papież mówi, że pod pewnymi warunkami i w pewnych okolicznościach niektórzy rozwiedzeni, żyjący w nowych związkach, mogą przyjmować Eucharystię.

Amoris Laetitia: Pierwsza próba ujęcia problemu Klaudia Cwołek /Foto Gość Rozwiedzionym, żyjącym w nowych związkach, papież zaleca zasadniczo to samo, co Kościół zaleca wszystkim grzesznikom: idź do spowiedzi, a twój spowiednik, uwzględniając wszystkie okoliczności, zdecyduje, czy udzielić ci rozgrzeszenia i dopuścić do Eucharystii czy nie

Fragment książki Rocco Buttiglione: "Przyjacielska odpowiedź krytykom Amoris Laetitia" publikujemy za zgodą wydawnictwa WAM. Książkę można wygrać w naszym konkursie.

Przypomina mi się okładka pewnego francuskiego pisma, którą widziałem dawno temu. Zapewne była to „L’Aube”. Na rysunku tłum teologów, z których każdy siedział na szczycie własnej góry, wpatrywał się w horyzont, szukając Chrystusa. W dole natomiast widać było dzieci, które odnalazły Jezusa. On trzymał je za ręce i razem mijali teologów, którzy Go nie poznawali. Teolodzy patrzą w dal. A tymczasem On jest pośród nich.

Ta okładka sprzed wielu lat przypominała mi się, gdy czytałem niektóre komentarze o Amoris Laetitia i w ogóle o pontyfikacie papieża Franciszka. Natychmiast rozpoznał go i poszedł za nim zmysł wiary – sensus fidei ludu chrześcijańskiego.

Problemy ze zrozumieniem go mają natomiast niektórzy uczeni. Krytykują go, przeciwstawiają tradycji Kościoła, a zwłaszcza jego wielkiemu poprzednikowi, św. Janowi Pawłowi II. Wydają się zmieszani faktem, że nie odczytują w jego tekście potwierdzenia własnych teorii i nie chcą wyjść z własnych schematów myślowych, by odkryć zdumiewającą nowość jego przesłania.

Ewangelia jest zawsze nowa i zawsze odwieczna. Dlatego się nie starzeje.

Spróbujmy zatem odczytać najbardziej kontrowersyjną część adhortacji Amoris Laetitia oczyma dziecka. Najbardziej kontrowersyjną, czyli tą, w której papież mówi, że pod pewnymi warunkami i w pewnych okolicznościach niektórzy rozwiedzeni, żyjący w nowych związkach, mogą przyjmować Eucharystię.

Amoris Laetitia: Pierwsza próba ujęcia problemu   wydawnictwowam.pl ​​​​​​​Rocco Buttiglione: Przyjacielska odpowiedź krytykom Amoris laetitia. Wydawnictwo WAM Kiedy byłem dzieckiem, uczyłem się katechizmu, przygotowując się do pierwszej komunii świętej. Był to katechizm papieża niewątpliwie antymodernistycznego: św. Piusa X. Pamiętam, że wyjaśniał, iż by przyjąć Eucharystię, dusza musi najpierw uwolnić się od grzechu śmiertelnego. Wyjaśniał też, co to jest grzech śmiertelny. By jakiś czyn był grzechem śmiertelnym, konieczne jest spełnienie trzech warunków. Musi to być czyn zły, poważne naruszenie porządku moralnego: musi dotyczyć poważnej materii. Pozamałżeńskie stosunki płciowe niewątpliwie stanowią poważne naruszenie prawa moralnego. Tak było przed adhortacją, tak jest w adhortacji Amoris Laetitia i tak oczywiście będzie po adhortacji Amoris Laetitia. Papież nie zmienił nauki Kościoła.

Święty Pius X mówi jednak coś jeszcze. By grzech był śmiertelny, muszą być spełnione jeszcze dwa warunki, poza poważną materią. Sprawca czynu musi być w pełni świadomy, że to, co robi, jest złe. Pełna świadomość oznacza, że osoba, która dopuszcza się takiego czynu, musi być przekonana w sumieniu o jego nieprawości. Jeśli w sumieniu jest ona przekonana, że czyn nie wyrządza (poważnego) zła, nie można go uznać za grzech śmiertelny. Poza tym sprawca musi dobrowolnie zdecydować się na popełnienie złego czynu. Oznacza to, że grzesznik może swobodnie podjąć działanie lub go zaniechać, może działać w taki sposób lub w inny i żadna presja czy lęk nie skłania go do zrobienia czegoś, czego wolałby nie robić.

