Dookoła „Zdrowaś, Maryjo”

tg

Gość Warszawski 21/2019 |

dodane 23.05.2019 00:00

Wygląda jak dzwonek. Ale Franciszkowi Rakowskiemu i innym rowerzystom pomaga łączyć przyjemne z pożytecznym. A może nawet dostać się do nieba.

– Przesuwanie paciorków i powtarzanie w myśli słów modlitwy nie zmniejszają naszej uwagi bardziej niż słuchanie radia  w samochodzie – zapewnia twórca b-Rose. A. Szulc /b-rose – Przesuwanie paciorków i powtarzanie w myśli słów modlitwy nie zmniejszają naszej uwagi bardziej niż słuchanie radia w samochodzie – zapewnia twórca b-Rose.

Zaczęło się od… kraksy. Gdy pewnego wiosennego popołudnia 2014 r. młody doktor fizyki wracał rowerem do domu, wszystko mogło się potoczyć inaczej. Gdy minął ostry podjazd przed Belwederem i wjechał na wygodną ścieżkę rowerową wzdłuż Łazienek, wyciągnął z kieszeni różaniec. Powoli zaczął szeptać kolejne „Zdrowaś, Maryjo”, gdy zorientował się, że paciorki zablokowały dźwignię hamulca. Dojeżdżał akurat do przecznicy, gdy światło zmieniło się na czerwone.

Jedynym sposobem, by uniknąć zderzenia, było przewrócenie się na bok. Trochę bolało, ale żył…

Ruszył dalej, ale w głowie zaczęła kiełkować myśl, że przecież musi istnieć sposób, by modlić się… bezpieczniej.

– Mam dużą rodzinę i intensywną pracę, więc czasu jest niewiele. Na modlitwę wykorzystuję czas dojazdu rowerem do pracy – mówi Franciszek Rakowski.

Długo szukał rozwiązania w internecie. Nie znalazł. Poczuł, że tytuł inżyniera zobowiązuje. A ponieważ potrzeba jest matką wynalazków, postanowił, że sam wykona różaniec rowerowy dla siebie i dla kilku znajomych. Projekt powstał w głowie, ale jego realizacja przeciągnęła się. Pomógł Jan Buczek, przyjaciel i absolwent wzornictwa przemysłowego na ASP. Razem stworzyli kilkanaście prototypów: z metalu, plastiku, drewna. Ciętych, giętych i wykonanych na dostępnych od kilku lat drukarkach 3D. Chcieli, by różaniec był trwały, bezpieczny i ładny. I by łatwo można było przesuwać go, nie odrywając wzroku od rowerowej ścieżki. Po kolejnych modelach: zbyt drogich, zacinających się lub wyglądających byle jak, wreszcie stworzyli niezawodny mechanizm, przypominający dzwonek z płaską tarczą i wyraźnie wyczuwalnymi wypustkami. Jesienią 2018 r. rozpoczęły się pierwsze testy różańca rowerowego b-Rose. Twórcy opatentowali go w Europie i USA.

Franciszek Rakowski miał właśnie kupić większy rodzinny samochód. Pieniądze na wygodniejsze auto postanowił z żoną przeznaczyć jednak na zakup formy wtryskowej. Pomyśleli, że większym dobrem będą tysiące potencjalnych rowerzystów, którzy czas podróży rowerem wypełnią modlitwą różańcową. A oni jeszcze chwilę mogą się pomęczyć.

– Różaniec rowerowy to wynalazek nie tylko dla rowerzystów. W zdrowym ciele warto też zadbać o zdrowego ducha. Pragnę, aby był zachętą także dla tych, którzy modlą się na różańcu, a jeszcze nie są cyklistami – mówi Franciszek Rakowski, śmiejąc się, że to pierwszy taki „produkt” w historii cyklizmu i w całej historii chrześcijaństwa

Urządzenie montuje się na kierownicy. Można je kupić w sześciu wersjach kolorystycznych na stronie rozaniecrowerowy.pl. Rowerzysta przesuwa kciukiem górną, ruchomą część z paciorkami, odliczając kolejne modlitwy. Widzi kątem oka lub czuje wyraźny w dotyku krzyżyk, który oznacza zakończoną dziesiątkę.

– Nie zachęcam do używania różańca rowerowego w intensywnym ruchu ulicznym. Różaniec jest modlitwą medytacyjną, którą można swobodnie odmawiać w czasie jazdy rowerem np. ścieżką rowerową, przez las czy polną drogą – dodaje Franciszek Rakowski.