W kieszeni Najwyższego

Aleksandra Pietryga

dodane 30.04.2019 11:00

Ze strachu Ewy i Adama zrodziła się w nich decyzja: "Nie możemy ufać Bogu. Musimy wziąć sprawy w swoje ręce". Po grzechu lęk stał się paraliżujący.

W kieszeni Najwyższego Romek Koszowski /Foto Gość Lęk "wysysa" z nas życie, demon karmi się naszym strachem

Gdyby zrobić ranking najczęściej występujących komunikatów w Piśmie Świętym, na pierwszym miejscu na pewno uplasowałoby się to zdanie. We wszystkich odmianach. Od pierwszych ksiąg Starego Testamentu Bóg uparcie powtarza człowiekowi: "Nie bój się!".

Strach jest naturalnym doznaniem natury człowieka i jako uczucie nie podlega ocenie moralnej. Jest swojego rodzaju hamulcem, ostrzeżeniem: "Uwaga, niebezpieczeństwo!". Gdyby nie pojawiające się uczucie strachu, nie bylibyśmy w stanie odpowiednio zareagować, obronić się przed zagrożeniem.

Strach instynktownie powstrzymuje nas przed podejmowaniem nierozsądnych kroków, wyostrza zmysły. Taki strach, traktowany jedynie jako sygnał, nie paraliżuje, nie upośledza wszystkich naszych działań, ale odpowiednio może je ukierunkować. Nie przeszkodzi nam w szalonym zjeździe ze stoku na nartach, ale sprawi, że założymy kask.

Bóg skraca dystans

Jest jeszcze inny rodzaj strach, o którym wspomina Pismo Święte. Związany jest z bojaźnią Bożą.

To rodzaj ogromnego szacunku i pokory wobec Boga, wynikających z poznania, kim On jest i jaki On jest. Rodzi się z kontrastu między świadomością o świętości Boga, a poczuciem własnej nędzy, grzeszności.

Taki stan ogarnął Zachariasza, gdy stanął przed nim anioł Boży. "Przeraził się na ten widok i strach padł na niego". Podobnie Maryja, kiedy zobaczyła Gabriela, a jeszcze bardziej kiedy usłyszała, co ma Jej do powiedzenia, była wstrząśnięta.

Przyzwyczajeni jesteśmy do grzecznego tłumaczenia: "Zmieszała się na te słowa". W rzeczywistości greckie słowo tarasso, opisujące reakcję Maryi, oznacza poruszenie, wstrząs, przerażenie! Piotr, widząc moc Jezusa, pada na kolana i woła: "Odejdź ode mnie, bo jestem człowiekiem grzesznym!".

Nie ma to jednak nic wspólnego z lękiem przed samym Bogiem. Bojaźń Boża nie blokuje nas na relację z Nim.

Przeciwnie, widząc wielkość i potęgę mojego Boga, mam ochotę rzucić się w Jego ramiona, poczuć się bezpiecznie.

- Bojaźń Boża to nie strach - przekonuje abp Grzegorz Ryś. - Człowiek w spotkaniu z Bogiem odkrywa swoją małość i stąd bojaźń Boża, ale w tym samym momencie Bóg mówi: "Nie bój się!". To Bóg skraca dystans. W Nim bowiem jest to pragnienie, żeby człowiek był nie Jego sługą, lecz przyjacielem.

Istnieje też lęk destrukcyjny. Lęk paraliżujący. Taki, który trawi moje serce, zabiera radość życia i niszczy moje zaufanie do Ojca. To bardzo groźny wirus.

- Niesamowicie ważnym odkryciem filozoficznym egzystencjalistów było ujawnienie tego, co najgłębiej tkwi w człowieku. A tam czai się porażający lęk - mówił przed laty ojciec Augustyn Pelanowski. - Boimy się: śmierci, cierpienia, jutra. Jesteśmy przerażeni, nieustannie drżymy, jesteśmy "chodzącym lękiem".