Czy możemy wyobrazić sobie okoliczności sprawiające, że osoba rozwiedziona, żyjąca w nowym związku, znajdzie się w sytuacji ciężkiej winy bez pełnej świadomości i bez dobrowolnej decyzji? Wyobraźmy sobie, że ktoś, kto został ochrzczony, ale nigdy nie przeszedł rzeczywistej ewangelizacji, zawarł małżeństwo w sposób powierzchowny, a następnie został porzucony. Następnie taka osoba związała się z kimś, kto pomógł jej w trudnych momentach, obdarzył ją szczerą miłością, stał się dobrym ojcem lub dobrą matką dzieci z pierwszego małżeństwa. Można zaproponować jej, by żyli ze sobą jak brat z siostrą, ale… co robić, jeśli ta druga osoba się nie zgodzi? W pewnym momencie swego pogmatwanego życia osoba ta przeżywa fascynację wiarą, po raz pierwszy przechodząc prawdziwą ewangelizację. Być może pierwsze małżeństwo nie było ważnie zawarte, ale nie ma możliwości wszczęcia procesu w sądzie kościelnym ani dostarczenia dowodów nieważności… Nie przytoczymy tu kolejnych przykładów, nie chcąc wdawać się w niekończące się kazuistyczne rozważania.

Co mówi w tego rodzaju przypadkach adhortacja Amoris Laetitia? Może lepiej będzie zacząć od tego, czego adhortacja apostolska nie mówi. Nie mówi ona, że osoby rozwiedzione, żyjące w nowych związkach, mogą spokojnie przyjmować komunię świętą. Papież zachęca takie osoby, by rozpoczęły (lub kontynuowały) drogę nawrócenia. Zachęca je, by badały swoje sumienie i korzystały z pomocy kierownika duchowego. Zachęca je, by szły do spowiedzi i przedstawiły swoją sytuację. Zachęca penitentów i spowiedników, by rozpoczęli proces rozeznawania duchowego. Adhortacja apostolska nie mówi, w którym momencie tego procesu osoby te będą mogły otrzymać rozgrzeszenie i przystąpić do Eucharystii. Nie mówi tego ze względu na zbyt wielką różnorodność sytuacji i okoliczności ludzkiego życia. Rozwiedzionym, żyjącym w nowych związkach, papież zaleca zasadniczo to samo, co Kościół zaleca wszystkim grzesznikom: idź do spowiedzi, a twój spowiednik, uwzględniając wszystkie okoliczności, zdecyduje, czy udzielić ci rozgrzeszenia i dopuścić do Eucharystii czy nie.

To, że penitent znajduje się w obiektywnej sytuacji grzechu ciężkiego (z wyjątkiem sytuacji, w których pierwsze małżeństwo zostało zawarte nieważnie), nie ulega wątpliwości. Nie wiadomo jednak, czy ponosi za nią pełną subiektywną odpowiedzialność. Dlatego powinien pójść do spowiedzi.

Niektórzy twierdzą, że mówiąc to wszystko, papież sprzeniewierza się dziedzictwu Jana Pawła II, który toczył walkę z subiektywizmem w etyce. Walce tej poświęcona jest encyklika Veritatis Splendor. Subiektywizm w etyce twierdzi, że to, czy dany czyn jest dobry, czy zły, zależy od intencji sprawcy. Jedyną rzeczą na świecie, która jest dobra sama w sobie, jest (według subiektywizmu etycznego) dobra wola. By ocenić jakiś czyn, musimy zatem rozważyć jego konsekwencje zamierzone przez sprawcę. Każdy czyn może być (wedle tego poglądu) dobry lub zły, w zależności od towarzyszących mu okoliczności.

Papież Franciszek (w doskonałej zgodności ze swoim wielkim poprzednikiem) mówi natomiast, że niektóre czyny (na przykład cudzołóstwo) są same z siebie złe, niezależnie od towarzyszących im okoliczności i od intencji sprawcy. Także św. Jan Paweł II nigdy nie wątpił jednak, że okoliczności mają wpływ na ocenę moralną sprawcy, czyniąc go mniej lub bardziej odpowiedzialnym za popełniane przez siebie, obiektywnie złe akty. Żadne okoliczności nie zmienią w dobry czyn aktu, który jest wewnętrznie zły, ale okoliczności mogą zwiększyć lub zmniejszyć odpowiedzialność moralną sprawcy. O tym właśnie mówi papież Franciszek w adhortacji Amoris Laetitia. Nie znajdziemy tam żadnej etyki sytuacyjnej, lecz klasyczny, wyważony tomistyczny wykład, odróżniający ocenę czynu od oceny sprawcy, w której liczą się okoliczności łagodzące bądź uwarunkowania czynu.

Inni krytycy przeciwstawiają wprost 84. artykuł adhortacji Familiaris Consortio – 305. artykułowi adhortacji Amoris Laetitia, z jego słynnym przypisem 351. Święty Jan Paweł II mówi, że osoby rozwiedzione, żyjące w nowych związkach, nie mogą przystępować do Eucharystii, zaś papież Franciszek mówi, że w pewnych przypadkach mogą. Przecież to jawna sprzeczność! Spróbujmy jednak odczytać ten tekst nieco głębiej. Kiedyś rozwiedzeni, żyjący w nowych związkach, byli „praktycznie” ekskomunikowani i wykluczeni z życia Kościoła. Nowy Kodeks Prawa Kanonicznego i Familiaris Consortio zachęcają ich do uczestniczenia w życiu Kościoła i do chrześcijańskiego wychowywania dzieci. Była to ogromnie odważna decyzja, zrywająca z wielowiekową tradycją.

