Wygrali z nudą

Anna Kwaśnicka

publikacja 09.08.2018 05:45

Starość to kolejny etap życia. Przynosi rozmaite trudności i obciążenia, ale to nie powód, by zamykać się w czterech ścianach swojego mieszkania.

Czują się rodziną Anna Kwaśnicka Czują się rodziną

Doskonale wiedzą o tym seniorki korzystające z oferty Domu Dziennego Pobytu w Biadaczu (gm. Łubniany). Niewielki budynek, wyróżniający się zieloną fasadą, stoi przy głównej drodze. Na podwórzu plac zabaw i altana. – Gmina szukała obiektu, w którym mógłby powstać Dom Dziennego Pobytu. W tym czasie byliśmy w trakcie budowy naszej świetlicy wiejskiej – mówi sołtys Waldemar Kalina. – To miejsce, gdyby było tylko świetlicą, przez większą część czasu stałoby zamknięte. A tak do 16.00 są tutaj seniorzy, a po południu mamy nasze miejsce spotkań, ostatnio na przykład w ramach strefy kibica – mówi sołtys. Mieszkańcy chętnie wykorzystują świetlicę na rodzinne uroczystości (jest tu dostępne wyposażenie dla 42 osób), a w czynie społecznym postawili altankę. – Dzięki niej w upalne dni seniorzy nie muszą siedzieć w budynku, ale mogą spędzać czas na świeżym powietrzu – mówi Waldemar Kalina.

Tu jest życie

Dom Dziennego Pobytu działa od roku. Zajęcia odbywają się od poniedziałku do piątku od 8.00 do 16.00. Od początku animatorką i opiekunką jest Sabina Karwat, z czasem do zespołu dołączył Wojciech Pardej. – Zaczęliśmy od warsztatów otwartych dla wszystkich, żeby pokazać to miejsce, oswoić z nim mieszkańców. A potem jedna osoba zachęcała kolejną i tak zebraliśmy potrzebną w projekcie grupę – opowiada Sabina Karwat. – Z początku tu nie przychodziłam. Dopiero od września. Sąsiadka mnie namówiła – opowiada Krysia, jedna z seniorek. I kontynuuje: – W domu to się nudziłam. A teraz wstaję rano, zrobię, co potrzeba – i wychodzę. Jak jestem chora, to tylko czekam na moment, kiedy ponownie będą mogła przyjść do naszego domu. Wspaniale się tu czuję, wśród koleżanek. Pogadamy sobie, pośpiewamy. Mamy dużo wspólnych wyjazdów. Ostatnio byliśmy na rejsie po Odrze. Pierwszy raz w życiu byłam na statku, nie spodziewałam się, że może się to jeszcze wydarzyć. –

Mnie tu po prostu ciągnie. Przecież jak się w domu siedzi, to się człowiek niczego nowego nie dowie, nie nauczy. Jak rano dłużej zostaję w domu, to mój chłop zaraz się pyta, czy już nie chcę jechać – mówi Adela. – Nas tu ciągnie, bo tu jest życie – dopowiada Marysia. A Grażyna przyznaje, że często weekendy bardzo jej się dłużą i z niecierpliwością wyczekuje poniedziałku. – Niedawno owdowiałam, a Sabina jest mi ogromnym wsparciem, to przede wszystkim ze względu na nią przychodzę. Tu odkrywam nowe talenty, tu bardziej otwieram się na ludzi. Do Biadacza przeprowadziłam się z mężem 9 lat temu, ale dopiero teraz poczułam się przyjęta do społeczności, poznałam mieszkańców – opowiada Grażyna.

Po co siedzieć samemu?

Seniorki zgodnie mówią, że to miejsce jest ich drugim domem, w którym nikt do nikogo nie mówi przez pani/pan. Są nie tylko po imieniu, ale świętują razem urodziny, dzielą się radościami i wspólnie przeżywają trudności i smutki. – Niektórzy śmieją się, że chodzimy do przedszkola, ale nam takie gadanie nie przeszkadza. Tu tyle się dzieje, że nie mamy czasu gadać jeden o drugim – mówią wprost. – Tak naprawdę to smutno jest, jak siedzi się samemu w domu. Tutaj mamy wesoło. Sąsiadka wciąż powtarzała, że chciałaby już umrzeć. A odkąd tutaj przychodzi, to tyle się w jej życiu dzieje, że przestała mówić o umieraniu. W tym miejscu człowiek naprawdę odżywa – podkreśla Krysia. W grupie seniorek korzystających z oferty Domu Dziennego Pobytu są panie od 64. do 93. roku życia. Najstarsza jest Hilda z Kolanowic, lubiana i komplementowana przez wszystkich. To ona mówi wprost, że tu jest jak w niebie, że to jej raj na ziemi. – W domu siedziałabym sama, a tak stworzyłyśmy grupę i trzymamy się razem. Przywiozą mnie i odwiozą. Czego więcej chcieć? – podkreśla Hilda.