Strach się bać!

Zewsząd jesteśmy bombardowani promocją strachu. To jest jak rak, który toczy cały organizm. Boimy się własnego cienia. Permanentny strach napędza koniunkturę przemysłu, handlu.

Wspiera interesy wielkich korporacji i mediów. Nieustannie wmawia się nam, że świat jest zły, okrutny. Że wszędzie czyhają na nas niebezpieczeństwa, wojny, choroby, starość, śmierć. Że groźni - bo niewygodni - mogą być nawet starcy i małe dzieci.

Trzeba się więc zabezpieczyć w każdy możliwy sposób, zabarykadować, schować pod grubą warstwą makijażu, kremu przeciwzmarszczkowego i środków antykoncepcyjnych. I ciągle być na bieżąco z informacjami o nowych zagrożeniach.

Jednocześnie lęk budzi w nas agresję. Wdrukowano w nas już przekonanie, że nie możemy stracić pozycji, zdrowia, młodości, atrakcyjności, pieniędzy. Musimy nieustannie napinać muskuły, bronić pazurami tego "co nam się należy". Eskalacja przemocy w świecie pokazuje, jak bardzo jest on zalękniony, zniewolony strachem.

Bóg nie chce, byśmy trwali w takim stanie. Paraliżujący lęk jest przeciwieństwem wiary, zawierzenia Bogu na sto procent. A On chce, byśmy Mu ufali.

Ojcowskie serce Boga pragnie, by Jego dzieci wiedziały, że przy Nim są bezpieczne, że nic złego ich nie spotka, dopóki są z Nim. "Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić" - mówi Bóg w Księdze Jeremiasza. "Sam Pan, który pójdzie przed tobą, On będzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci" - obiecuje w Księdze Powtórzonego Prawa. "Ja, Pan, twój Bóg, ująłem cię za prawicę, mówiąc ci: Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą (...). Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś moim!" - woła przez usta proroka Izajasza.

Ponad trzysta razy w Biblii to pragnienie wyrywa się z serca Boga. Jakie to musi być dla Niego ważne! Dlaczego?

Bo lęk jest zaprzeczeniem doskonałego szczęścia, które jest w Bogu, jak czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego. A do takiego szczęścia Bóg zaprasza człowieka. W Bogu nie ma lęku.

To demon żywi się naszym strachem. - On jest istotą absolutnie zalęknioną. I tym swoim stanem chce nas zainfekować - tłumaczy w jednym z wywiadów ks. Krzysztof Wons, dyrektor Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie. - Każdy kontakt z szatanem jest wchodzeniem w skażoną atmosferę, którą on żyje.

Królestwo na wyciągnięcie ręki

Lęk wszedł na świat po upadku człowieka, po jego odejściu od miłości Boga. Diabeł zasiał w sercu człowieka niepewność, czy aby na pewno Bóg chce wyłącznie jego dobra, czy niczego przed nim nie ukrywa.

Ze strachu Ewy i Adama zrodziła się w nich decyzja: "Nie możemy ufać Bogu. Musimy wziąć sprawy w swoje ręce". Po grzechu lęk stał się paraliżujący.

W trzecim rozdziale Księgi Rodzaju czytamy, że człowiek z lęku przed Bogiem i przed konsekwencjami swojego wyboru schował się w zaroślach. Ten, który przed grzechem miał tak niesamowitą relację z Bogiem, że widział Jego twarz i chodził z Nim na spacery po raju, teraz drży ukryty gdzieś w krzakach.

Co robi Bóg? Czy Jego patrzenie na człowieka zmieniło się? Nie! Nawet grzech nie zmienił Bożego stosunku do umiłowanego dziecka.

Kiedy matka patrzy na swojego ubrudzonego synka, nadal widzi pięknego chłopca, którego kocha ponad życie. Błoto nie zmienia jej podejścia do dziecka. Bóg podobnie, już wie o zdradzie, ale przychodzi do ogrodu, nadal - a w zasadzie teraz jeszcze bardziej - chcąc wejść w relację z człowiekiem. Szuka go po zaroślach, chce go stamtąd wyprowadzić. Pocieszyć.