Familiaris Consortio mówi jednak, że rozwodnicy żyjący w nowych związkach nie mogą przystępować do komunii świętej, ponieważ żyją w stanie publicznego grzechu i należy unikać zgorszenia. Powody te są tak poważne, że zbędne wydaje się sprawdzanie ewentualnych okoliczności łagodzących. Teraz papież Franciszek mówi, że jednak warto sprawdzić, czy takie okoliczności nie zachodzą. Oto cała różnica pomiędzy Familiaris Consortio i Amoris Laetitia. Nie ma wątpliwości co do tego, że osoby rozwiedzione, żyjące w nowych związkach, obiektywnie znajdują się w stanie grzechu ciężkiego; papież Franciszek nie dopuszcza ich do komunii świętej, lecz – jak wszystkich grzeszników – zachęca, by udali się do spowiedzi. Tam wyjawią ewentualne okoliczności łagodzące i dowiedzą się, czy i pod jakimi warunkami mogą otrzymać rozgrzeszenie i przystąpić do komunii świętej. Jeśli zachodzą okoliczności łagodzące, rozgrzeszenie mogli otrzymać już wcześniej. Jednak w żadnym przypadku nie mogli wtedy przyjmować komunii.

Święty Jan Paweł II i papież Franciszek z pewnością nie mówią tego samego, ale ich teologie małżeństwa nie wykluczają się wzajemnie. W różny sposób, w różnych sytuacjach używają władzy związywania i rozwiązywania, którą Bóg obdarzył następców Piotra. By lepiej zrozumieć tę kwestię, spróbujmy zadać następujące pytanie: Czy nie ma sprzeczności między stanowiskami wcześniejszych papieży, skoro poprzednicy św. Jana Pawła II ekskomunikowali rozwodników żyjących w nowych związkach (por. kanon 2356 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 roku), a Jan Paweł II nie mówi o ekskomunice? Poprzedni papieże zawsze wiedzieli, że niektórzy rozwiedzeni, żyjący w nowych związkach, mogą trwać w łasce Bożej z powodu różnych okoliczności łagodzących. Wiedzieli dobrze, że ostatecznym sędzią jest tylko Bóg. Mimo to nie rezygnowali z groźby ekskomuniki, by tym dobitniej uświadomić wiernym prawdę o nierozerwalności małżeństwa. Była to słuszna strategia duszpasterska w społeczeństwach jednorodnych, jakimi były społeczeństwa minionych wieków. Rozwód stanowił sytuację wyjątkową, osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach, było niewiele i musiały liczyć się z bolesnym zakazem przyjmowania Eucharystii, nawet jeśli w rzeczywistości mogły ją przyjmować, skoro umacniało to wiarę ludu. Dziś rozwód jest zjawiskiem masowy i może pociągnąć za sobą masową apostazję, jeśli rozwiedzeni, żyjący w nowych związkach, zaczną masowo odchodzić od Kościoła i nie będą wychowywać dzieci po katolicku. Społeczeństwo nie jest już jednorodne, stało się płynne. Ilość rozwodników znacznie się zwiększyła; znacznie większa jest też liczba tych, którzy znajdują się w sytuacji nieregularnej, ale mogą subiektywnie trwać w łasce Bożej. Konieczne jest przyjęcie nowej strategii duszpasterskiej. Dlatego papieże zmienili nie prawo Boże, lecz prawo ludzkie, które nieuchronnie mu towarzyszy, gdyż Kościół jest społecznością ludzką i widzialną.

Czy nowe zasady niosą ze sobą nowe problemy i nowe ryzyko? Na pewno tak. Czy istnieje ryzyko, że niektórzy będą świętokradczo przyjmować komunię świętą, nie będąc w stanie łaski? Kto tak czyni, „wyrok sobie spożywa i pije” (1 Kor 11,29).

Ale czy dawne zasady również nie niosły ze sobą ryzyka? Czy nie istniało niebezpieczeństwo, że niektórzy (a może nawet liczni) wierni zagubią się, pozbawieni wsparcia sakramentalnego, do którego mieli prawo? Zadaniem konferencji episkopatów poszczególnych krajów, wszystkich biskupów, a w ostatecznej instancji także każdego wiernego jest maksymalizacja korzyści i minimalizacja zagrożeń związanych z tym rozwiązaniem. Przypowieść o talentach uczy nas, byśmy podejmowali ryzyko, ufając w miłosierdzie Boże.

Tagi:
KOŚCIÓŁ,