Każdego dnia są wspólne posiłki: śniadanie, obiad i podwieczorek. I każdego dnia coś się dzieje. – Pomysły podpowiada samo życie i rytm roku. Jesienią pomagałyśmy w przygotowaniu korony żniwnej, w październiku robiłyśmy stroiki na groby bliskich, w grudniu nasz dom zapachniał pieczonymi piernikami, a zimą darłyśmy pierze – wylicza Sabina Karwat. – Ogromnie się cieszę, że udało nam się stworzyć ten dom. To w województwie opolskim drugi dom dziennego pobytu, który mieści się w gminie wiejskiej. Początkowo baliśmy się, że nie uda nam się zebrać 10 osób, a teraz widzę, że gdybyśmy przygotowali projekt na 40, to też dalibyśmy radę. To prawda, że akurat tutaj aż tyle miejsca nie mamy, ale będziemy się starać, żeby w każdym sołectwie w naszej gminie powstał chociaż klub dla seniorów – mówiła Joanna Kurek z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łubnianach podczas uroczystości przygotowanej z okazji 1. rocznicy powstania DDP w Biadaczu.

GOPS w partnerstwie ze Stowarzyszeniem na rzecz Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Siedlisko” prowadzi projekt kompleksowo wspierający osoby starsze i niepełnosprawne, współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego. Jednym z filarów tego projektu jest Dom Dziennego Pobytu, ale też m.in. usługi opiekuńcze świadczone w domach, urlopy wytchnieniowe czy świetlice wiejskie wspierające aktywność kulturalną, społeczną, rekreacyjną i edukacyjną.

Kurs jazdy, ceramika i salon piękności

Seniorzy rok akademicki rozpoczęli od spotkania z Rafałem Zmudą, instruktorem jazdy. Były nie tylko wykłady i test, ale też zajęcia praktyczne na placu manewrowym. Pierwsza za kierownicą usiadła Adela. – Jak coś proponują, to trzeba korzystać. Kiedy byłam młoda, to nikt nie robił prawa jazdy. Takie były czasy. A tu mogłam spróbować – opowiada. A Grażyna dodaje: – Miałam prawo jazdy, ale przez ponad 30 lat nie prowadziłam samochodu. Po śmierci męża miałam dwie godziny zajęć z naszym instruktorem Rafałem. Pomógł mi swobodnie poczuć się za kierownicą i teraz spokojnie jeżdżę.

Z kolei w drugiej połowie października za sprawą Jolanty Kornek i Brygidy Brixy dom po raz pierwszy, ale nie ostatni, zamienił się w salon piękności. Panie zajęły się fryzurami seniorek i zrobiły im manicure. Okazuje się, że początkowo w ruch szły tylko bezbarwne, ewentualnie kremowe odcienie lakierów. A teraz? Już nawet intensywny róż. – Panie są coraz odważniejsze w doborze kolorów, podpytują też, jak w prosty sposób ułożyć ładnie włosy. Albo co robić, by paznokcie nie wrastały – opowiadają kosmetyczki, które regularnie odwiedzają seniorki w każdej wiosce gminy Łubniany. Były też spotkania na temat zdrowego żywienia, była zbiórka wełny i robienie pomponów na dywan, którym obdarowany został niepełnosprawny Bartek Kurhofer.

Wszystkich aktywności nie sposób wymieniać, ale odbywają się m.in. spotkania ze studentką psychoterapii Renatą Figurą, a także cykliczne ćwiczenia z fizjoterapeutką Krystyną Kilan-Błaszczyk. – Początkowo tempo ćwiczeń było bardzo spokojne, ale z zajęć na zajęcia rytm jest coraz szybszy – dopowiada Sabina Karwat. Seniorki są dumne z efektów 2-miesięcznego cyklu warsztatów ceramicznych. Poznawały też technikę wyplatania koszyków papierową wikliną czy zdobienia kroszonek. Była zabawa andrzejkowa dla wszystkich seniorów z gminy Łubniany, było spotkanie opłatkowe i kostiumowy bal karnawałowy, który poprzedziły intensywne przygotowania. – Wszystko jest ciekawe i niemal wszystko jest dla mnie nowe. Nie boję się nowych wyzwań. Pokazują mi, co i jak mam zrobić, i staram się to powtórzyć. Jak coś nie wychodzi, to popatrzę w lewo, w prawo i już umiem – uśmiecha się Dorota.

Kopalnia życiowej wiedzy

Jak podkreślają animatorzy DDP w Biadaczu, skarbem tego miejsca są międzypokoleniowe relacje, które udaje im się tworzyć. – To są naprawdę piękne chwile, gdy seniorzy i dzieci robią coś wspólnie. Jako pierwsza zgłosiła się do nas szkoła. Uczniowie razem z nami dekorowali pierniki. Korzystały z tego oba pokolenia. Później rozpoczęła się też współpraca z miejscowym przedszkolem. Nie w każdym domu jest dziadek czy babcia, więc dzieci miały okazję do kontaktu ze starszymi. Mogli przekonać się, że starość to normalny etap życia. Wiążą się z nim pewne trudności i obciążenia, ale przynosi on równie wiele radości. Seniorzy mają dużą wiedzę życiową, którą chętnie się dzielą – opowiada Sabina Karwat. – Wspólne zajęcia z dziećmi również dla starszego pokolenia niosą wiele korzyści. Niektórzy nie mają blisko wnuków, a tu mają okazję, by zrobić coś wspólnie z młodym pokoleniem – mówi. – Mamy tu rodzinną i ciepłą atmosferę. Jest dużo śmiechu. A nasze seniorki są niewyczerpanym źródłem wiedzy o życiu, od nich naprawdę można uczyć się podejścia do wielu spraw – podkreśla Wojciech Pardej. – Ta praca daje mi bardzo dużo pozytywnej energii. Bardzo dobrze czuję się w naszej grupie – mówi Sabina Karwat. A seniorki dopowiadają: – Bez Sabiny to miejsce nie byłoby takie wspaniałe.