- Ich dialog to próba wyciągnięcia człowieka z ukrycia. Co się stało, już się nie odstanie, ale człowiek nie musi chować się przed Bogiem - mówi ks. Wons.

Lęk zniewala, dlatego jest jednym z ulubionych narzędzi szatana. Zły nienawidzi naszej wolności, bo sam ją utracił. W niej zawarty jest pierwiastek Boga, cząstka Jego obrazu, który w nas złożył.

W strefie lęku nasza wolność jest najbardziej krucha. Szatan używa strachu, by zaburzyć naszą relację z Bogiem, ograbić nas z zaufania do Niego. A przecież jesteśmy zanurzeni w Bogu!

Jezus Chrystus, przychodząc na świat, "ściągnął" królestwo Boże, pokazał, że ono realizuje się tu i teraz, na ziemi. Jesteśmy jego dziedzicami, wszystko, co należy do Ojca, należy też do nas. Nie musimy się bać, że czegoś nam zabraknie, że zostaniemy wykluczeni, że pozostaniemy w tyle za światem.

W królestwie z tego świata istnieją lęk, brak, porażka. Królestwo Boże jest obfitością i błogosławieństwem.

Lek na lęk

Czasem wydaje nam się, że burze i nawałnice chcą nas rozszarpać, a ciemności są tak wielkie, że nie widzimy niczego przed sobą. Fale próbują roztrzaskać nas o skały, a Jezus... smacznie śpi, choć przecież obiecał, że "nie zdrzemnie się ani nie zaśnie, Ten, który czuwa nad Izraelem" (Ps 121,4). Ale Bóg jest stale obecny nawet w najgęściejszym mroku, największych ciemnościach. Jego obietnica, że "będzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci", wciąż jest aktualna. On jest wierny raz danemu słowu.

Maja Miduch, biblistka, wykładowca Starego Testamentu i języka hebrajskiego, w jednej ze swoich genialnych książek opisuje spotkanie ze staruszkiem-wdowcem.

Kiedy zmarła mu żona, ogarnął go potworny lęk, ciemna depresja, która trwała blisko dwa lata. Wydawało mu się wtedy, że razem ze śmiercią żony Bóg odszedł z jego życia.

Pewnej nocy miał przedziwny sen. Śniło mu się, że jest zamknięty w dziwnym ciemnym pomieszczeniu o miękkich ścianach. Chciał wyjść, ale wciąż tylko się obijał, co było niezwykle frustrujące. Zaczął wołać o pomoc i nagle poczuł, że ktoś wydobywa go na zewnątrz. Znalazł się przed obliczem Boga. "Dlaczego krzyczysz?" - zapytał Bóg. - "Jesteś zupełnie bezpieczny w mojej kieszeni na mojej piersi". Niesamowite!

- Nasze życie nie jest czystym przypadkiem i jedynie walką o przetrwanie, ale każdy z nas stanowi historię umiłowaną przez Boga - mówi papież Franciszek. - Znalezienie "łaski w Jego oczach" oznacza, że Stwórca dostrzega wyjątkowe piękno naszej istoty i ma wspaniały plan dla naszego życia. Ta świadomość nie rozwiązuje oczywiście wszystkich problemów ani nie usuwa niepewności życia, ale ma moc jego dogłębnego przemieniania. Nieznane, które przyniesie nam przyszłość, nie jest mroczną groźbą, którą musimy przetrwać, ale czasem sprzyjającym, danym nam, by żyć wyjątkowością naszego osobistego powołania.

Tekst ukazał się w młodzieżowym dodatku "Gościa Niedzielnego" na Niedzielę Palmową 2018 w archidiecezji katowickiej i diecezji sosnowieckiej.